Wszyscy widzimy i słyszymy o wydarzeniach w Brodrii - najpierw nieudany pucz, później secesja i zsyłki do obozów pracy. Ostia, Noklezja i Bałmucja są obecnie miejscem walk pomiędzy rebeliantami antycarskimi a służbami wiernymi monarsze. Obozy pracy na dalekiej i zimnej północy kraju zapełniają się. A jak to wszystko wygląda w Rosyji? Czy tutaj również przelewa się krew? Co z mieszkańcami i turystami w Porcie Dostojewsk - największym nadmorskim mieście Brodrii?

Wiadomości najpierw o nieudanym puczu a później o secesji zaniepokoiły początkowo mieszkańców Portu Dostojewsk i przebywających tu turystów. Część zwiedzających postanowiło skrócić swoje wakacje i wracać czym prędzej do domu. Jednak życie w stolicy toczy się normalnie. Na ulicach nie ma wojska. Rewolucja odbywająca się kilkaset kilometrów stąd nie dotarła tutaj. Dlaczego mieszkańcy nie przyłączyli się do walk? Okazuje się że wielu z nich uważa wystąpienie przeciwko Carowi za rzecz niepotrzebną a nawet szkodliwą. W Porcie Dostojewsk znaleźć można jednak takich, którzy chcą demokracji w Brodrii. Nikt za to nie chwyta za broń i nie ogłasza secesji. Gdyby przyleciał tu zagraniczny turysta nieświadomy sytuacji w Brodrii i odcięty od wszelakich mediów, nawet nie odczułby że przebywa w państwie w którym odbywają się walki.