Myślę Piotrze, że trochę idziemy w przesadę... Nie mamy problemów z samą organizacją wyborów, a ten Komisarz Wyborczy to chyba raczej powinien sprawować funkcję wspomagające Marszałka Parlamentu w działaniach promowania wyborów.
Wg mnie na zasadzie, że Marszałek byłby odpowiedzialny za samą organizację, ogłoszenie wyborów, przyjmowanie kandydatów (trochę w nowej ordynacji dokładamy tych zadań - bo będzie musiał sprawdzić czy kandydaci wykonali obowiązki z ustawy), a potem ogłoszenie wyników itd. Komisarz w tym czasie mógłby organizować akcje promocyjne mające na celu zwiększanie frekwencji wyborczej.
Marszałkowi Parlamentu przecież nie ograniczamy prawa do kandydowania, to czemu to robić w stosunku do Komisarza? Zgoda będzie np. rozsyłał PW do wyborców i teoretycznie mógłby promować przy tym swoja osobę. Ale po pierwsze szybko by to "wyszło", a po drugie przecież nie ma zakazu namawiania wyborców do głosowania na siebie za pomocą PW. Czyli funkcja Komisarza nie daje żadnych profitów w tej materii.
Raczej w tak małej zbiorowości powinniśmy stosować jak najmniej ograniczeń co do niepołączalności funkcji czy działań. O ile uzasadnionym jest by sędzia nie był czynny politycznie czy by osobę sprawującą urząd Prezydenta na ten czas przenosić w SZ RB w "stan nieczynny" (ale w sumie tylko dlatego, że byłaby by to nieco dziwna sytuacja, że byłby formalnie jednocześnie zwierzchnikiem D-cy SZ RB i jednocześnie jego podwładnym) - to nie widzę powodu by te ograniczenia zwiększać i narzucać je osobom organizującym wybory.
Chcemy zwiększać aktywność, to trudno narzucać sobie kolejne ograniczenia... Np. będąc w składzie "Rzeszy Bialeńskiej" oddaje sobie dwa głosy (za siebie prywatnie i za dowódcę SZ RB) i to "opinia publiczna" oceni czy nie robię przy tym "swoich interesów". Podobnie z Marszałkiem Parlamentu czy Komisarzem Wyborczym - ich działania widzimy i chyba nie warto stosować ograniczeń, bo wpłyną one tylko negatywnie na całokształt działań w RB.