Autor Wątek: Wyprawa bojowników za słuszną sprawę na tereny komunistów (oczywiście incognito)  (Przeczytany 243 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
UWAGA. Tekst może nie spełniać norm estetycznych niektórych osób (bynajmniej jednak nie jest nieprzyzwoity). Wiecie... zło jest złe.
Czwórka nędznie odzianych mężczyzn podążała przez niegościnne tereny już trzecią godzinę. Warunki do przemieszczania się były koszmarne. W dodatku co chwila musieli odpędzać (słowem lub wystrzałem zgarniętego z podłoża żwiru) co rusz pojawiających się arabskich bojowników.
- Wiecie, chłopaki - rzekł Timur. - tak sobie myślę, że część z nich warto byłoby chociaż chwilowo przeciągnąć na naszą stronę. Gdyby nie niepokoje na trasie, zbliżalibyśmy się już do celu, a tak to nie jesteśmy jeszcze w połowie drogi.
- Ale Szefie - odezwał się Piotruś. - oni nie staną po naszej stronie, przecież my jesteśmy Jahołdami! Możemy bujać komuchów co do naszych poglądów, ale Arabusów nie nabierzemy.
- Nabierzemy. Znam ich język, podszkolę Was trochę, wykorzystamy stroje zdarte ze zwłok...
W tym momencie przerwał, gdyż ujrzał za przewróconą drezyną małego, może trzynastoletniego bojownika.
- Ja zaraz nie wyrobię. Dobra, koniec z miłym wujkiem. Szczapa, złap tego smarka i wyrwij mu łeb razem z kręgosłupem. Tak, jak to ćwiczyliśmy!
Czarnoskóry olbrzym jednym susem doskoczył do chłopca. Złapał go za głowę, żeby nie uciekł, po czym przystąpił do katowania go. Na początek dokładnie roztrzaskał mu wszystkie kończyny, żeby nie mógł uciec. Następnie rzucił go na w miarę równy kawałek terenu, i za pomocą swojej wielkiej stopy łamał mu jedno żebro za drugim. Po zakończonej czynności wyrwał z ciała jedno z nich (to, które przy łamaniu przebiło skórę) i odłożył je na bok. Następnie nagle skoczył na chłopca, głośno roztrzaskując mu miednicę. W następnej kolejności splunął na swoją prawą dłoń, po czym roztarł obie, równomiernie rozprowadzając po nich ślinę. Po zakończonej czynności podniósł żebro i naciął nim skórę pomiędzy karkiem a łopatkami młodego bojownika. Potem, ze złowrogim uśmieszkiem na swoich ustach z grubymi wargami, podszedł do drezyny i wyłamał z niej dźwignię. Przystawił ją do ściany i kilkoma ruchami nóg w żwirze utwierdził ją w podłożu tunelu. Ponownie jednym susem, wrócił do małego Araba. Obrócił go na plecy i rozdarł jego zakrwawione łachy. Następnie podniósł zniekształconą krwawą pulpę, która chwilę wcześniej była ciałem chłopca, i przy pomocy podartego ubrania przymocował ją sztywno do dźwigni drezyny. Kolejną, kluczową czynnością było sprawdzenie przytomności. Ku wielkiemu zdziwieniu Murzyna, dzieciak cały czas był świadomy tego, co dzieje się dookoła. Szczapa ponownie zatarł ręce i przystąpił do kulminacyjnej czynności. Złapał młodzieńca za głowę, zaparł się mocno stopami o podłoże, napiął swoje potężne muskuły - i wyrwał głowę z ciała, razem z kręgosłupem. W następnej kolejności odwiązał prowizoryczny sznur, po czym obrócił zdekapitowane zwłoki na brzuch i wbił w bijące jeszcze serce kość ogonową.
- Flaga zawieszona. - przekazał swojemu szefowi Szczapa.
- Znakomicie. Niech te niższe formy życia wiedzą, kto tu jest panem!
Tu Nijazow przerwał na chwilę, widząc rozgoryczenie w oczach (bo mina na twarzy czarnoskórego nie zmieniała się nigdy) swego podwładnego.
- Rozumiem Cię, Szczapa. Też się rozczarowałem tym, że smark w ogóle nie krzyczał. I mówiąc szczerze, mocno mnie to zdziwiło. Wiem, że wśród Arabów są twarde sztuki, ale żeby taki dzieciak... Coś tu nie gra.
- Zabiliście syna szejka... - ozwał się nagle tajemniczy głos z arabskim akcentem, stylizowany na dźwięk ducha. - Teraz srogo pożałujecie...
- Panowie, ruszamy stąd. - zakomunikował Timur. -  Natychmiast. Szybkim, pewnym krokiem. Ale nie biegiem, bo jeżeli są tam jakieś sidła, to w nie wpadniemy. Już, ruszać się. - spojrzał na zwłoki. - Ciekawe, ile problemów nam sprawisz w przyszłości, bachorze. - splunął demonstracyjnie na ciało, po czym ruszył za towarzyszami.
Po kilku minutach minęli (bardzo ostrożnie) zakręt. Ich oczom ukazał się podświetlony na czerwono napis:

Następna stacja: Wandy. Odległość: 1200 metrów. Szacowany czas podróży: 15 minut. Inne informacje: brak.- No nieźle... Mają tu prąd... No i jesteśmy już w połowie drogi, to dobrze.
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.

