...zwłaszcza przez pana Dexa, jak się wydaje eksperta w tej dziedzinie
Nie jestem ekspertem w dziedzinie wypadków lotniczych, ale wiedza zawodowa pozwala mi na rozumienie tego co piszą eksperci i na niedawanie się "podpuszczaniom" polityków, ich poplecznikom i popularnych mediom. Ot taka mała różnica.
...podstawowych, elementarnych, fundamentalnych pytań, które przeczą wersji kreowanej przez Komisję Millera i rosyjskiego MAK-u (powielanej już dwie minuty po katastrofie - rzeczywiście ktoś już mógł w tym czasie wysnuwać takie dalekie wnioski?), jakoby winę ponosili piloci polskiego Tupolewa.
Tak... to była od samego początku najbardziej prawdopodobna przyczyna katastrofy - dla każdego mającego pojęcie o lotnictwie: pogoda nie pozwalająca na bezpieczne lądowanie na takim samolocie i takim lotnisku (minima pilotów nie były jeszcze znane - ale minimum maszyny i lotniska tak), a mimo tego podjęta wbrew logice i zasadom bezpieczeństwa lotów próba przez załogę tej maszyny.
Jak ktoś na zakręcie w gęstej mgle przywali samochodem w drzewo przy prędkości ponad 100 km/h to raczej dość prawdopodobna jest jego wina spowodowana złamaniem zasad bezpiecznego prowadzenia pojazdu, a nie mina podłożona na szosie...

Gdyby nawet na tym zakręcie "złapał gumę" - to i tak byłby winny temu wypadkowi, bo grzał "jak głupi" w takich warunkach.
Wina pilotów stawała się jasna na długo przed zakończeniem prac MAK i KBWL - szybko był znany profil podejścia, który wskazywał na użycie radiowysokościomierza (profil lotu zgadzał się z profilem gruntu), potem bardzo szybko wyszło w zapisach, że wysokościomierz ciśnieniowy został źle ustawiony - choć wieża podała prawidłową wartość ciśnienia na poziomie pasa. Wtedy jeszcze pracowałem na lotnisku... już w poniedziałek ludzie od bezpieczeństwa lotów w zasadzie wytypowałi prawidłową przyczynę wypadku i byli co do tego prawie przekonani... w zasadzie to co postawili w naszych rozmowach jako najbardziej prawdopodobną przyczynę się w pełni potem potwierdziło.
Otóż winę, taką samą, a może i nawet większą niż Polacy, ponoszą Rosjanie - źle przygotowane lotnisko, bez naprowadzania, chaos w "wieży"(o ile tak można nazwać tę zarośniętą, zapchloną budkę obok płyty lotniska) i podawanie nieprawdziwych informacji o odległości od pasa lotniska i warunkach atmosferycznych przez rzeczonych kontrolerów lotniska - Rosjan.
Jaka wina Rosjan? Uparcie chce się zwalić własne błędy na stronę Rosyjską... Bzdura to jest i tyle - kontroler od początku stwierdził, że warunków do lądowania nie ma i usiłował skierować (całkowicie właściwie) ten samolot na lotnisko zapasowe. To dowódca załogi podjął próbę podejścia, wbrew zaleceniom kontrolera. Kontroler miał urządzenia jakie miał i robił co umiał... A że pracował na starym sprzęcie, a i najwyższych lotów to on nie był to fakt. Tyle, że to stronie polskiej zachciało się wybrać lotnisko, w zasadzie nieczynne (pozostałość po wcześniej zlikwidowanym pułku transportowym), wykorzystywane doraźnie i zasadniczo w warunkach lotów VFR - wszyscy wiedzieli, że to "kurnik III kategorii" i o statusie niższym "niż buda psa wartowniczego". To nie było żadna tajemnicą - w zasadzie kurtuazyjnie pozwalali Polakom tam czasem lądować, by nie zadrażniać sprawy tego całego, tak modnego propagandowo "Katynia". Jak się uparcie ląduje w takim "kurniku" to się nikt nie spodziewa urządzeń i kontrolerów z kwalifikacjami jak nie przymierzając na LAX, JFK czy innym Heatrow. Wszyscy wiedzieli gdzie lecą i jak to tam wygląda oraz czego się można spodziewać.
