Przecież gender zajmuje się kwestiami kulturowymi, sprawami ról i zachowań w społeczeństwie itd., przypisywanym poszczególnym płciom, ich zmianami itd. Gender nie ma nic wspólnego z cechami fizycznymi (płciowymi) i zachowaniami seksualnymi (poza tymi kulturowymi) w tym związanymi. Co ma więc gender do zmiany płci? Transseksualizm to jest kwestia medyczna (przecież to ma klasyfikację medyczną, kryteria diagnostyczne itd.)... a nie kulturowa.
Oczywiście to, że napisałem "queer" obok słówka "gender" (przez niepewność lub/i roztargnienie

) nie zostało uwzględnione w twojej odpowiedzi. Mam wrażenie, że specjalnie sformowałeś ją w taki sposób jakby tego słówka nie było, dzięki temu mogłeś uargumentować swoją (po części słuszną) teorię o mieszaniu przeze mnie pojęć.
Przypisywanie tego o czym piszesz gender to jakieś pomieszanie pojęć rodem "spod ambony" - choć owszem tzw. przeciwnicy gender (szczególnie politycy i kler) takimi bredniami się posługują, zwykle chyba nawet nie wiedząc o czym bredzą, albo im się faktycznie wszystko chyba tylko z d... kojarzy.
Napisałem:
(...)zakłada, że pod wpływem czynników zewnętrznych jednostka może podjąć decyzję o zmianie płci, czyż nie?
Miałem na myśli, że jednostka może samookreślić się pod względem płciowym czy seksualnym pod wpływem czynników zewnętrznych (lub/i) własnych przesłanek (?). Może użyłem nieprecyzyjnego sformułowania.
Czyż nie powiedział tegoż samego tow. Radziecki?
Szczególnie w takich sprawach jak orientacja seksualna i płeć można mówić o autokreacji - każdy sam wie i decyduje, jakiej jest płci i jakie ma preferencje seksualne.
Mówi też o tym ciocia Wikipedia, dwa postulaty teorii queer, które potwierdzają, że moje rozumowanie jest słuszne.(
http://pl.wikipedia.org/wiki/Queer#Teoria_queer)
ludzie powinni mieć prawo do samookreślenia, czy to przez pojęcia wypracowanie kulturowo, czy przez ich modyfikację, czy przez pojęcia stworzone samodzielnie;
istnieją osoby, które postrzegają własną płeć i seksualność jako niejednorodną i zmienną;
Żeby coś się "nie podobało" to najpierw warto się dowiedzieć o co w tym (gender) naprawdę chodzi - bo inaczej pisze się takie brednie (bez urazy - ale to są brednie - choć zapewne powtarzane po jakiejś ogłupiającej propagandzie kleru czy polityków, którzy nic sobą nie reprezentują, to mają swój sposób na przyciąganie "wiernych") jak powyżej.
Racja. Dostrzegam swoje braki w tejże kwestii. Zamiast "gender" winienem był napisać "teoria queer".
Litości... zaraz do poważnej dyskusji zaczniemy przywoływać "mądrości" rodem z jakiegoś Faktu czy innego brukowca, albo z kolejnych durnych programów TV dla upośledzonych "gospodyń domowych" (upośledzonych bo normalne takimi bredniami się też nie zajmują). Chyba nie wierzysz, że w takich programach itp. - ktoś przedstawia rzeczywistość? To jest TV-show, mający na celu zarobienie kasy na "lotnych tematach" i nic więcej.
Nie wiem czy zauważyłeś, ale po nazwie tegoż programu postawiłem emotikon. Na ogół podczas dyskusji tego unikam, dlatego jeśli już pozwoliłem sobie na jego użycie oznacza to, że traktuję wypowiedź (w tym wypadku owe "Rozmowy w Toku") z należytym dystansem i przymrużeniem oka. Choć pokusa przywołania przypadku mężczyzny, który nie może spać gdyż trzyma szafę, wydaje się być pociągająca.
Uważam to za błędnie zadane pytanie. Wymagałoby to zdefiniowania pojęcia natury. A użyte przez towarzysza odwołanie do norm moralnych ustanowionych przez Boga czyni to pojęcie całkowicie bezużytecznym w tej dyskusji.
Jak dla mnie punktem odniesienia jest istnienie obiektywnej Istoty Nadprzyrodzonej oraz nadanych przez nią (niezmiennych) norm moralnych dla tegoż świata. Pragnę nadmienić, iż pozwoliłem sobie na ich przywołanie w odpowiedzi na pytanie Kristiana, który Jego istnienia nie kwestionuje (tak przynajmniej wyciągnąłem wnioski). Jest to jednak mój światopogląd, którego
siłą (nawet jeśli mam pewność, że jest słuszny) nikomu narzucał nie będę.
Natomiast, jeżeli by przyjąć możliwie potoczne znaczenie natury w sensie biologicznym, to uważam że nic w teorii queer (która, przypominam, mówi że tożsamość seksualna i płciowa są indywidualne i wynikają z różnych czynników) nie stoi sprzeczności z "naturą", a wręcz przeciwnie - znajduje w niej potwierdzenie.
Proszę wybaczyć, ale czy mógłby towarzysz pokusić się o argumentację tudzież przybliżenie mnie skądinąd laikowi pojęcia (definicji) natury?
Oczywiście silna presja może to zmienić -- tak samo jak tortury i "złamanie" może zamienić bohaterskiego działacza w wysługującego się władzy donosiciela. Ale tu chyba się zgodzimy (?) że wywieranie silnej presji na osobowość ludzkiej jednostki, w szczególności w kwestiach niekryminalnych, jest negatywnym zjawiskiem.
Owszem.
Czyli - tu już moje poglądy, niestety, nie rzeczywistość - każdej jednostce powinny przysługiwać te same prawa, niezależnie od czynników takich jak płeć, orientacja, wyznanie itp.,
Idąc dalej... zasługi, wykroczenia, zbrodnie przeciw ogółowi?

bez żadnych preferencji ze strony instytucji które z samej swojej istoty powinny traktować wszystkich obywateli identycznie.
Płeć siedzi w mózgu. Nie w pierwszorzędnych cechach płciowych.
Amen.
Czyli jak zlikwidujemy owe "pierwszorzędne cechy płciowe", a zostawimy mózg to "płeć" pozostanie?