To oczywiste kto zestrzelił Boeinga. Zrobili to "prosyjscy separatyści" (czytaj rosyjscy terroryści GRU) na polecenie bandyty Putina. Teraz zacierają ślady zbrodni wywożąc ciała do Moskwy.
Kompletna brednia... przynajmniej jeśli chodzi o określenia i sugestie celowości ("na rozkaz"). Tekst typowo propagandowy lub wytworzony na skutek ogłupienia propagandą.
1/ Samolot mogły (technicznie i teoretycznie) zestrzelić trzy strony:
a/ Strona rządowa ukrańska
b/ Strona separatystów
c/ Strona rosyjska ze swojego terytorium lub ewentualnie wkraczając na tereny zajęte przez separatystów.
2/ Celowość zestrzelenia, jest bardzo wątpliwa - z prostej przyczyny... nikt nie odnosi z tego korzyści. I tutaj przy jakiejkolwiek celowości zestrzelenia samolotu pasażerskiego jedyną stroną, która miałaby jakikolwiek interes jest ukraińska strona rządowa - zestrzelić, zwalić na separatystów i Rosję, uzyskać korzyści w postaci "oburzenia zachodu". Zresztą jedyni wydają się na taką okoliczność przygotowani... całkiem nieźle im wychodzi propaganda sugerująca celowość ataku ze strony separatystów.
Najbardziej prawdopodobne jest jednak, że faktycznie samolot zestrzelili separatyści, którym sprzęt opl udostępniła Rosja - tyle, że nie celowo, a po prostu na skutek błędnej identyfikacji (tylko na filmach z Hollywood to takie proste) i celując lub myśląc, że celują do celu wojskowego czyli transportowca strony rządowej.
W sumie sytuacja moim zdaniem bardzo podobna do zestrzelenia swego czasu samolotu pasażerskiego przez amerykański krążownik, który pomimo wyspecjalizowanych systemów rozpoznania OPL (AEGIS), dużo lepszych od tego co ma zestaw BUK rozpoznał samolot pasażerski jako wrogi F-14. To się zdarza... tylko w Hollywood to takie proste, że rzutem oka na ekran prawie numer boczny podają.
3/ Propaganda nazywająca separatystów terrorystami.
Tak się składa, że terrorystą z większości definicji europejskich (przynajmniej jeszcze niedawnych) nazywa się osobę lub organizację, której celem są cywile. Nie ma w Europie, a przynajmniej do niedawna nie było zwyczaju nazywania terrorystami różnego autoramentu sił nieregularnych walczących z siłami wojskowymi przeciwnika w konfliktach wewnętrznych.
Może dlatego, że Europa miała pewną "ciekawą" przeszłość, gdzie w paru państwach działały siły nieregularne walczące z wrogim wojskiem i stosujące metody walki typowe dla formacji nieregularnych. Stąd definiowanie terrorysty polega na celu jego działania - jak ludność cywilna to terrorysta, jak siły zbrojne (nawet w konfliktach wewnętrznych) to partyzant, bojownik lub separatysta (zależy o co chodzi i jaka jest sytuacja).
Definiowanie formacji nieregularnych jako terrorystów to moda rodem z USA, gdzie aby usprawiedliwić wiele działań zdefiniowano terroryzm tak, że nawet atakując cel czysto wojskowy, z personelem tylko wojskowym jest się wg nich "terrorystą" - jeżeli ten cel znajduje się na zapleczu... no i od nich się to małpuje. No cóż był czas i pewna duża wojenka gdzie też nieregularne siły przeciwnika nazywano terrorystami i bandytami - tyle, że USA było wtedy po "drugiej stronie".
No i obecnie wg definicji rozpowszechnianej z USA nazywamy sobie terrorystami siły nieregularne na zasadzie -
punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Tymczasem niewiele to ma wspólnego z definicjami terroryzmu znanymi w Europie od lat, które akurat dobrze to opisywały - na zasadzie celu (cywilny czy wojskowy), no ale wiele głupot przychodzi z USA, to i ta z definicją terroryzmu również się jak widać rozpowszechniła.
4/ Przyczepianie się do Rosji, ze dostarcza separatystom sprzętu i wsparcia.
Jak kto mówią wyznawcy pewnej religii... niech pierwszy rzuci kamieniem ten co jest bez winy. I tutaj świetnie to pasuje - bo akurat najczęściej ci krytykujący najgłośniej to czystych rączek nie mają. Jakby np. USA nie raczyła wspierać sił nieregularnych i stron konfliktów wewnętrznych wtedy gdy im pasuje, że walczą z ich wrogami czy nawet niesprzyjającymi rządami.
Podobnie jest z różnego rodzaju "doradcami wojskowymi" - jakoś to "towar" dość szeroko rozpowszechniony i "dostarczany" wraz ze sprzętem lub osobno. Znowu można zadać pytanie o to kto z "wielkich tego świata" takich rzeczy nie robi... Rosja nijakim wyjątkiem nie jest wspierając siły nieregularne walczące w konflikcie wewnętrznym z rządem, który jest uznawany za nieprzyjazny.
A samo zajście?Najprawdopodobniej było tragicznym w skutkach wypadkiem - nie pierwszym i pewnie nie ostatnim, spowodowanym splotem okoliczności. Czyli błędna identyfikacja celu powietrznego, może słabo wyszkolona obsługa (jeśli separatyści to może ludzie, którzy niekoniecznie mieli ciągłość w służbie na tych systemach - a sprzęt pewnie dostali "na szybko") oraz w sumie głupota linii lotniczej, która kontynuowała loty po trasie przebiegającej nad terenami walk - pomimo tego, że część (i to chyba większa) linii lotniczych całkowicie rozsądnie i logicznie pozmieniała trasy lotów jeszcze przed tym zestrzeleniem malezyjskiego Boeinga... nawet jak się okazuje LOT tak postąpił.
Oczywiście teraz rządzi propaganda... ale tak już w takich konfliktach jest, każdy opowiada swoje bajki chcąc jak najbardziej obrzucić g... przeciwnika, a nuż coś się przylepi. W całym tym pieprzeniu wszystkie strony są skrajnie niewiarygodne - zarówno strona rządowa ukraińska, jak i strona rosyjska, a i separatyści również. Często mało wiarygodne są też komentarze z innych państw... bo zwykle jakiś interesik w tym jest. Tak już na wojnach bywa... proponuję sobie przypomnieć jak to bywało w czasie innych podobnych i niepodobnych konfliktów - też to co gadały zaangażowane strony można było wsadzić... w buty.