A ja się nie zgodzę. Nie w takim znaczeniu, że teraz mamy ciężej — rzecz jasna.
To nie o zadania chodzi, ale o tzw rozkład materiału ... w porównaniu z moimi naukami to teraz w szkole średniej to poziom mojej podstawówki. Z dobrą młodzieżą robiło się w klasach lo to co robiło sie na pierwszym roku matematyki na uniwersytecie.
To znaczy — co?

Jak są pochodne, to powinny być rachunki różniczkowe i całki.
Ale tego nie ma, ani tego, ani macierzy. 
Rachunek różniczkowy, tj. nie chodzi ci o równania różniczkowe, jak mniemam? Bo z rachunku to miałem: od reguły de l'Hospitala, przez asymptoty krzywe, do badania przebiegu zmienności funkcji.
Macierze też były, chociaż wiele nie pamiętam. Najbardziej utkwiła mi metoda Sarrusa, bo i jest b. przydatna.

o szeregach nie wspomnę, a geometria analityczna dwu i trójwymiarowa o Euklidesa nie wspomnę, a gdzie granice??
Łezka się w oku kręci ... dosyć, bo sie za bardzo rozmarzę 
Szeregi miałem, acz tylko geometryczne. Analityczną — tylko dwuwymiarową. Granice — były.
Miałem też i liczby zespolone, całki (Riemanna, oznaczona, podwójna), funkcje cyklometryczne i pewnie masę rzeczy, o których teraz zapomniałem powiedzieć, a które umiałbym wykorzystać. Nie wiem, czy to dla Was dużo. Zapewniam jednak, że to poziom przeciętny: taka "średnia krajowa", jak to zwykła moja pani profesor mówić.

Co do tematyki wkurwania: czy ja wiem, czy wkurwanie jest bez sensu. To znaczy — no niby nigdy nie uczyłem się na pamięć, że ładunek elementarny to w przybliżeniu 1,6*10^-19 C, ale w trakcie nauki, po wielokrotnym użyciu wartości, się nauczyłem.
Dziwię się, że nie muszą się w teraz w gimnazjach pierwiastków na pamięć uczyć. Ja musiałem.
Ad rem.
Rysuj dalej i się realizuj. Tylko nie zapominaj o wartościowościach, liczby powłok i elektronach walencyjnych!
