Dobry wieczór, mam na imię Andrzej, jestem tu nowy i niewiele potrafię. Chciałbym zostać posłem, ponieważ uważam, że to dobry pomysł i sądzę, że chciałbym nim być.
Nowa Ordynacja nakazuje, aby kandydaci do Parlamentu przedstawiali program wyborczy. No i w sumie dobrze, szkoda tylko, że może to za nich zrobić szef partii. Ogólnie uważam, że konieczność napisania kilku zdań to podstawowy test na ogarnięcie umysłowe.

A więc, co będę robił jako poseł? Głosował, brał udział w debatach, czasem zgłoszę jakiś projekt. To oczywiste. Zamiast wypisywać jakieś banały, może lepiej powiem, jakimi wartościami będę się kierował w głosowaniach i debatach. Większość z Was doskonale mnie zna, ale ostatnio pojawiło się trochę nowych, niektórzy powrócili po dłuższej nieobecności, więc może dla nich nie jestem aż tak przewidywalny.

Jestem zwolennikiem międzynarodowej współpracy, ponieważ wzajemne oddziaływania pobudzają do aktywności i rywalizacji, co też jest dobre, gdy nie przekracza pewnych granic. Popieram utrzymanie stowarzyszenia z Brodrią i Hasselandem. Gdybyśmy mieli możliwość poszerzenie naszej współpracy o kolejne państwo, to poparłbym taką opcję, o ile byłoby to państwo sensowne.
Jestem daleki od bialeńskiego nacjonalizmu plemiennego, ale uważam, że decydujący głos w sprawie naszego kraju powinni mieć "prawdziwi Bialeńczycy". To głupie określenie, wiem, ale nie miałem innego pomysłu. Chodzi mi o te osoby dla których najważniejszą mikronacją jest Bialenia. Hasselandczyków i Brodryjczyków szanuję i lubię, nie chcę odbierać im jakichkolwiek praw obywatelskich. Ale jednak wolę, gdy prezydentem Bialenii jest Bialeńczyk (niech sobie będzie dawnym Sarmatą, dawnym Victorianinem, czy kimkolwiek), bo to trochę niepoważne, gdy rozmowy na linii Wolnograd-Angemont prowadzi dwóch Hasselandczyków.
Na linii prawica-lewica w ogóle się nie widzę. Jak coś jest dla mnie słuszne, to jakoś niewielkie znaczenie ma dla mnie wyzywanie od lewaków (pozdrawiam pana Zanika) albo faszystów. Jestem republikaninem, zwolennikiem w miarę silnej pozycji prezydenta (ale bez przesady, możliwość odwoływania sędziego to jakieś preludium do zamordyzmu). Uważam, że państwo nie powinno za dużo przeszkadzać obywatelom w ich działalności, lecz skupić się na zachęcaniu ich do aktywności. Jestem zwolennikiem "niezbyt poważnego państwa", w którym zachowuje się wszelkie standardy cywilizacji, ale nie ma zbędnego nadęcia i człowiek nie musi sto razy czytam postu przed wysłaniem, żeby go nie wyśmiano i nie nazwano idiotą.
Jeśli macie jakieś pytania, to jestem do Waszej dyspozycji.
