Jedni i drudzy kolorują ile mogą
Ależ oczywiście. Trzeba więc szukac mozliwie niezależnych źródeł, o co dość trudno, ale jest to wykonalne. Dobrze jest też mieć pewne doświadczenie dotyczące danego kraju. Oczywiście, można sobie analizować Bangladesz nie znając tego państwa w ogóle, ale jednak jeśli można, to warto posiłkować się wiedzą zebraną na miejscu. Moja wiedza zebrana na miejscu - cóż, nie jest tak entuzjastyczne, jak Ekscelencji.
Radzę na Białoruś pojechać, to ciekawy kraj, tylu pomników Lenina nie ma już nigdzie...
Dlatego też słuchanie białoruskiej opozycji jest bezsensowne, bo oni koloryzują jeszcze bardziej niż władze Białorusi (a w przypadku niektórych organów państwa białoruskiego śmiem twierdzić, że te organy nie kłamią wcale - należy do nich bank centralny Białorusi) i jeszcze bardziej niż opozycja w Polsce. Powód jest prosty: bo od wielu lat albo wcale jeszcze nie rządzili i są marne szanse że będą rządzić, więc mogą opowiadać wszelkiej maści banialuki jaka to władza reżimu jest zła i podła, byle tylko jej jakoś dokopać. Ale z faktami nie ma to nic wspólnego.
Ważna sprawa przy ocenianiu kogoś lub czegoś. Osoba oceniająca (sędzia, arbiter, analityk, nauczyciel w szkole itp.) musi być bezstronny tzn. nie może być świadkiem danych zdarzeń. WKW jeździ na Białoruś i WKW nie może być obiektywny, ponieważ WKW jest jedynie świadkiem, ale nie może być sędzią. Sędzią może być osoba postronna tylko i wyłącznie, która WKW wysłucha, posłucha innych osób, popatrzy na dane, poszuka jeszcze innych informacji, przeanalizuje to wszystko i wyda swoją ocenę. Na tym polega sądzenie i ocenianie. Np. sędziów wyłącza się ze spraw, w których są świadkami, albo mają jakiś stopień pokrewieństwa z świadkami. Tak samo w szkołach: uczniowie, których rodzice są nauczycielami, uczą ich i oceniają nie są obiektywni i koledzy tych uczniów zawsze uważają, że rodzice oceniają swe dzieci lepiej od innych. Dlatego wiarygodne dane dostarcza moim zdaniem m.in. ONZ i jego agendy, organizacje. Np. Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa podaje, że w 2011 roku spożycie jajek (cudu natury, więc im więcej tym lepiej) na Białorusi w przeliczeniu na jednego mieszkańca wynosiło 16,40 kg, natomiast w Polsce tylko 9,50 kg. Albo też spożycie mięsa (wszelkiego rodzaju i produktów mięsnych) na Białorusi w tym samym roku wynosiło 78,70 kg na osobę, a w Polsce 75,60 kg na osobę. No cóż, według FAO w tych dwóch grupach produktowych Polska wypada gorzej. I teraz pytanie: uważa WKW, że FAO wymyśliła sobie te dane, żeby pochwalić Łukaszenkę za to, że lepiej karmi swój naród jajami i mięsem niż wówczas Komorowski własny naród?
(-) Daniel von Witt