...a przy władzy został legalny, w świetlne polskiego prawa, rząd londyński.
Tyle, że całkowicie oderwany od tego co nazywamy "realpolitik". Zresztą z legalnością rządów emigracyjnych to jest tak, że cała ich "legalność" polega na uznaniu ich za "legalny" (przez tych co coś znaczą).
Aby rząd był rządem - musi spełnić przynajmniej jeden warunek z dwóch - kontrolować terytorium lub być uznanym przez tych co mają coś do gadania. "Rząd londyński" w sumie cały czas pracował na to by stracić też ten drugi warunek - bo pierwszego nie miał od wrześnie 1939 - kiedy to IIRP poniosła totalną klęskę.
Mam rozumieć, iż wejście komunistów traktuje Kniaź jako zło konieczne?
Tak, to było zło konieczne. Przegrana wojna (do tego stopnia i tak szybko, że nawet nie mogła dojść do skutku założona umowami ofensywa sojusznicza... choć oczywiście dziś wiemy, że by guzik dała, bo wiemy co kto miał i ile to było warte) spowodowała, że II RP całkowicie przestała się liczyć. W takiej sytuacji decydują inni - a ci inni to mają własne interesy.
Trafienie pod strefę wpływów ZSRR było nieuniknione - i od pewnego czasu (nawet bez wiedzy, której mieć nie mogli o alianckich "rozrachunkach") można było się tego domyślać, a nawet jak nie domyślać to należało to brać pod uwagę. Jednak tzw. "rząd londyński" grał tak jakby nic do niego nie docierało, a na pewno nie wojenna rzeczywistość. Sytuacja jaka się wytworzyła po 1945 czy już w 1944 w dużej mierze była taka, a nie inna, bo te "londyński rząd" zachowywał się jak słoń w składzie porcelany.
Takie ruchy jak wyprowadzenia Armii Polskiej z ZSRR (inna sprawa, że naszczuci przez Brytyjczyków - którzy mieli swoje interesy), stosowanie przez podległą im partyzantkę zasady "dwóch wrogów" nawet wtedy gdy było już wiadomo jaka armia te tereny najprawdopodobniej zajmie (w sumie w dużej mierze sprowadziło na nich to takie traktowanie przez ACz jakie było potem), idiotyczny stosunek do tzw. LWP i wiele innych "mądrych" decyzji spowodowały, ze w zasadzie wszyscy ich olewali, a gdy zaszła taka potrzeba to cofnęli uznanie i ten cały "rząd" został "klubem towarzyskim". Bo nikt się z nimi nie liczył - w dużej mierze dzięki właśnie ich oderwaniu od rzeczywistości. Przegrali wojnę z kretesem i jeszcze chcieli warunki stawiać... absurd. Kto wie, czy gdyby nie postępowali inaczej to udało by się ugrać nieco więcej - może i nie, ale warto było spróbować.
A to co pisze Andrzej - to też dużo racji... Oczywistym jest, że wybory powojenne sfałszowano - ale gdzieś około 20-25-30% (szacunki na podstawie bardzo cząstkowych zachowanych dokumentów) jednak popierało komunistów. Czemu? Zapewne nie dlatego, że IIRP była specjalnie przyjaznym państwem. Zgadzam się też z tym - że lepiej było mieć "swoich" komunistów, z których wielu (choć już się o tym nigdy nie dowiemy) coś tam ugrało, niż mieć samych POP-ów ("Pełniący Obowiązki Polaka"). Zresztą jakoś im to szło... w końcu nie na darmo mówiło się, że w naszym "baraku" w tym naszym wspólnym "obozie" (socjalistycznym) było najweselej. W wielu demoludach zamordyzm był dużo większy - w sumie nasi rodzimi komuniści (przynajmniej niektórzy) nie byli wcale tacy źli. jakąś swobodę jednak nam dali - byliśmy jednym z niewielu państw podległych ZSRR, gdzie istniała jednak własność prywatna, indywidualne rolnictwo, a i wyczyny służb były niczym w porównaniu np. z takim NRD. Ja PRL znam z autopsji - byliśmy o wiele mniej zastraszeni niż ludziska z innych demoludów. Tak więc nie potępiałbym polskich komunistów tak do końca - czy mogli ugrać więcej? Nie wiem - ale wiem, że mogli ugrać dużo mniej.
Natomiast pożytku z tego "legalnego rządu londyńskiego" w zasadzie nie było - nie ugrał niczego, a nawet nie próbował, za to sadził się jakby miał cokolwiek do gadania. Jak przychodzisz po prośbie to nie stawiasz warunków...
Ja osobiście na balkonie wywieszam od zawsze PL flagę a wy ??.
A ja nie... w zasadzie nie czuję jakiś związków emocjonalnych z państwem - dla mnie układ państwo-obywatel jest czysto biznesowy. Obywatel płaci podatki, a państwo ma mu zapewnić pewną (szeroko pojętą) "ochronę", której sobie sam nie zapewni. W praktyce bywa różnie - zarówno z tą "ochroną państwa", jak i z tym płaceniem podatków... Ale to układ (przynajmniej dla mnie) czysto biznesowy, a nie emocjonalny.