Rano Dmitrij wrzucił do dziury w której leżał nieszczęśnik kija z metalową końcówką, mówiąc do lekarza
- Jak będziesz nam miał coś do powiedzenia, to zastukaj kijem w rurę, na pewno ktoś cię usłyszy.
Spuścił mu przy tym na tacce parę placków ryżowych. Postanowił nie katować lekarza dzisiaj. I bynajmniej nie zrobił tego z litości. Po prostu miał ważniejsze sprawy na głowie. Postawił przy dziurze strażników i udzielił im instrukcje:
- Jak ten gość zastuka kijem, odchylcie płytę i spytajcie co ma do powiedzenia. Nie wyciągajcie go póki nie wyjaśni szczegółowo o co mu chodzi. A jak już wyciągniecie, koniecznie zwiążcie.
Już po chwili lekarz zastukał w rurę. Po odsunięciu płyty wijaśnił strażnikom, że chce odszyfrwać im tajne dokuenty. Strażnicy wypuścili go, a on natychmiast chwycił kija i zaczął kłuć jednego strażnika metalową końcówką na kiju. Pilnujący mieli jednak paralizator, którym unieruchomili więźnia.
Wieczorem, kiedy Dmitrij dowiedział się o próbie ucieczki, rozkazał biczować nieszczęśnika, a następnie spowrotem wziął go na przesłuchanie.
- Lepiej by było dla ciebie ty gnoju powiedzieć nam szczegółowo o eksperymantach i odszyfrować dokumenty, to twoje cierpienia się natychmiast zakończą - wrzasnął do torturowanego
- W dupę mnie pocałuj - odpowiedział lekarz, za co wbito mu igłę w skórę na prawej ręce
Lekarz był przesłuchiwany całą noc, jednak nie powiedział ani słowa. Mimo to tortury na nim były dosyć łagodne, nawet wzięto ze szpitala kardiochirurgicznego koło Białej opatrunki, żeby część ran mu opatrzyć, a to wszystko, by utrzymać go przy życiu.
- Nie chcesz nic mówić? W takim razie juz nigdy nic nie powiesz! - wrzasnął nad ranem po całoncnym katowaniu Dmitrij.
- Utniecie mu język, Dmitriju? - zapytał policjant, obecny przy torturach
- Nie, coś o wiele gorszego...
Torturowany został przetransportowany do miejsca służącego za szpital, które znajdowało się w Wyjściu Południowym. Tam czekał na niego stół operacyjny, profesjonalny sprzęt do operacji, który równiez wzięto ze szpitala kardiochirurgocznego i zespół wykwalifikowanych chirurgów
- No, to pora zaczynać - stwierdził Dmitrij
Operację na żywca, a raczej tortury zaczęto od odkażenia, a następnie nacięcia skóry na szyi koło tętnicy szyjnej i żyły, oczywiście przy krzykach torturowanego. Następnie przygotowane zostało płucoserce, nacięto żyłę i tętnicę szyjną oraz podłączno je do płucserca. Nieszczęśnik zemdlał. Terza, gdy mózg w krew zaopatrzało płucoserce, przecięto mięśnie na szyi, przełyk, tchawicę i rdzeń kręgowy. Oczywiście wszystko badane za pomocą aparatów i urządzeń żeby przypadkiem nie dopuścić do śmierci. Po dwóch godzinach z człowieka została tylko głowa i wystające płucoserce. Przywrócono mu nawet przytomność. Mrugał oczami i powoli nimi przesuwał
- I co, było mówić jak miałeś czas - powiedział Dmitrij
Lekarz, a właściwie jego głowa odwróciła od niego wzrok i zamknęła oczy. Po prru minutach urządzenia zarejestrowały śierć z powodu niedotlenienia mózgu