Offline Maciej Kamiński

  • Grand
  • Policja Krajowa
  • Entuzjasta
  • ******
  • Wiadomości: 11835
  • : 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Gestapo Ortograficzne, Oko Sprawiedliwości
    • NPE: BI13111700005
  • Stopień służbowy Stopień w Policji Krajowej RB
    • Zobacz profil
    • Odznaczenia
Bitwa między wściekłymi i zdeterminowanymi Arabami a ekipą Nijazowa trwała już piątą godzinę. Jak zapowiedział przywódca tej grupy arabskich koczowników spomiędzy stacji, każdy, kto wróci bez głowy choć jednego z zabójców jego pierworodnego, zostanie spalony żywcem. Mieszkańców bialeńskich pustyń było kilkunastu - jednakże wyraźnie widać było, że to Jahołdzi mieli przewagę pod każdym możliwym względem poza liczebnością. Okopali się za wyłomem w murach w taki sposób, że nie można było trafić żadnego z nich, póki się nie wychylił. Dodatkowo każdy bojownik, który próbował przedrzeć się do tej kryjówki, był natychmiast częstowany kulą przez czujnego Nochala.
- Żałosne... Gdybym to ja nimi dowodził, zabiliby nas wszystkich w dziesięć minut. A tak... mogą sobie walić tymi durnymi deklami w mur ile chcą, i tak przegrają. Żeby nie te cholerne braki w amunicji, to zostałaby już z tych prymitywów krwawa sieczka. - pysznił się Timur.
Szczapa zmienił Nochala na stanowisku strzelca.
- No, to teraz, skoro się nudzimy, to może powspominamy stare dzieje? Dobra, dziś opowiem Wam o tym, jak  do naszej ekipy dołączył Szczapa...
Nijazow wrócił wspomnieniami do dawnych czasów, kiedy to zaatakował internat w miezielińskich slumsach. Była to jedna z jego pierwszych samodzielnych, głośnych akcji. Przez kilka dni on i jego ekipa więzili grupę studentów. Wbrew temu, co oficjalnie ogłosili Policji, osoby narodowości bialeńskiej zastrzelili w ciągu pierwszej godziny okupacji. Nie były to bowiem czasy powszechnego użytku kamer, i w związku z tym PK, zresztą przeżywająca ówcześnie kryzys finansowy, nie poprosiła o kontakt z tymi osobami. Wśród wielonarodowej grupki wyraźnie wyróżniał się jeden młody, ale wyjątkowo potężny fizycznie chłopak. Jak przypuszczał Nijazow, byłby on w stanie w chwili mniejszej czujności jego ludzi zbiec na zewnątrz, gdyby ułożył odpowiednio dobry plan. Na szczęście był na tyle przerażony całą sytuacją, że przez większość czasu siedział nieruchomo w kącie. Nazywał się Franciszek Mokroń i był w czwartym pokoleniu potomkiem imigranta z Sambanafryki. Żeby mógł studiować, sześcioro jego starszych braci i sióstr wzięło drugi etat, a ojciec zdecydował się rzucić palenie i do minimum ograniczyć spożycie alkoholu. Jedynie matka była zdecydowanie przeciwna jego pomysłowi na zostanie lekarzem - jak twierdziła, każdy medyk to złodziej, oszust, kłamca i truciciel, i dlatego nieraz przepijała uzbierane przez resztę rodziny pieniądze na edukację Frania. Nie do końca jeszcze wtedy profesjonalny Timur z czasem wdał się w rozmowy z młodzieńcem. Jego silna osobowość wręcz zahipnotyzowała młodego Murzyna. Wówczas to podjął on decyzję o wcieleniu chłopaka do swojego oddziału (poszło tym łatwiej, że Franek był i tak muzułmaninem). Zbiegła się ona w czasie z zakończeniem negocjacji między terrorystami a policjantami. Władze miasta ostatecznie uległy żądaniom porywaczy i wysłały im pieniądze oraz zapewniły drogę ucieczki. W zamian przedstawiciel Nijazowa zagwarantował, że opuszczą oni budynek w ciągu godziny od otrzymania tych środków, pozostawiając na miejscu żywych zakładników. I tak też w istocie zrobili - zamknęli wszystkich studentów w ciasnej kotłowni, gdzie na samym początku oblężenia zastrzelili Bialeńczyków i podłożyli ładunek wybuchowy z wmontowanym zegarem. Nastawili go na piętnaście minut, po czym wraz ze swoim nowym nabytkiem, łupami oraz co istotniejszymi sprzętami opuścili to miejsce. Później długo śmiali się z naiwności Policji - kiedy tylko bowiem służby wkroczył do internatu, ten zawalił się pod wpływem wybuchu, grzebiąc w nim na zawsze całą lokalną komendę.
- Chyba pomału te Arabusy zaczynają się nudzić. - zmienił nagle temat Timur. - Za jakieś trzy godziny będziemy mogli ruszać dalej. Jeżeli nie wpadną na to, żeby wezwać posiłki, powinniśmy następny postój robić już na stacji Wandy.
« Ostatnia zmiana: Pon, 15 Gru 2014, 16:52:05 wysłana przez Maciej Kamiński »
lic. net Maciej Kamiński herbu Sto Osiem, Członek Bialeńskiej Partii Demokratycznej, Minister Spraw Zagranicznych, Poseł, Prezes Policji Krajowej, Honorowo obywatel Jahołdajewszczyzny, Ambasador Republiki Bialeńskiej w Maharadżacie Tirimudzii i Trizondalu, Trener LKS-u Tomaszew, Selekcjoner Dżamahiriji, Dyrektor Bialeńskiego Biura Kartograficznego, Administrator forum i strony głównej Republiki Bialeńskiej oraz fanpage'a Republiki Bialeńskiej na Facebooku, Młodszy administrator systemu e-gospodarki Republiki Bialeńskiej, Operator bialeńskiego kanału IRC, Gospodarz na Tomaszewie, Posiadacz 158 folwarków, Wang IWA, Houellebecq Lahazydii, Jasny Gieroj, Tytan Pracy Spraw Wewnętrznych 2016.