W Dreamlandzie mamy (z grubsza, rzecz jasna, bo to dość skomplikowane jest) do czynienia z grupą przybyszy, którzy przyjęli miano "komunistów" i chcą doprowadzić do "wandeizacji", cokolwiek miałoby to oznaczać. Natomiast w Bialenii nie ma - na szczęście - takiej sytuacji. Nikt nie zamierza tu dokonywać żadnej rewolucji. I mamy problem typowy dla mikronacji: nie ma o co się spierać. O liczbę i nazwy ministerstw? Eeeee ta. W sumie spieramy się o personalia, bo jednemu nie podoba się X, a drugiemu Y. Niby mieliśmy spór zwolenników i przeciwników Hasselandu, ale tak naprawdę to spór wydumany, a więc zastępczy. Nabija posty i tyle.
Pozostają nam więc kłótnie o to, czy powinno być Ministerstwo Prawdy, czy może Ministerstwo Zdrowia i Wszystkiego Najlepszego

A od czasu do czasu słowne bijatyki między X i Y, bo się nie lubią. Pesymizm przeze mnie przemawia? Nie; w realu obok sporów o idee (w mikronacjach z trudem wywoływany przez komunistów, choć za chwilę real ich ścignie za używanie niedozwolonych symboli totalitarnych) najważniejsze są jednak kwestie gospodarcze. U nas ich praktycznie nie ma i musimy znajdować tematy zastępcze...