Pragnę zwrócić uwagę na pewną sytuację, który wyszła przy ostatniej okazji nieudanej próby stworzenia uregulowań prawnych w MON i poddaniu ich pod głosowanie Parlamentu, a dotyczących podstaw funkcjonowania armii.
Otóż obecny stan prawny nie pozwala na zgłaszanie wniosków ustawowych przez ministra (a tylko przez parlamentarzystów i Prezydenta), co praktycznie czyni stanowisko ministra nieco bezsensownym. Bo np. w MON - skoro minister nie może wnioskować o wydanie potrzebnych dla prawidłowego funkcjonowania podległego ministerstwa aktów prawnych, to po co takie stanowisko? W takim razie wystarczy Dowódca Sił Zbrojnych, który sobie będzie wewnątrz armii wydawał rozkazy i wewnętrzne instrukcje, dokumenty etc. Przy czym armia w tym przypadku działa niejako w oderwaniu od państwa - bo nie ma uregulowań ustawowych dotyczących spraw podstawowych.
Z założenia minister (dowolnego resortu) powinien być osoba najbardziej obeznaną z problematyką resortu, do tego wcale nie musi się zmieniać wraz ze zmianami w Parlamencie - bo przecież przy ograniczonej ilości osób zaangażowanych w RB, trudno by za każdym razem była to inna osoba. Jeśli minister nie może zgłaszać wniosków ustawowych to w zasadzie na czym polega jego rolą? Na "byciu"? To trochę mija się z celem. W przypadku armii to dodatkowo jest wątpliwe, bo skoro jest dowódca armii, to po co minister o takich samych kompetencjach?
Dowódca z założenia powinien kierować armią, a minister reprezentować jej interesy w państwie (oczywiście stanowiska te są obecnie połączone personalnie z powodu niewielkiej ilości obywateli RB, ale przecież tak nie musi być w przyszłości) - jeśli to te same kompetencję to po co minister?
Moim zdaniem należy zastanowić się nad zmianą stanu prawnego, bo inaczej istnienie stanowisk ministerialnych jest chyba mało celowe... po co minister, który nie może działać w kierunku stanu prawnego w podległym ministerstwie i na jego rzecz? Przecież w obecnym układzie nie może nawet zgłaszać wniosków ustawowych do Parlamentu... oczywiście ustawy przyjmuje Parlament, ale wnioski takowe powinien móc zgłaszać minister - nie głosuje nie będąc parlamentarzystą, ale dziwną jest sytuacją kiedy nie może parlamentowi ich przedstawiać (do dalszych prac, do głosowania itd.).
Czyli w zasadzie minister powinien napisać - potrzeba jest aby powstały ustawy na temat X, Y, Z itd. na tym jego rola się kończy - bo nie może opracować ich projektów i przedstawić Parlamentowi do dalszych prac, do głosowania itd. Sytuacja moim zdaniem bez sensu - stawiająca sensowność pełnienia funkcji ministra pod znakiem zapytania.