Szanowni a zacni,nadszedł już czas, by zmierzyć się z pierwszym przeciwnikiem, który stawia nam wyzwanie - bizantyjską biurokracją. Czas na zwołanie Walnego Zjazdu, w którym uczestniczyć będą wszyscy członkowie Klubu Konserwatywnego. Liczba członków klubu, ostatnimi czasy, znacznie się powiększyła. Jeśli się nie mylę, to, w przeciągu ostatniego tygodnia, nastąpił 100% wzrost w tej materii. Wydawałoby się, że jest to powód do radości, jednakże wrodzony pesymizm będący immanentną cząstką konserwatyzmu, pozwala na zdystansowanie się od tak przyziemnych spraw. Jak już wspomniałem, pierwszym wrogiem, z którym zmierzy się reakcyjna ariergarda będzie ustawa o zrzeszeniach, która wymaga, by każda tego typu instytucja posiadała swój własny statut. Osobiście nie widzę sensu wprowadzania tak bizantyjskich wymogów, ale miecz Damoklesa w postaci niebezpieczeństwa likwidacji klubu, niejako determinuje nas do podjęcia właściwych działań. Stworzenie takiego statutu będzie raczej szansą na zaspokojenie swoich ambicji intelektualnych podczas pisania podniosłych elaboratów, aniżeli kalkowanie dotychczasowych schematycznych rozwiązań w tym zakresie. Kolejna kwestia, którą zajmie się Zjazd, będzie wybór patrona, który najlepiej wpisuje się w ideowy charakter klubu. Nim przejdę do trzeciego zagadnienia, chciałbym przedstawić aforyzm, który złotymi zgłoskami zostanie wymalowany w sali posiedzeń Walnego Zjazdu. Jest to losowy cytat z Klonovskyego, luźno nawiązujący do tematyki Zjazdu. "Nie znam już żadnych partii, znam tylko winogrodników". Ale to tak na marginesie... Wreszcie, chciałbym, by na koniec Zjazdu odbyła się dyskusja pt. "W poszukiwaniu idei - Klub Konserwatywny wobec pustki ideowej i technokratycznego rządu dusz". Ale ta intelektualna uczta nastąpi dopiero wtedy, gdy zajmiemy się wszystkimi sprawami formalnymi. Najsampierw, chciałbym, by każdy członek klubu zechciał potwierdzić swą obecność na zjeździe w przeciągu najbliższych 24 godzin.