Wielcy moi bracia, Wielcy moi czcigodni!
Poznajcie tu facia, Co nie myśli o zbrodni!
Poznajta tu Andrzeja, Brata naszego!
Co wie gdzie jest Elizeja, Pana chamskiego!
Pójdziem do niego, Spalim mu chatę!
Zniszczym obrazy, I poduchy puchate!
Wszak panem naszym jest Sarmata,
Niedorozwinięty nasz sczeniak.
Co ego ma większe od całego świata,
I myśli, że bez niego wszystko to flak!
Jednak zmienimy walkę w krawy bój,
Niech się dowie o tym robotników lud!
Niech każdy ładuje broń na nabój,
Wyjdziem na ulice bez żadnych obłud!
Bowiem my jesteśmy Bialeńczykami,
Walczym o sprawę świętą nad nami!
Walczym o wolność i godność pracy,
Bowiem my jesteśmy wielcy biedacy!
Zapodaj ktoś bit.
To jest słabe, jak Twoja działalność w mikroświecie.
Nie odpowiem ci, bo nie jestem Pałysiewiczem w psychiatryku.
Bardzo dziękuję, przynajmniej nie będę musiał czytać tych bzdur, które piszesz.
A weź mi odpowiedz co ci się nie podoba, a nie tylko "ad hominem" i wyzwiska.
1. Ten tekst w ogóle nie ma płynności. Czytam i wydaje mi się, jakbym jechał po dziurawej drodze. No, jedynym wyjątkiem, ale takim malutkim, jest ostatnia strofa.
2. Do czego odnosi się ten tekst? W jaki sposób ma być hymnem? Poszczególne strofy nie pasują do siebie... Dlaczego raz mówi się o Sarmacie, a potem o jakiejś walce?
3. Język potoczny!!! W hymnie jednej z potężniejszych mikronacji? Proszę, szanujmy się...
4. Poza tym takie słownictwo źle świadczy o Bialenii i Bialeńczykach. Przy interpretacji wychodzi na to, że jesteśmy prostakami i krwawymi barbarzyńcami. Czy aby na pewno autor w taki sposób chciał przedstawić swą ojczyznę?