A tak nawiasem mówiąc w takich warunkach to ta załoga, takim samolotem to nawet nie powinna próbować podejścia na międzynarodowym lotnisku - bo nawet własne uprawnienia mieli nieważne. A nawet gdyby mieli i lotnisko miało super wyposażenie to i tak złamali minima własne i samolotu. Czyli nawet gdyby lotnisko coś takiego dopuszczało to olali 2 z 3 parametrów minimalnych dopuszczonych bezpieczeństwem i przepisami działań w lotnictwie.
Nie zdecydowali się lądować w Mińsku, bo delegacja była już spóźniona...
No to akurat jest argument z gatunku faceta grzejącego 120 km/h na zwykłej drodze i to we mgle - bo jestem spóźniony...
Sam sobie odpowiedziałeś na pytanie - dlaczego doszło do wypadku, bo załoga zrobiła coś czego zrobić po prostu nie powinna. A informacje o warunkach mieli prawidłową zarówno z wieży, jak i od kolegów na ziemi - którzy też złamali zasady bezpieczeństwa lotów... tylko im się udało. Na samolotach się nie każdy zna, ale samochodami jeżdżą prawie wszyscy - co drugi złapany na przekroczeniu prędkości czy niebezpiecznej jeździe tłumaczy się "że mu się spieszy..." albo "jest spóźniony". Tylko czy to powód by łamać zasady bezpieczeństwa? Także w lotnictwie...
... i zważają na to, że to mógł być zamach.
Pomijając bezsens robienia zamachu na polityka kończącego kadencję na poziomie 12% poparcia (to tylko przez ten wypadek im "urosło"... ale i tak nie starczyło) - to teoria "zamachowa" zaprzecza logice. Zamach, którego wykonawca musiałby założyć czynniki, których przewidzieć się nie da czyli pogodę oraz absurdalnie niebezpieczne zachowanie się załogi tego samolotu.
No, czekam!
Na co czekasz? Na komentowanie każdej bredni wymyślanej przez jakiś pseudoekspertów i polityków nijak z lotnictwem nie związanych, klepiących bzdury, że np. jak samolot spadł z wysokości "pięciu pięter" to nie powinien się tak rozpaść (jakoś ostatnio w jakimś chorym programie TV słyszałem - stopień propagandy przerastał nawet to co słyszałem zwykle za PRL w Dzienniku Telewizyjnym) - przecież ci ludzie pojęcia o wypadkach lotniczych nie mają, o fizyce chyba też niewielkie.
Wybacz, ale ponowię pytanie - czy czytałeś oba raporty (MAK i KBWL), w całości i postarałeś się zrozumieć co tam napisano? Chcesz je tutaj całe przedyskutować... te kilkaset stron? Chyba żartujesz... zresztą ta sprawa już została przewałkowana na tysiąc sposobów, też na forach - przy czym przynajmniej na tych gdzie dywagowali niezawodowcy, ale z wiedzą hobbystyczną (np. różniste fora miłośników lotnictwa) takich bzdur nie dawało się wyczytać... Dla mnie w tej sprawie nie ma żadnych "tajemnic" i kolejne wymysłu polityków mających w tym swój interes tego nie zmienią, bo to już dawno obraca się w "oparach absurdu".
Przyczyny tego wypadku są jasne - niedostatecznie wyszkolona załoga (i tutaj jak najbardziej wina też po stronie polityków i decydentów w armii), złamanie zasad bezpieczeństwa lotów oraz ciąg popełnionych błędów załogi podczas próby podejścia, której w ogóle nie powinno być w tych warunkach. Do tego oczywiście "czynniki sprzyjające" - bałagan w kokpicie (każdy tam właził jak do siebie - co zaraz po wypadku ukrócono), wypowiedziana lub niewypowiedziana presja sytuacji oraz kiepski wybór lotniska o niewielkiej ilości, starego sprzętu lotniskowego oraz obsłudze, która miała jakość adekwatną do statusu tego "kurnika".