Tytuł pokrywa się z rzeczywistością. Społeczeństwo bialeńskie, podzielone wojnami i flejmami w październiku powinno się zjednoczyć i powiedzieć: "Nie chcemy prezydenta, który obiecuje to samo co inni! Nie chcemy ciągle żyć w strachu." Jako Bialeńczycy mieszkamy na ziemiach uwolnionych od sarmackiego monarchofaszyzmu, a z dnia na dzień dowiadujemy się, że w kraju jest dwóch kompetentnych sędziów, parlamentem trzęsą siusiumajtki, które nic nie robią, a prezydent ma prawo zrobić sobie tylko rząd. Nasza wizja państwa, bez sporów i bez kłamstw prowadzi do wojny. A na wojnie pozostają zwycięzcy. I ja chcę być jednym ze zwycięzców. I nie chcę być zapamiętany broń Saszato jako zbrodniarz, a jako wyzwoliciel. Co obiecują nam kandydaci? Mówią o kurczeniu się mikroświata. W mikroświecie jest cykl, jak w Mass Effectie, ale u nas nie ma złych Żniwiarzy, którzy zostawiają tylko historię państw. Przyzwyczajcie się. Widzę pozytywy, bo cykl może nas spotkać za kilka lat, a nie jutro. Co jeszcze nam mówią kandydaci? Mówią o "współpracy", ale ile z tego to prawda? Od listopada 2015 roku, czyli 10 miesięcy nadal toczy się dyskusja na temat państw stowarzyszonych. To pokazuje tylko nieudolność naszych władz, które odpuszczają Brodrii i Hasselandowi. Co w takim razie obiecują nam kandydaci? Wojnę, kłótnię i flejmy. Czy zostaną obaleni jak Aleksandra? Nie, bo będą kłamać tak długo jak to możliwe i obiecywać wszystko. Zastanówcie się, o co walczą przeciwnicy Hasselandu? Nie odpowiem wam na to pytanie, ale dam wam podpowiedź: 2+2=?
Czy jest nadzieja? JEST! Wystarczy, że oddasz głos pusty i ich marzenia, jakimi są wojna narodowościowa, czystka polityczna i śmierć mikronacji się nie spełnią. Jeśli mi nie wierzysz, to spytaj się o niewygodny temat któregoś z kandydatów. Na pewno ci na pytanie nie odpowie. A na koniec cytat Goebbelsa: "Kłamstwo powtarzane tysiąc razy stanie się prawdą".