01.12.2013, 21:33:07
Pewnego dnia w stolicy,
Stał arystokrata i jego najemnicy.
Jeden z żołnierzy spojrzał na targ,
Gdzie to obok kamienicy
Chłop zapadał w letarg
Otóż to, szlachetka pyta:
"Czy to armata ukryta?!"
Stary pułkownik bierze karabin,
Nagle szarpie go rabin,
"Tożto ty Sabin!"
My tu się z powstaniem
Gdzież to wielkim zmaganiem
Nagle w zgiełk wbiega arystokrata,
"Dla mnie powstanie to nazbyt strata,
Wycofuję więc swych żołnierzy..."
Tużto nagle kupcy - Khmerzy
A od nich włos się jeży;
do Sabina "A cóżto za rozmowa?"
Nagle w stragan Żyd uderzył,
"O waszych rządach, surowa"
Wtedy kupiec do Samphana:
"Gdzież tu karawana?
przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana
Ale nie brak przywary na Samphana
Mości panie, to wojowie Natana!
Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu."
A na to rzekł szlachetka:
"Dosyć tego motłochu!"
Tęga była jego sylwetka,
Wydobył miecz z pochwy,
Mąż dziarski i mocny,
Zamachnął nim groźnie,
Po czym na wojów ryknął:
"Cóż czynicie bezbożnie!"
Po czym do żony syknął:
"Już czas!"
Stał arystokrata i jego najemnicy.
Jeden z żołnierzy spojrzał na targ,
Gdzie to obok kamienicy
Chłop zapadał w letarg
Otóż to, szlachetka pyta:
"Czy to armata ukryta?!"
Stary pułkownik bierze karabin,
Nagle szarpie go rabin,
"Tożto ty Sabin!"
My tu się z powstaniem
Gdzież to wielkim zmaganiem
Nagle w zgiełk wbiega arystokrata,
"Dla mnie powstanie to nazbyt strata,
Wycofuję więc swych żołnierzy..."
Tużto nagle kupcy - Khmerzy
A od nich włos się jeży;
do Sabina "A cóżto za rozmowa?"
Nagle w stragan Żyd uderzył,
"O waszych rządach, surowa"
Wtedy kupiec do Samphana:
"Gdzież tu karawana?
przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana
Ale nie brak przywary na Samphana
Mości panie, to wojowie Natana!
Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu."
A na to rzekł szlachetka:
"Dosyć tego motłochu!"
Tęga była jego sylwetka,
Wydobył miecz z pochwy,
Mąż dziarski i mocny,
Zamachnął nim groźnie,
Po czym na wojów ryknął:
"Cóż czynicie bezbożnie!"
Po czym do żony syknął:
"Już czas!"
N.N


