A niby skąd pomysł, że wybierana byłaby ciągle ta sama osoba? Tego się chyba nie da bez jakichś fałszerstw dokonać odgórnie.
Powiedział taki jeden, co jechał siedem kadencji z rzędu, a potem przegrał jednym głosem.

A co za różnica, jaki tytuł ma głowa państwa? Skoro w Bialenii nie ma chaosu, przy zmieniających się prezydentach, to czemu gdzieś miałby być przy ciągle zmieniających się królach?
Bo zmiany na tronie w taki sposób to zaprzeczenie idei monarchizmu?

Ewentualnie - zakłamywanie rzeczywistości. Albo cudowanie na siłę.
Ewentualnie król byłby głową państwa, a prezydent szefem rządu. 
Ale wtedy to nie byłaby federacja.