Na ścianie Pałacu Prezydenckiego wyświetlony został ostatni wyrok Sądu Ludowego, w międzyczasie na placu przed Pałacem zebrały się całe rzesze młodych Bialeńczyków. Przewodniczący małego ugrupowania "Rakłem" Zdzisław Zandbergson mówi, że protestujący mają koce, materace i ciepłą kawusię ze starbunia. Część protestujących wymachuje fioletowymi flagami, zaś część trzyma czerwone tabliczki z białymi napisami. Panuje atmosfera przyjaźni i dobrobytu. Mieskzańcy Wolnogradu podśpiewują radosne piosenki, gdzieś słychać międzynarodówkę. Jednakże zasadniczo większość z nich, nie wie, dlaczego się tu znaleźli. "Mówili, że będzie darmowa kawa i ciastka, więc przyszłem" - mówi pan Miecio, aktywista partii "Rakłem" - bezrobotny. Tymczasem przed głównm namiotem z kawunią, pojawia się Alberto Medycejski - Sedzia Ludowy. Aktywiści zaczynają skandować i klaskać, sędzia patrzy na nich z pewnym zdziwieniem, jakby zastanawiał się, dlaczego zebrali się akurat tutaj, i zaczyna przemowę. Ludu Bialenii!
Nie mam zamiaru wsłuchiwać się w głos tej naćpanej hołoty, więc powiem krótko. Ostatni
wyrok Sądu Ludowego, oznacza, że ostatnie referendum ws. zmiany konstytucji zostało przeprowadzone w sprzeczności z ustawą zasadniczą. Wobec tego jest niewiążące. Jeśli nadal jest wola w Narodzie, by zmian dokonać, to należy: (1) powrócić do rzeczywistego stanu prawnego (sprzed referendum), (2) przyjąć w Parlamencie ustawę o zmianie konstytucji (pamiętając o sentensji wyroku), (3) dać ją do podpisu prezydentowi, (4) opublikować ją i (5) przeprowadzić referendum.