Z tronami to może nie przesadzajmy, ale może rozdzielmy stanowiska głowy państwa i szefa rządu? Historia najnowsza pokazuje, że sytuacja, gdy szef rządu dysponuje stanowiskami Głównodowodzącego Sił Zbrojnych i Sędziego Ludowego oraz folwarkami i odznaczeniami może być nie najlepsza... I nie mówię tu tylko o ostatnich nadaniach Saszy, bynajmniej.
Chociaż w zasadzie nie jestem pewny, zawsze byłem zwolennikiem prezydencjalizmu, nawet byłem skłonny do poparcia tego, by prezydent osobiście sprawował władzę sądowniczą... Ale tak jak jest obecnie, tak nie może być. Ludzie wybierają prezydentów bez większego zastanowienia, każdy może nim zostać, a jednak w obecnym systemie to kluczowe stanowisko.
Albo ktoś w końcu podejdzie poważnie do prezydentury (nawet myślę o powrocie do Pałacu, choć obiecywałem sobie, że już więcej tego nie zrobię), albo trzeba przemeblować system polityczny. Jeśli ma rządzić parlament, a prezydent ma być clownem, którego lud wybiera ku swojej uciesze, to niech szefem rządu będzie wybierany przez parlament premier.