Przyznam się, że chociaż w latach szkolnych, a zasadzie od dziecka czytałem bardzo dużo (wielokrotnie więcej niż wymagano, dużo ponad przeciętną w tamtym czasie... była oczywiście wyższa jak dzisiaj, z przyczyn wiadomych), z różnych dziedzin i to raczej tych poważnych (do literatury dziecięcej przekonania nie miałem) to jakoś przez większość tych przymusowych lektur jakoś przyjemności mi nie sprawiała, a przez wspomnianego Pan Tadeusza też przebrnąłem z trudem i to omijając co się dało (czyli to o czym wiedziałem, że belfler się nie będzie czepiał). To jest rodzaj literatury, który po prostu trzeba lubić... a tu to już wchodzimy w kwestie gustów - o których jednak trudno dyskutować.