- Ha! - krzyknął mężczyzna z widocznie bijącym od niego zmęczeniem - Trafiłem wreszcie do jakiegoś lokalu! Nie wiem, kim żeście są, ale widać, żeście ciekawymi ludźmi są.
Usiadł w kawiarni pod oknem, by nie wzbudzać podejrzeń. Obserwował tłum. Zadziwiające! Ciągle tyle osób się porusza, ile tu ludu!
Był zmęczony podróżami po tylu, tfu, pożal się Boże państwach. Nigdzie nie znalazł szczęścia, nie spłodził syna ani nie zasadził drzewa.
Napotykał niegodnych przyjaźni ludzi, fałsz bił im z gęby.
- Szanowne istoty ludzie!
Co tu porabiacie? Znajdzie się i dla mnie miejsce?