Moi Drodzy, problemu prawnego to prawie w ogóle nie ma. A przynajmniej nie ma takiego, jak ten sprzed roku wspomniany, w którymś z postów powyżej. A już na pewno charakter sporu prawnego blaknie na tle wojenki politycznej, którą wszyscy bez wyjątku rozpętaliście. Cały konflikt można rozwiązać bardzo prosto, nawet na gruncie prawa, tak by wszystko było legalne (a czego nie dało się zrobić w przypadku poprzedniej 'afery') - nawet Sąd dość ordynarnie wskazał Wam to rozwiązanie. No ale po co korzystać skoro można się jeszcze trochę pookładać kijem? Na początku myślałem, że to jest śmieszne i pożyteczne, bo dobrym, krótkim flejmem też można, wbrew pozorom, budować. Ale kiedy blitzkrieg zmienia się w wojnę okopową, to taka sytuacja już nikomu nie służy, a a na pewno nie państwu - zarówno w aspekcie wewnętrznym, jak i zewnętrznym.
Także rozwiązanie (a nawet kilka rozwiązań) prawne jest (w przypadku obu 'kryzysów'), potrzeba jedynie politycznej dobrej woli wszystkich stron.
A teraz krótko o możliwych rozwiązaniach, jakby ktoś je jeszcze przeoczył (czy raczej udawał).
1) W przypadku marszałków - tu już wypowiedział się Sąd (z którego uzasadnieniem wyroku w części zasadniczej się nota bene nie zgadzam, ale to inna historia). Wystarczy konwalidować procedurę wybóru poprzez sporządzenie stosownej uchwały z mocą wsteczną i wszystko będzie śmigać niczym śmigło francuskich Caracanów.
2) W przypadku prezydenta - pragnę zauważyć, że wciąż może on złożyć przysięgę przed Parlamentem, gdyż termin nie upłynął. Ba, bieg terminu zawitego nawet się nie rozpoczął! Bowiem zaczyna się w chwili ogłoszenia wyników wyborów przez marszałka (ew. osobę pełniącą obowiązki), zaś do tej pory to nie nastąpiło (od pewno czasu nie było legalnych marszałków, wice-, i p.o.). Fryderyk Hufflepuff w chwili publikacji wyników p.o. marszałka w świetle prawa nie był. Wciąż zatem czekać należy na ogłoszenie wyników wyborów prezydenckich, rozpoczęcie biegu terminu zawitego (zawitego, czyli takiego, który polega na tym, że jeśli podmiot uprawniony do dokonania prawnie doniosłej czynności nie dokona jej w tym terminie, to przysługujące mu prawo wygasa w sposób bezwzględny, tj. z mocy samego prawa) i wówczas Andrzej Swarzewski ma 3 doby na złożenie przysięgi. Jedyny problem jaki się rodzi na kanwie takiego rozwiązania (a właściwie to on już istnieje z uwagi na wcześniejsze błędy), to fakt, że wszystkie poprzednie wybory (od pewnego punktu w czasie) nie zostały de iure ogłoszone a więc prezydenci nie złożyli prawidłowo przysięgi. Można to jednak rozwiązać ustawą o mocy wstecznej (z wyraźnym ustawowym zastrzeżeniem, że ostatnie obwieszczenie o wynikach wyborów prezydenckich podlega wyłączeniu z zawartej w ustawie konwalidacji, gdyż w przeciwnym wypadku problem prezydentury znów by powrócił a z nim pewnie to, co obserwujemy dzisiaj).