Powinniśmy się zastanowić jaki dokładnie cel ma zaprzysiężenie. Otóż głównym celem zaprzysiężenia jest zagwarantowanie w sposób oficjalny przez prezydenta zależności wobec zasady trójpodziału władzy i zabezpieczenie państwa przed nadużyciami z jego strony. Drugim, bardziej prozaicznym celem, jest to, by upewnić się co do aktywności prezydenta.
Zaprzysiężenie jest momentem oficjalnego rozpoczęcia urzędowania. Przez jego brak nie można liczyć początku i końca kadencji - nie byłoby wiadomo, kiedy ogłosić nowe wybory. Samo obwieszczenie Marszałka Parlamentu nie załatwia sprawy, bo ono określa tylko wyniki elekcji. Przytaczam fragment tego obwieszczenia:
2. Objęcie urzędu przez nowo wybranego prezydenta będzie skuteczne z chwilą złożenia przysięgi.
Jeśli Prezydent-elekt nie składa przysięgi, nie rozpoczyna urzędowania. Andrzej nie złożył jej w formie wymaganej przez ustawę. Dywagacje na ten temat są zbędne, on po prostu nie jest Prezydentem...
Osoba przyjaźnie nastawiona do władzy i potrafiąca zrozumieć zwykłe zagapienie przypomniałaby o tym prezydentowi w czas, a gdyby zorientowała się później napisałaby do w.w. wiadomość prywatną i milczała dla dobra ogółu.
Zorientowałem się o tym już gdy minęły 72h, ponieważ przygotowuję projekt wprowadzenia Zgromadzenia Ludowego i czytałem od nowa Ordynację punkt po punkcie.
A dobrem ogółu na pewno nie jest wakat na stanowisku głowy państwa, z którym nie zgadza się "głowa państwa" niebędąca tą głową, ale pełniąca jej funkcje wbrew prawu.
Tymczasem ty, Tadeuszu od razu wyskoczyłeś z pozwem, co pokazuje, że jesteś niezadowolony z wyboru Andrzeja na pozycję głowy państwa i starasz się doprowadzić do jego obalenia.
Nie z pozwem, a z interpelacją. Nie dążyłem do rozpisania nowych wyborów, ponieważ chciałem skierować sprawę do Sądu i poczekać na jego orzeczenie, ale Andrzej był temu przeciwny. Proszę nie próbować obwiniać mnie o jakiś niby zamach stanu.
Zresztą, nie da się obalić kogoś, kto nie pełni funkcji Prezydenta.