29.08.2017, 19:54:31
Wysoki Sądzie,
na wstępie powinienem właściwie wskazać, że termin do wygłoszenia mowy końcowej dla Oskarżyciela rozpoczął się 26 sierpnia o godzinie 18:44 i upłynął 48 godzin później, a ponieważ jest to termin prekluzyjny, to uprawnienie strony wygasa po jego upływie definitywnie, zaś sam termin przywrócić można jedynie tylko wtedy, gdy przepis szczególny na to pozwala, ale właściwie daruję sobie, po pierwsze, z powodu pewnej uczciwości, po drugie, ponieważ treść mowy końcowej Oskarżenia jest właściwie Obronie na rękę i Oskarżyciel wyręczył mnie już po części.
Ale do rzeczy, zatem.
Otóż, Wysoki Sądzie, przyłączam się do apelu Oskarżyciela z początku jego mowy końcowej i proszę Sąd, by zastanowił się, czy mój Klient faktycznie popełnił przestępstwo, czy złamał bialeńskie prawo.
Co do dalszej części mowy Strony Oskarżającej nie podzielam jednak entuzjazmu i argumentacji Oskarżyciela. Owszem, prawo karne jest prawem "zero-jedynkowym". Owszem, zawiera ono normy proste i zrozumiałe dla każdego adresata. Tutaj pojawia się jednak jedno zastrzeżenie - otóż "owszem", ale tylko w świecie idealnym. Takim na pewno nie jest bialeński kodeks karny, co częściowo pokazała także i ta sprawa. Oskarżenie chciałoby, żeby problem prawny w przedmiotowej sprawie był tak samo prosty, jak i dany w niej stan faktyczny. Więcej nawet, oskarżenie przeinacza nawet ten ostatni. Stan faktyczny bowiem jest prosty dlatego, że Oskarżenie nie wskazało żadnego dowodu na winę mojego Klienta. Oskarżyciel nie dowiódł, że Margrabia Montini miał pełną świadomość przestępności popełnianego czynu, a raczej, co ważniejsze w tej sprawie, że chciał on popełnić czyn, którego zakazuje prawo. Skoro zatem tak, nie może być mowy o stronie podmiotowej przestępstwa, o której mowa w akcie oskarżenia, to jest o zamiarze bezpośrednim. Warto tutaj pokrótce przypomnieć definicję przestępstwa sformułowaną przez doktrynę - jest to czyn człowieka zabroniony przez ustawę obowiązującą w trakcie jego popełnienia, bezprawny, zawiniony i społecznie szkodliwy w stopniu większym niż znikomy. Zawinienie, o którym mowa w definicji, jest właśnie, upraszczając nieco, stroną podmiotową przestępstwa. Jeżeli tylko zabraknie choćby jednego elementu, ze wspomnianej przeze mnie definicji, nie może być mowy o przestępstwie.
Tym bardziej zatem kuriozalne są twierdzenia Oskarżyciela, że Obrona nie wskazała dowodu na niewinność (sic!) Oskarżonego. Gdzie podziało się praesumptio boni viri i rzymska paremia ei incumbit probatio, qui dicit, non ei, qui negat? To Obrona ma dowodzić niewinności oskarżanego człowieka?! W Bialenii nie ma rotryjskiej lub skarlandzkiej inkwizycji (której nikt się nie spodziewa), nie dajmy zatem grupie rotryjczyków wprowadzać tutaj takich szkodliwych zwyczajów z zewnątrz. Jeszcze bardziej absurdalne są twierdzenia Oskarżyciela (mam wrażenie, że przytaczane wyłącznie z powodu braku argumentów), że Obrona twierdzi, iż bialeński kodeks karny penalizuje czyny w świecie realnym. Gwoli ścisłości zatem: obrona, pisząc o tym uprzednio, jedynie ironizowała i sprowadzała do absurdu wykładnię rozszerzającą Oskarżenia, a jest to wykładnia, przypomnijmy w prawie karnym zakazana. Z całym bowiem szacunkiem wobec Wysokiego Sądu, ale żaden bialeński organ, w tym Wysoki Sąd, nie ma kognicji do badania spraw z zakresu prawa innych państw wirtualnych. Podobnie jak i bialeńskie ustawy - bialeński ustawodawca nie ma bowiem legitymacji do kryminalizacji czynów wchodzących w zakres spraw wykraczających poza jurysdykcję Republiki. Co innego w przypadku zasady represji wszech(mikro)światowej. Ta jednak zakłada ściganie, niezależnie od czegokolwiek, jedynie najcięższych zbrodni, o których próżno mówić na kanwie niniejszej sprawy. Bialeński kodeks karny nie może zatem karać za ewentualne naruszanie dóbr prawnych wchodzących do porządków innych podmiotów prawa międzynarodowego.
