Wergiliusz usłyszawszy słowa Wiceprezydenta pozwolił sobie usiąść, bo Wiceprezydent już siedział.Nalej Pan tej wody ognistej, bo mnie suszy. Choć nie ukrywam, że wolę whisky i koniak. Co do tych butów, to niech Pan nie fatyguje sprzątaczki. Pada deszcz, więc trudno, aby nie było mokrych śladów na posadzce. Proszę o wybaczenie, że nie przyszedłem, kiedy słońce było na niebie.
Gość Wiceprezydenta wlewa bezbarwną substancję do korpusu i ryja mu nie przekrzywiło tak jak Wiceprezydentowi. Wypił jak wodę.To smutne, że Wiceprezydent nie może. Jak Pan Wiceprezydent już pewnie zauważył, to banan od ucha do ucha mi nie schodzi będąc mieszkańcem Bialenii. Tylko co mi po tymczasowym obywatelstwie... Mogę się legnąć pod drzewkiem i podziwiać gwiazdy na scenie.
Wergiliusz pozwolił sobie złapać za butelkę Wiceprezydenta i nalać mu kolejnego kielicha widząc niezdecydowanie w oczach Wiceprezydenta. Potem nalał sobie i dalej sączył słowa - Dobrze, że nie wbili mi w dowód, że jestem kobietą z jajami, a tak poza tym, to ciekawe czy komuś straż graniczna wybiła zęby tylko po to, aby strażnikom wstawić te wybite zęby.

Ach...Jakie to szczęście, że dla mnie nie ma rzeczy niewykonalnych. -
uśmiechnął się szeroko w kierunku Wiceprezydenta oczekując na reakcję.