Autor Wątek: Stolica Metra  (Przeczytany 219 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline AndrzejSwarzewski

Stolica Metra
« dnia: Pon, 24 Lis 2014, 20:57:05 »
Stolicą Metra w Bałdaraszu jest niewątpliwie Stacja Centralna. Miejsce to zdecydowanie różni się od wszystkich innych. Najedzeni, zadbani i dobrze ubrani ludzie pozwalają zapomnieć o tragedii, która spotkała Jahołdów.
Alfred Rzeźnicki przed trzęsieniem ziemi był pracownikiem Kurii Biskupiej. Widząc co dzieje się w stacjach zarządzanych przez "Mesjasza" nie chciał jednak swojej przyszłości łączyć z sektą. Wykorzystał pierwszą okazję, którą było stanie na warcie, aby uciec do Linii Niebieskiej. Pod pretekstem dziwnych odgłosów zagłębił się w tunel, a następnie zaczął szybko biec. Jego współtowarzysze z warty nawet nie próbowali go gonić. Podświadomie rozumieli Alfreda, jednakże poziom wyprania mózgu nie pozwalał im na opuszczenie Wspólnoty.

Początkowo uciekinier zatrzymany został w obozie dla uchodźców na Uniwersyteckiej. Wkrótce wykazał się przed komendantem stacji swoimi umiejętnościami. Alfred był bowiem głównym elektrykiem Kurii. Na rozkaz władz Stolicy został on do niej przetransportowany, bo objąć stanowisko zastępcy elektryka. Było to stanowisko dobrze płatne i prestiżowe. Prawdopodobnie nikt poza grupą kapłanów nie cieszył się w Sekcie takim dobrobytem.

Po przekroczeniu granicy Stacji Centralnej, Rzeźnicki opuścił drezynę. Był zachwycony tym, co ujrzał. Wszędzie panowała całkowita jasność, na ścianach wisiały arcydzieła, a przy torach stali straganiarze oferujący najróżniejsze towary. Jedni z nich sprzedawali broń i amunicję, inni pokarm, a jeszcze inni zwyczajne ozdoby. Dawniej znani artyści byli gotowi do odsprzedania swoich dzieł za kilkanaście nabojów, czyli mniej niż elektryk miał zarabiać w tydzień.
Kolorowe stroje mieszkańców w niczym nie przypominały brudnych i podartych ubrań mieszkańców Katedralnej i Biskupiej. Ludzie nie byli nadzwyczaj smutni. Każdy gdzieś się śpieszył, wszyscy mieli określone zadania. Na targu wykłócały się przekupki, przy ścianie całowali się zakochani, środkiem przejścia pchał się zasłużony kombatant. Można było zapomnieć, że rzecz dzieje się w podziemiach, a nie śródmieściu Bałdaraszu lub innego większego miasta dawnej Autonomii.

- Dzień dobry, panie Rzeźnicki- powiedział podkomendant największej stacji w całym Metrze.
- Witam, witam, to dla mnie zaszczyt- powiedział z niewielką niepewnością.
- Pański namiot stoi na brzegu stacji- odrzekł, wskazując palcem na naprawdę duże przenośne schronienie w kolorze czerwonym.- Jutro przyjdzie do pana główny elektryk i omówi warunki Pańskiej pracy. Tymczasem proszę rozejrzeć się po naszej stacji- odpowiedział, wkładając uchodźcy do ręki pięćdziesiąt nabojów. Następnie odszedł, zanim Alfred zdążył podziękować.

Za taką kwotę można było zakupić karabin lub przeżyć przez dwa miesiące. Rzeźnicki uznał, że bardziej przyda mu się broń. Wyżywienie i strój z pewnością zapewni mu nowe miejsce pracy. Natomiast karabin i nóż mogą przydać się w każdej chwili...