A ja się z Feliksem nie do końca zgadzam. W państwie nie wszystko musi opierać się na centrali, która w takiej dużej mikronacji byłaby właściwie elitarna. Ale też mogłaby być większa niż obecnie. Byłoby tyle spraw, że do każdego ministerstwa byłby przypisany jeden lub dwóch wiceministrów. Parlament liczyłby np. 31 osób. Byłaby pewna grupa ludzi zajmująca się wojskiem, poza które tak naprawdę nie musieliby się wychylać, jakby nie chcieli. Gospodarka wreszcie działałaby naprawdę aktywnie i zachodziłyby tam prawdziwe ekonomiczne procesy, z konkurencją rynkową włącznie. Byłoby co najmniej kilku informatyków, którzy dążyliby do rozwoju systemów Bialenii. A wybory prezydenckie i parlamentarne wreszcie zaczęłyby przypominać wybory z prawdziwego zdarzenia, kampanie wyborcze byłyby aktywne, bo wreszcie miałyby rzeczywisty sens.