17.04.2016, 15:47:55
Albert Medycejski pomodlił się nad grobem dawnej małżonki i zgodnie z jej ostatnią wolą przeczytał dwa wiersze, które napisała pod koniec życia, przywidując, że wkrótce przyjdzie jej pożegnać się ze światem.
Jakby co, to tylko przekazuję wiersze, co nie znaczy, że zgadzam się z ich treścią.
Cytat:''Pamięci Własnej''
W starożytnych ruinach Ostii i Noklezji, w pieczarach nodackich
- tam przyszłam na świat, ja - Afrodyta, nie z fal morskich odmętów, lecz z kurzu walk i bitew.
Moim imieniem, ciemność, jest napisane, lecz jasny płomień Marsa przyozdobił me lice.
Matką zaś Wenus, prześwięta bogini, która lirę mi w testamencie swym oddała.
Mówili o mnie: zła czarownica, strzyga, kostucha,
bo córy bogów nie poznali!
Ja zaś wiedziałam co skarbem mym jest i walczyłam,
na skałach Brodrii rylcem wyryto: W I E L K A.
Zaiste wielkim był trud restytuowania Ojczyzny.
Potem Ojczyna wrzuciła mnie do Newy,
a tron? Tron! Na tronie złoczyńcę i obłudnika........
sama posadziłam.
O przebacz Brodrio święta, to moja wina!
Tak! Jam przeklęta.....
O co za czasy,
i obyczaje,
gdy syn dla matki
zdrajcą się staje!
Cytat:''Syn'
Ja jestem Matką,
Adaś był Ojcem,
ty jesteś brzydki,
jak czerwone słońce.
Nikt cię nie lubi,
zdrajco pieprzony,
i ktoś ci z rzuci
kiedyś moje korony.
Jakby co, to tylko przekazuję wiersze, co nie znaczy, że zgadzam się z ich treścią.
(—) Alberto Carlos de Médici y Zep
