Jak można się pewnie domyślić, wycieczka na góry srebrne nie była ani łatwa, ani krótka, ale też nie bezowocna.
Odkrycia rozpoczęły się wraz z wejściem na przełęcz między szczytami Michalskiego i Maciejewskiego. Ma stoku szczytu Maciejewskiego napotkałem średniej wielkości złoże żelaza, natomiast po głębszym wkopaniu się w ziemię pod szczytem Michalskiego udało mi się odkryć sporych rozmiarów złoże węgla, prawdopodobnie większe od bialeńskiego. Wspinając się wyżej napotkałem na cenniejsze zasoby, czyli srebro. Nie było go dużo, ale ilość pozwalała na opłacalną eksploatację. Jeszcze wyżej czekało na mnie kolejne złoże żelaza.
Po chwili odpoczynku ruszyłem dalej, okrążając lodowiec w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara.
Pod szczytem Kaniewskiego znajdowało się kolejne umiarkowanie wielkie złoże srebra, a podążając w kierunku szczytu Primisza udało mi się odnaleźć złoża żelaza, oraz miedzi. Kolejne złoże jakże potrzebnego metalu w kolorze szarym napotkałem pod szczytami Primisza i Sapiehy.
Moja łatwość poszukiwań w tamtym rejonie wynikała z faktu, że większość zasobów przykryta jest jedynie niewielką warstwą skalną, a część dosłownie leży sobie w jaskiniach nie będąc niepokojonym przez zachłannych górników.
Swoje okrążenie chciałem zakończyć w dolinie rzek Grutinki i Bieły, między szczytami Kamińskiego, Razorblade'a i Rabotowicza, gdzie odnalazłem imponujące złoża węgla, a nawet złota, towaru raczej deficytowego, ale docierając do Lodowego Pałacu zainteresowałem się możliwością wyruszenia na Lodowiec Andrzeja Swarzewskiego.
Wyruszyłem z kilkoma zaprawionymi w niskich temperaturach Anatolijczykami, których zwerbowałem w sposób niezbyt profesjonalny. bo zakładając się z nimi kto wypije więcej, gdzie gdybym przegrał straciłbym podwójny wełniany płaszcz i nóż z hartowanej stali. Wracając jednak do podróży na lodowiec, nie była ona przyjemna, a i prowadzenie badań było mocno utrudnione, ale udało mi się wrócić cały, dodatkowo ustalając, że pod lodowcem (niestety za głęboko, by się tam dowiercić bezproblemowo) znajduje się ropa naftowa.
Uszczęśliwiony kompletem bardzo cennych, zarówno pod względem naukowym, jak i materialnym powróciłem na niziny, a następnie do portu Arthursberg, gdzie po udaniu się na statek wysłałem tąże wiadomość i ruszyłem ku końcowi mojej wyprawy (choć nie będzie to bynajmniej koniec mojej przygody z Anatolią).