To zamieszanie jest zabawne. I przede wszystkim niezbyt poważne. Swoją drogą, miałem wrażenie, że tow. Iwanowicz się w tym wszystkim zagubił - nie zauważywszy, kiedy tow. Noqtern przestał grać z nim, tylko zwrócił się z powrotem do zmarłego Króla, zaplanowawszy jego dość żenujący powrót (jak inaczej oceniać wypowiedzi w stylu "Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaach Udało mi się rozerwać więzy. | Udało mi się wydostać. | To on jest winien, Morthensen!"?). Wszystko zmieniło się w przedstawienie, w którym kilka osób grało sztywno (jak marionetki?) swoje wyuczone role (te pełne wyrazu wypowiedzi w rodzaju: "Coś się nie zgadza... doszły do mnie dziwne wieści ... Co to ma oznaczać? Na razie nic nie powiem, muszę czekać na potwierdzenie"), a między tym kręcił się tow. Iwanowicz, nie rozumiejąc co się tutaj dzieje...
Trudno w tej chwili oceniać, kto i w jakim celu zaczął tą operetkę, ale w efekcie nie bardzo jest już z czego zbierać. Dobrze życzyłem (i życzę) Hasselandowi, ale myślę, że jako państwo utracił w tej aferce to z autorytetu i uznania, co uzyskał podczas ostatnich prób budowy jakiejś międzymikronacyjnej wspólnoty czy organizacji. Niestety - na własne życzenie.