Postanowiłem podzielić się kilkoma luźnymi przemyśleniami nt. sytuacji w Republice Bialeńskiej. Oczywiście nie łudzę się odnośnie ich przyjęcia na różnych fejsbukowych grupkach i IRC-u, ale może chociaż ktoś przeczyta z otwartym umysłem i wyciągnie jakieś wnioski.
Zacznę od pochwały pracy Pana Prezydenta nad systemami informatycznymi oraz udanych przenosin forum. Z pewnością powinniśmy się cieszyć, że wreszcie mamy ponownie stronę główną.
Czy jednak Bialenia to tylko strona i forum? Z pewnością nie tym miała być w zamyśle założycieli. Z trwogą przeczytałem pod koniec stycznia stwierdzenie, że "aktywność w Bialenii jest niższa niż w Hasselandzie" oraz pomysł stworzenia z Bialenii kondominium brodryjsko-hasselandzkiego. Dlaczego? Bo pokazuje to brak asymilacji ludności państw stowarzyszonych. Bialeńczycy są mniejszością we własnym kraju, a przecież zamysł był taki, aby Bialeńczykami byli wszyscy obywatele Republiki, także Hasselandczycy, Brodryjczycy i emigranci z Nordaty. Nikt nie oczekiwał wyrzeczenia się własnych tożsamości, ale wdzięczności za przyjęcie pod zielony sztandar (który też zmienił barwy, co znamienne) można by się spodziewać w zamian za pomoc w trudnej sytuacji.
Tymczasem nie wszyscy byli Prezydenci odczuwają jakiekolwiek związki z tym krajem. Chociażby moja żona, już po zakończeniu swojej prezydentury próbowała nielegalnie przywrócić Brodrii niepodległość, działając w tzw. Związku Ludowym. Z kolei Maria von Primisz zrezygnowała z bialeńskiego obywatelstwa, aby zostać sarmackim posłem. Jan Kaniewski - moim zdaniem słusznie - nie odczuwa już większych związków z tym krajem, z powodu porzucenia dawnego charakteru i idei.
Powoli zbliża się 21 marca. Zapewne nie wszystkim obywatelom bialeńskim ta data cokolwiek mówi, a dla większości tych, którzy ją znają, nic nie znaczy. Spodziewam się skromnych obchodów, które przyćmi jeszcze bardziej rozpoczęcie Mundialu. Obym się mylił. Jakiś czas temu kucowy "satyryk" ku uciesze gawiedzi wyśmiewał Powstanie Marcowego i zgodzono się z nim, iż wydarzenie to nie ma żadnego znaczenia dla obecnej Bialenii i nie ma czym się przejmować. Czy Bialenia bez idei marcowych to jeszcze Bialenia? Nie dla wszystkich.
Całkowicie nie dba się o politykę historyczną oraz tworzenie świadomości narodowej. Pozwala się na gardzenie Bialenią w obecności obywateli bialeńskich w imię bycia fajnym i wyluzowanym. Biało-czarno-zielona Bialenia staje się parodią samej siebie. Wraz z ucywilizowaniem technicznym idzie zapaść duchowa i ideowa. Jesteśmy zbiorowiskiem ludzi, których łączy niewiele poza wspólnym serwerem. W hasselandzkich i brodryjskich działach wyłączono bialeńskie godło.
Hasseland nie ukrywa specjalnie, że po osiągnięciu pewnego poziomu aktywności i liczby obywateli, rozważy ogłoszenie niepodległości. Pomimo, iż swego czasu w imię gościnności pozwolono Hasselandczykom na sprawowanie niemal wszystkich istotnych stanowisk państwowych. Nie poczuli się jednak jak w domu. Dlaczego?
Niedawno na prezydenta wybraliśmy Aliego ibn Abi Taliba, który olał kraj bez słowa wyjaśnienia. To pierwszy taki przypadek, ale nie pierwsze olewania Bialenii przez prezydenta. Zmusza to do rozmyślań nad tym, kto rządzi w tym kraju. Czy jeszcze demokratyczne władze, bez których - jak było widać wielokrotnie - można się obyć?
W wyborach uzupełniających zagłosowało 10 osób. Czy tylko tyle jest zainteresowanych sytuacją w Republice?
Czy tylko ja widzę, że coś poszło nie tak? Być może tak, ponieważ jestem obecnie niezaangażowany i od czasu zakończenia swojej nieszczęsnej prezydentury patrzę na sytuację w kraju z dystansem. Jednakże w mojej ocenie jesteśmy na prostej drodze do upadku państwa bialeńskiego. Bialenia w starym kształcie już zanika (kwestii Zanika nawet nie poruszę, choć w wielu sprawach go popieram.), co 21 marca zaobserwują wszyscy, którzy pamiętają, czym Powstanie Marcowe było dla nas u początków Republiki. Ale może zaniknąć w jakimkolwiek kształcie. Wystarczy tylko nie zbaczać z drogi pogardy dla Nordaty (tzw. valhallizmu, czyli de facto próby tworzenia Sarmatazji-bis), wzmacniania kulturowej niezależności Hasselandu i Brodrii oraz wręcz nawoływania do ich niepodległości (vide Rabotowicz, który z pewnością znowu przypomni sobie o Bialenii, kiedy będzie można tu coś spieprzyć) oraz robienia z nas kraju na modłę sarmacko-dreamlandzką.