13 i 14 listopada
Wcześnie rano wyruszyliśy w dalszą drogę. Tym razem Pasmo Południowe. Po krótkim czasie mamy okazję podziwiać Szczyt Michalskiego (2765 m n.p.m.) i Szczyt Kaniewskiego (2346 m n.p.m.)
Szczyt Michalskiego:

Szczyt Kaniewskiego:

Następnie jechaliśmy wzdłuż pzostałych, bezimiennych gór Pasma Południowego. Chcieliśmy się wspiąć na jakiś "wysoki, ale bezpieczny szczyt z którego widać będzie Lodowiec Andrzeja Swarzewskiego". Długo takiego szukaliśmy. Wreszcie, mniej więcej w połowie drogi ze Szczytu Kaniewskiego na Szczyt Primisza znaleźliśmy dość wysoką górę która, zdaniem przewodnika jest bezpieczna do zdobycia. Zastała nas noc więc u stóp owego sczcytu rozbiliśmy namioty i poszliśmy spać.

Na szczyt wyruszyliśmy bardzo wcześnie (3:00). Wspinaczka była spokojna. Po 10 godzinach wchodzenia (o 13:00) zdobyliśmy szczyt. Roztaczał się z niego przepiękny widok na okoliczne szczyty:

-Szczyt ma 3074 m n.p.m. wysokości - stwierdził przewodnik po odczytaniu danych z małego urządzenia które pokazuje wysokość bezwzględną.
- Prawie każdy Bialeńczyk zostawił po sobie jakiś ślad tu, w Srebrnych Górach. To Szczyt Michalskiego czy Kamińskiego, to Lodowiec Andrzeja Swarzewskiego - stwierdziłem - dlaczego i ja nie miałbym zaznaczyć swojej obecności tutaj? Dlatego odtąd ten szczyt zwać się będzie Szczytem Hyjka.
Zeszliśmy ze szczytu. To koniec tej wyprawy. Jednak nie myślcie, że tu nie wrócę! Już szykuję następną wyprawę do Anatolii!