Piszemy najdłuższy wiersz w mikroświecie
#32
Pewnego dnia w stolicy,
Stał arystokrata i jego najemnicy.
Jeden z żołnierzy spojrzał na targ,

Gdzie to obok kamienicy
Chłop zapadał w letarg
Otóż to, szlachetka pyta:

"Czy to armata ukryta?!"
Stary pułkownik bierze karabin,
Nagle szarpie go rabin,

"Tożto ty Sabin!"
My tu się z powstaniem
Gdzież to wielkim zmaganiem

Nagle w zgiełk wbiega arystokrata,
"Dla mnie powstanie to nazbyt strata,
Wycofuję więc swych żołnierzy..."

Tużto nagle kupcy - Khmerzy
A od nich włos się jeży;
do Sabina "A cóżto za rozmowa?"

Nagle w stragan Żyd uderzył,
"O waszych rządach, surowa"
Wtedy kupiec do Samphana:

"Gdzież tu karawana?
przecie, jako kupcy przejdą przez Bramę Floriana
Ale nie brak przywary na Samphana

Mości panie, to wojowie Natana!
Uciekajmy, nie wzbudzając popłochu."
A na to rzekł szlachetka:

"Dosyć tego motłochu!"
Tęga była jego sylwetka,
Wydobył miecz z pochwy,

Mąż dziarski i mocny,
Zamachnął nim groźnie,
Po czym na wojów ryknął:

"Cóż czynicie bezbożnie!"
Po czym do żony syknął:
"Już czas!"

Tymczasem opodal wieśniak kozy pasł,
Zacnych mężów w furię wpędzając,
Bo bohatera uraża prostota,

Wówczas żona szlachetki wstając:
"Kupcy rzeczą, żem brzydota,
Lecz przez ich do Khmerów uległość,

I również tychże przybycia nagłość,
Dzielni mężowie dziarskość swą porzucili,
Nagle, jak starzec ten padół.

A wówczas Khmerzy u nas stworzyli,
Totalitaryzmu swojego pół."
Arystokrata i najemnicy na Khmerów patrzą,

A Khmerów spojrzenia wysuszają ich usta jak natron,
Serca szybciej dzielnym mężom biją,
A dłonie ich nad szablami się trzęsą,

Myślą, że nie wytrzymają i babę zabiją,
Lecz ona tak niewinnie potrząsa rzęsą,
Co jej mężowi się nie widzi,

Zaś jednego Khmera brzydzi,
I wnet ten głową nerwowo potrząsa,
Po czym powiada:

"Chłopy, niech Was lekarz zbada!
Co to Wy na tą dziewuchę patrzycie,
Przecież ona z podłego plemienia!"

A na to jej mąż, pełen oburzenia:
"Podliście Wy, psubraty!
A nie nasze cne niewiasty!"

I tak to miast strzelać z armaty,
I później zwycięskie wznosić toasty,
Khmerzy z armią arystokraty walczą o babę!

Już wyciągają strzały, tłuszcza zbiega na panel,
By bezpiecznie podziwiać te boje,
O honor mężów tej ziemi.

Już najemnicy wkładają zbroje,
By walczyć z khmerskimi wszami,
I ich kupiecką piątą kolumną.

Już rozbrzmiewają bębny,
Już słychać trąby,
Już nogi poszły w dziki tupot,

Lecz nie usłyszał nikt głosu bomby,
Bo szlachetka zakończył swój żywot!
Otruty przez khmerskiego szpiega,

Którym był jego fałszywy kolega,
Rabin, padalec kłamliwy,
Lecz podówczas najemnicy tego nie wiedzieli.

Wnet wybuchł alarm fałszywy,
Że szlachetka nie żyje od niedzieli.
Arystokrata w bój rzuca najemników,
N.N


Wiadomości w tym wątku



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości