Re: Sport a polityka
Postprzez Jan Sapieha » Śr sty 29, 2014 00:02
W przeddzień rozpoczynających się zimowych IO łapią mnie dreszcze. Nie nie ma co się nastawiać, że jesteśmy potęgą w sportach zimowych. To mit, zresztą okaże się w Soczi, jak jest naprawdę. Ale nie mam nic przeciwko jak sportowcy będą mieli powody do picia, Jeżeli ktoś usiłuje wyciągać wnioski ze sportowych zdarzeń - jeden jest niezmienny. Polak po osiągnięciu sukcesu obowiązkowo musi dać w szyję, dla rozluźnienia po stresie, co widać doskonale po rezultatach startujących w konkurencjach "letnich". Bo oto oglądam mistrzostwa świata w lekkiej atletyce, które zwać się w Polsce winny czempionatem w ciężkiej (my walczymy o medale w pchnięciu kulą, rzucie młotem i dyskiem, znaczy się w ekspediowaniu w powietrze złomu). Oglądałem czasem chód mężczyzn, tak zwanych kręcidupków, którzy dziesięcioleciami udają, że chodzą, gdy mamy nieustanne podbieganie, w którym zwycięzców wskazują sędziowie, dyskwalifikując po uważaniu... Patrzę na tę konkurencję z sentymentu, bo kiedyś na mistrzostwach Europy, nasz Korzeniowski zaraz po przejściu 20 km w 3,5 godziny wypił 5 puszek piwa jeszcze przed ceremonią wręczania medali i niestety pózniej wpadł na kontroli. Ale ta wiedza w RB myślę że nie jest powszechna. Oglądałem w TV Orange Sport jakiegoś szybownika, mistrza świata i Europy, który żalił się koledze, że musi na zawody - trzymajcie mnie! - podróżować za własne pieniądze! I że za własne to on może napić się po wylądowaniu !!! Czemu miałbym finansować podróże w pampasy obcemu facetowi, w obcej mi dyscyplinie sportu, zamiast sfinansować dziewczynie albo sobie, ewentualnie wybrać się na gale MMA ? Za to w piłce kopanej rozluznienie trwa od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty plus to co doliczy sędzia. Tutaj piją wszyscy w wiosce olimpijskiej od pierwszego dnia do ostatniego, wiadomo że sam awans to największy sukces i już można zalać czajnik. W ostatni weekend wmaszerowało mi do studia TV(N)u dwóch zawodników nieznanej mi do tej pory specjalności. Mianowicie... pokerzystów.Nie, żebym pokerzystów nie znał, nawet całe mnóstwo, wszyscy "zgolaszeni", ale ci byli inni. Mianowicie reprezentanci Polski! Wybierający się właśnie na mistrzostwa Europy, by sławić swój kraj. Pokorni, ułożeni i grzeczni dopiero jak nie mieli za co pić zastawili medale w lombardzie. Kiedyś poker był grą dla prawdziwych mężczyzn. Szulerów i oszustów. W którym mieszały się dym tytoniu, szelest kart i smród gorzałki. Siadało, ilu chciało, wygrywał jeden, zazwyczaj ten z piątym asem do karety, jak w "Dzielnym szeryfie Lucky Luke". Bezczelny jak Sundance Kid (- Czemu ty zawsze wygrywasz, jak to robisz? - pada pytanie do Redforda od spłukanego kanciarza, a on mówi krótko: - Modlę się). Albo jak Henry Gondorff (świętej pamięci Paul Newman), który z tasowanej czy przekładanej talii zawsze wyciąga asa pik. Zawsze. Nauczyłem się tej sztuczki, ale gdyby się na Dzikim Zachodzie nie udała, byłbym zastrzelony jak pies albo poszukiwany przez duet Waltz plus Django. Boże, przecież tysiącletnia historia pokera sprowadza się do kapitalnego monologu (Jan Nowicki do Leona Niemczyka, copyright Jan Purzycki): - Ja oszukiwałem i pan oszukiwał. Ja oszukiwałem lepiej. No więc taki poker każdy kocha. Tymczasem wymyślono nowy, Texas, podobno popularny. W skrócie: zamiast wygrywać, jak sama nazwa wskazuje, pokerem albo karetą czy fullem, można wygrać parą dwójek. Albo i bez pary. Albo pokonać bez wysiłku mistrza świata - każdy ma na to szansę, jeśli dostatecznie dobrze, poza blefem, opanuje rachunek prawdopodobieństwa. Niektórzy mają to intuicyjne - jak Dustin Hofman w "Rain Manie", gdzie krupier zdumiony mówi przy Black Jacku: - Nikt nie potrafi policzyć czterech talii kart (a może ośmiu?). No więc tamten Dustin jednak liczył i wiedział, kiedy dobrać kartę do "oka". Aż dostał kopa za drzwi, jak to w kinie zresztą, i jak w życiu. Ale fajne to było - szuler kontra szulerom.Aż tu nagle... No więc poker został odarty z przeszłości i stał się zwykłą grą sportową. Jak szachy, jak brydż czy gra w monopoly. Zabawa na żetony, liczenie punktów, może się nawet stać - jako zabawa logiczna - dyscypliną par excellence - olimpijską!!! Wole pokier przy wódce niż na igrzyskach.