W ponad miesiąc po coming-oucie Dzbanosławian, faszyzujący pułkownik Michalski wyszedł na ulice Wolnogradu. Metro, jak zwykle, było rozkopane, a stan tej przewlekłej choroby komunikacyjnej miasta trwał od ponad półtora roku. Od czasu zaginięcia Lwa Wolnogradu. Po miesiącach siedzenia zamknięty w pracowni w swym majątku, miał nadzieję na spokojny wieczór w atmosferze Grodziska Wschodu. Oczywiście, trwały nadal nieprzerwane protesty Dzbanosławian, rozciągające się od Hipodromu imienia Kuca Akrypy, aż do Forum Maciejorum.
Gdybym tylko był w służbie czynnej. Gdybym tylko miał ten garnizon! - pomyślał, chcąc powystrzelać to tałatajstwo.
Już w czasie swego niebytu na arenie bialeńskiej polityki, przez zgoła pół roku, miał omamy wzrokowe związane z jakąś grupą dyskusyjną, zwaną "Zmiana". Myśląc, że to o nią chodzi, uspokoił się. Przecież mogą wejść na twarzoksięgi w całym kraju, by dostać natychmiast tą grupę. Gdyby tylko firma Abdullaha Aykma nadal działała, a w Bialenii był internet. Gdyby tylko.
- Usiądę - pomyślał, zniesmaczony swym nastrojem do kompletacji alter ego Jana Brodriaka.
Usiadł. I czekał na dalszy rozwój wypadków.