Powyższy wywód jest o tyle istotny, że Oskarżyciel nie wykazał, aby mój klient posługiwał się tytułem bialeńskiego profesora lub stopniem bialeńskiego doktora habilitowanego, których to faktycznie Margrabia Montini nie posiada. Skoro zatem nie wiadomo jakimi tytułami posługuje się mój Klient nie da się wykazać, że robi to bezprawnie. Jest to bardzo proste rozumowanie logiczne. Zresztą, nawet gdyby posługiwał się nielegalnie tytułem, dajmy na to skarlandzkiego następcy tronu, czy chana Kugarii, to fakt taki byłby zupełnie irrelewantny dla prawa bialeńskiego. Tym bardziej zatem dziwi czemu nie rozumie tego oskarżyciel, skoro nie jest to w sumie aż tak skomplikowana konstrukcja myślowa.
Co więcej, niepoważnie brzmią podniosłe wypowiedzi oskarżyciela o staniu na straży bialeńskiej nauki, podczas gdy akt oskarżenia spreparowany został na bieżące zamówienie polityczne i inspirowany jest zupełnie innymi pobudkami niż wskazane w dotychczasowej argumentacji Oskarżyciela. Zresztą, nie trzeba nawet zbyt wnikliwie obserwować życia politycznego, by to zauważyć.
Na zakończenie chciałoby się zatem napisać, że w niniejszej sprawie za dużo jest wątpliwości, a te należy interpretować na korzyść oskarżonego. Ta fraza niewątpliwie brzmi bowiem ładnie, ale jest w tej sprawie byłaby znacznym nadużyciem, albowiem mamy do czynienia w istocie z sytuacją "zero-jedynkową". A to dlatego, że (w świetle powtórzonych wyżej przez Obronę argumentów) nie przedstawiono ani jednego dowodu na winę mojego Klienta. Nie mam zatem najmniejszych wątpliwości, że jest on niewinny i o taki właśnie wyrok proszę Wysoki Sąd.
Jego Operacyjność
(-) Linux
![[Obrazek: 11668799_hhh.PNG]](http://zmniejszacz.pl/zdjecie/2018/5/8/11668799_hhh.PNG)
(-) Linux
-------
"Ten człowiek jest gorszy niż Pietrow i Prezerwatyw Tradycja Radziecki!"
~ Szymon Uchatsok, myląc Medycejskiego z Kucełem
"Kretyn i słoik, który pewnie się na warszawiaka stylizuje"
~ Mój adorator
-------
Miałem w sumie wypisać się z Bialenii
A jednak coś spowodowało, że zostałem
Raz za razem
Odpowiedź za odpowiedzią
Lubię was nawet czasem, wiecie?
Krążą jednak opowieści
Eminencja pewien mówią jest ich źródłem
Dzień sądu nadchodzi!
Yyy zapytacie
Czego on znowu chce
Ech zostawcie dziwaka
Jednak zostałem
Stąd teraz siedzę
Kreśląc pierdolety
I dopasowując je do liter mojego nazwiska

