Tak... choć jestem realistą i wiem, że to po prostu utopia. Ale tak - dla mnie państwa "narodowe" nie mają sensu i w sumie kompletnie nie rozumiem emocjonalnego stosunku do "państwa" (dla mnie to stosunek typowo biznesowy... jak im płacę podatki, a oni...), "narodu" etc.
Bo na pewno "naród" to słowo głupawe, wcale nieokreślające wspólnych tradycji, języka, pisma i historii. Nie określa on naszej odrębności od reszty "narodów", bo one też są głupie. A "państwa" to tylko do biznesu i podatków, nic poza tym.
Nawet nie wiesz jak mnie teraz wkurwiłeś. Pierwszy raz popiorę Fredericka. Naród jest dla mnie ważny. Nawet jako libertarianin czuję przywiązanie do tych ponad 300 tysięcy kilometrów kwadratowych. I czuję się do tego tak przywiązany, że gdybym miał wyjechać stąd z powodu braku pracy, to tęskniłbym za tym jak za jakimś rajem. No ale cóż, przecież lepiej gadać, że narody nie istnieją, a dzielą nas bariery narodowości, bo bez nich byłaby WIELKA, BIUROKRATYCZNA, DAJĄCA MNIEJ NIŻ ZABIERAJĄCA, KOCHAJĄCA NASZE TRADYCJE I RELIGIĘ UNIA EUROPEJSKA! Nawet z tym nie handlujcie. :v