UWAGA. Tekst może nie spełniać norm estetycznych niektórych osób (bynajmniej jednak nie jest nieprzyzwoity). Wiecie... zło jest złe.
Czwórka nędznie odzianych mężczyzn podążała przez niegościnne tereny już trzecią godzinę. Warunki do przemieszczania się były koszmarne. W dodatku co chwila musieli odpędzać (słowem lub wystrzałem zgarniętego z podłoża żwiru) co rusz pojawiających się arabskich bojowników.
- Wiecie, chłopaki - rzekł Timur. - tak sobie myślę, że część z nich warto byłoby chociaż chwilowo przeciągnąć na naszą stronę. Gdyby nie niepokoje na trasie, zbliżalibyśmy się już do celu, a tak to nie jesteśmy jeszcze w połowie drogi.
- Ale Szefie - odezwał się Piotruś. - oni nie staną po naszej stronie, przecież my jesteśmy Jahołdami! Możemy bujać komuchów co do naszych poglądów, ale Arabusów nie nabierzemy.
- Nabierzemy. Znam ich język, podszkolę Was trochę, wykorzystamy stroje zdarte ze zwłok...
W tym momencie przerwał, gdyż ujrzał za przewróconą drezyną małego, może trzynastoletniego bojownika.
- Ja zaraz nie wyrobię. Dobra, koniec z miłym wujkiem. Szczapa, złap tego smarka i wyrwij mu łeb razem z kręgosłupem. Tak, jak to ćwiczyliśmy!
Czarnoskóry olbrzym jednym susem doskoczył do chłopca. Złapał go za głowę, żeby nie uciekł, po czym przystąpił do katowania go. Na początek dokładnie roztrzaskał mu wszystkie kończyny, żeby nie mógł uciec. Następnie rzucił go na w miarę równy kawałek terenu, i za pomocą swojej wielkiej stopy łamał mu jedno żebro za drugim. Po zakończonej czynności wyrwał z ciała jedno z nich (to, które przy łamaniu przebiło skórę) i odłożył je na bok. Następnie nagle skoczył na chłopca, głośno roztrzaskując mu miednicę. W następnej kolejności splunął na swoją prawą dłoń, po czym roztarł obie, równomiernie rozprowadzając po nich ślinę. Po zakończonej czynności podniósł żebro i naciął nim skórę pomiędzy karkiem a łopatkami młodego bojownika. Potem, ze złowrogim uśmieszkiem na swoich ustach z grubymi wargami, podszedł do drezyny i wyłamał z niej dźwignię. Przystawił ją do ściany i kilkoma ruchami nóg w żwirze utwierdził ją w podłożu tunelu. Ponownie jednym susem, wrócił do małego Araba. Obrócił go na plecy i rozdarł jego zakrwawione łachy. Następnie podniósł zniekształconą krwawą pulpę, która chwilę wcześniej była ciałem chłopca, i przy pomocy podartego ubrania przymocował ją sztywno do dźwigni drezyny. Kolejną, kluczową czynnością było sprawdzenie przytomności. Ku wielkiemu zdziwieniu Murzyna, dzieciak cały czas był świadomy tego, co dzieje się dookoła. Szczapa ponownie zatarł ręce i przystąpił do kulminacyjnej czynności. Złapał młodzieńca za głowę, zaparł się mocno stopami o podłoże, napiął swoje potężne muskuły - i wyrwał głowę z ciała, razem z kręgosłupem. W następnej kolejności odwiązał prowizoryczny sznur, po czym obrócił zdekapitowane zwłoki na brzuch i wbił w bijące jeszcze serce kość ogonową.
- Flaga zawieszona. - przekazał swojemu szefowi Szczapa.
- Znakomicie. Niech te niższe formy życia wiedzą, kto tu jest panem!
Tu Nijazow przerwał na chwilę, widząc rozgoryczenie w oczach (bo mina na twarzy czarnoskórego nie zmieniała się nigdy) swego podwładnego.
- Rozumiem Cię, Szczapa. Też się rozczarowałem tym, że smark w ogóle nie krzyczał. I mówiąc szczerze, mocno mnie to zdziwiło. Wiem, że wśród Arabów są twarde sztuki, ale żeby taki dzieciak... Coś tu nie gra.
- Zabiliście syna szejka... - ozwał się nagle tajemniczy głos z arabskim akcentem, stylizowany na dźwięk ducha. - Teraz srogo pożałujecie...
- Panowie, ruszamy stąd. - zakomunikował Timur. - Natychmiast. Szybkim, pewnym krokiem. Ale nie biegiem, bo jeżeli są tam jakieś sidła, to w nie wpadniemy. Już, ruszać się. - spojrzał na zwłoki. - Ciekawe, ile problemów nam sprawisz w przyszłości, bachorze. - splunął demonstracyjnie na ciało, po czym ruszył za towarzyszami.
Po kilku minutach minęli (bardzo ostrożnie) zakręt. Ich oczom ukazał się podświetlony na czerwono napis:
- No nieźle... Mają tu prąd... No i jesteśmy już w połowie drogi, to dobrze.