Po co huczycie narodowi oratorzy?
Po cóż grozicie Carycy dymisją?
Czyż was wzburzyło kraju ocalenie?
Zostawcie, to spór już tylko między sobą,
Domowy stary spór, zrządzeniem losu zawieszony,
Pytanie, na które nie dacie odpowiedzi.
Już z dawna oba te plemiona,
Braćmi były dla się,
Nie raz to ich to nasza strona,
Robiła błędy pod naporem.
Lecz tylko wy trwacie w tym sporze,
Wrogowie paktu ze Smirnoffem,
Zaliż rzek nordackich nurt
Ujdzie w bialeńskie morze?
Czyż ono wzrośnie? Ot pytanie.
Zostawcie nas, wyście nie czytali
Tych krwawych kart,
Wam jest obca,
Ta waśń rodzinna,
Nic wam nie mówią Broskwa i Greml,
Bezmyślnie kusi was odwaga,
Rozpaczliwej walki
Wy nas nienawidzicie...
Za cóż to? odpowiedzcie, zaliż
Że na rozwalinach gorejącej Brodrii
Żeśmy nie uznali zuchwałej woli
Tego, przed którym sami żeście drżali,
Czy za to żeśmy Federacji nie powalili,
Pokusie ulegając iście czarciej,
I własną dumą odkupili Nordaty wolność, cześć i pokój?
Wy groźni w słowach, czas sprawdzić czynem,
Czyż stary wiarus, spokojny w swej pościeli,
Nie w siłach by stanąć wprost wobec historii,
Czyż słowa nasze nic nie znaczy,
Czy z salonem spór wieść na nowo,
Czy od zwycięstw odwykł już powstaniec.
Czyż mało nas? Czy od strony do strony,
Od brodryjskich zimnych skał do gorejącej Bengazji,
Od wstrząsanego Gremla,
Po niewzruszony Sarmów mur,
Czyż nie wstanie stalową szczeciną
Połyskująca brodryjska ziemia?
Wysyłajcie więc do nas oratorzy,
Swych mściwych synów,
Miejsca im dosyć na polach Nordaty,
Pośród grobów tak znajomych.