Andrzej uważa mnie za zdrajcę jedynej słusznej sprawy a Krzystof za wroga jedynej poważnej Bialenii ...
Nie wiem za kogo uważa Ciebie Andrzej, ale ja na pewno nie uważam Ciebie za wroga - wprost przeciwnie, uważam Ciebie za człowieka rozsądnego, z którym można się porozumieć... inaczej nie prosiłbym Ciebie o zabranie głosu.
Fakt, że przed wyborami prowadziliśmy ze sobą dość ostrą wymianę zdań (jednak na siebie przecież nie bluzgaliśmy), to była to walka przedwyborcza i walka o pewną wizję kraju (co zresztą było powiązane). Nijak to się nie przekłada na mój stosunek do Ciebie i mam na dzieję, że wzajemnie.
Krzystof, ja nie widzę z twojej strony chęci kompromisu, kompromis był by jakbyś chciał w czymś ustąpić a jak widzę to "kompromis" ma być taki jaki ty chcesz inaczej odchodzisz.
Ależ ja chce dążyć do jakiegoś kompromisu... tyle, że kompromis polega na tym, że obie strony muszą ustąpić. Oczywiście czasem się nie da i pewne kwestie przekraczają zdolność do kompromisu. Na ile wtedy warto "podnosić sobie ciśnienie", a kiedy po prostu trzeba dać spokój i odejść to już indywidualne decyzja każdego z nas. Ja osobiście jeżeli czegoś naprawdę nie mogę tolerować, to wolę odejść niż robić "oborę" tym, którzy uzyskają większość dla swoich idei i wizji. Trzeba walczyć o swoje wizje, ale też trzeba wiedzieć kiedy trzeba się wycofać, jeżeli ta walka miałby już być tylko "biciem piany". Jeżeli zwycięska wizja jest nieakceptowalna to po prostu pożegnać się i odejść z godnością, bez plucia na pozostałych.
Natomiast co do mojej zdolności do kompromisu - to przypominam Tomaszu, że w sprawie "kucolandu" proponowałem takowy... czyli pozostawienie "rdzennej" Wyspy Bialeńskiej jako terenu "poważnej mikronacji", a danie miejsca na Anatolii lub "odkrycie" w pobliżu naszego lądu (nawet deklarowałem pomoc w kwestii stworzenia mapy tego) jakiejś "wyspy fantazji". Był to kompromis - "kucoland" tak, ale bez naruszania powagi Wyspy Bialeńskiej, choć byłby przecież na terenach należących do RB (i na Forum RB) i do tego na niezagospodarowanych, a więc nie trzeba by niszczyć tego co już jest i co zostało zbudowane sporym nakładem pracy. To "strona przeciwna" twardo żądała stworzenia tego tworu na Wyspie Bialeńskiej (i nijak nie była w stanie zaakceptować innego miejsca), choć akurat zdaje się, że Ty akurat byłeś w stanie się dogadać. Jednak emocje wzięły górę i każda ze stron w efekcie chciała postawić na swoim... co było nieakceptowalne w sumie dla żadnej.
Podobnie jak w kwestii spornej Brodrii... proponowałem kompromis w postaci utrzymania poprawnych stosunków dyplomatycznych, zamiast opcji skrajnych czyli rzekoma przyjaźń lub jawna wrogość. Bo uważałem, że to będzie najlepsze wyjście... i że z takiej pozycji można było rozmawiać dalej. Przyjaźń "na siłę" czy jawna wrogość takie rozmowy wyklucza.
Stąd ten temat, w którym właśnie chciałbym się dowiedzieć na ile każda ze stron jest w stanie odpuścić... bo może jednak jakoś porozumieć się można - tylko na spokojnie i bez obrzucania się błotem. Jest po wyborach - kto w nich wygrał, a kto przegrał już wiadomo, a więc emocje powinny nieco opaść.