29.08.2016, 20:47:48
Osobiście dodałabym kilka kompromisowych rozwiązań. Otóż obecnie w świetle powyższego dokumentu nie możemy mówić o unii. Stworzyliśmy coś co śmiało można nazwać Symmachią Bialeńską na wzór ateńskiej.
Widzimy, że ta Symmachia przynosi obopólne korzyści, jednak według mojej opinii do tego wszystkiego trzeba dodać parytety, bo wiadomo, że w Bialenii od demokracji niestety nie uciekniemy, ale zawsze możemy zastosować ją w najlepszym wydaniu.
Przede wszystkim Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie powinno być stricte bialeńskie, bo zajmuje się sprawami wszystkich państw stowarzyszeniowych. Dlatego proponuję powołanie ponadpaństwowego wspólnego resortu. Minister Spraw Zagranicznych formalnie byłby zależny od wszystkich głów państw stowarzyszeniowych.
Każde państwo obejmowałoby zgodnie z zasadami kolejki prezydencję w tym resorcie i miało możliwość obsadzenia a stanowisku Ministra swojego przedstawiciela.
W praktyce mogłoby to wyglądać tak, że przez pierwsze cztery miesiące roku prezydencję obejmowałby Hasseland, przez cztery następne Bialenia i przez cztery ostatnie Brodria.
Widzimy, że ta Symmachia przynosi obopólne korzyści, jednak według mojej opinii do tego wszystkiego trzeba dodać parytety, bo wiadomo, że w Bialenii od demokracji niestety nie uciekniemy, ale zawsze możemy zastosować ją w najlepszym wydaniu.
Przede wszystkim Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie powinno być stricte bialeńskie, bo zajmuje się sprawami wszystkich państw stowarzyszeniowych. Dlatego proponuję powołanie ponadpaństwowego wspólnego resortu. Minister Spraw Zagranicznych formalnie byłby zależny od wszystkich głów państw stowarzyszeniowych.
Każde państwo obejmowałoby zgodnie z zasadami kolejki prezydencję w tym resorcie i miało możliwość obsadzenia a stanowisku Ministra swojego przedstawiciela.
W praktyce mogłoby to wyglądać tak, że przez pierwsze cztery miesiące roku prezydencję obejmowałby Hasseland, przez cztery następne Bialenia i przez cztery ostatnie Brodria.
