E, premier a wicekonduktor to dwie całkowicie różne funkcje i potrafiły funkcjonować równolegle. Główna różnica jest taka, że premier m(i)a(ł) jakieś uprawnienia, a wiceprezydent nie, do czasu, gdy konduktor nie zniknie z kraju oficjalnie. Z takiej sytuacji w ogóle zresztą się ta druga funkcja wzięła. Premier był zawsze między IV a VIII kadencją głowy państwa, a potem już nie bardzo, chyba, że liczyć rzeczników rządu.
Przy dzisiejszym stanie osobowym popieram powrót tej funkcji, jednakże, jeśli formuła wyboru ma się zmienić, optowałbym za zachowaniem stanowiska wiceprezydenta. Głównie dlatego, ze w razie nieobecności zastępca nie powinien rozwalać resztek linii ideologicznej, jakie w nowym układzie mają pozostać w rękach głowy państwa.