Szanowni Bialeńczycy, Szanowni Brodryjczycy,
Drodzy Hasselandczycy!
W Hasselandzie trwa debata w sprawie przyszłości stowarzyszenia. Nie widać jej, bo toczymy ją za zamkniętymi drzwiami. Nie spodziewam się, by trwała bardzo długo, a pewien czas mamy. Decyzje nie muszą zapadać natychmiast, tym bardziej, że chodzi o rzecz bardzo ważną: przyszłość naszego kraju.
My bowiem przede wszystkim zastanawiamy się czy w ogóle kontynuować stowarzyszenie. I to jest podstawowa decyzja. Jeśli sami odpowiemy na to pytanie "tak", to wówczas zasiądziemy do stołu obrad i omówimy konkretne propozycje. Jeśli powiemy "nie", to będziemy rozmawiać o ewentualnej umowie przejściowej - i o naszych przyszłych stosunkach. Bo przecież świat się nie skończy.
Z zastanowieniem przyglądam się bialeńskiej debacie nas piętnastą chyba koncepcją nowej umowy stowarzyszeniowej, rozważaniami o liczbie senatorów itp. Warto natomiast, by i sama Bialenia odpowiedziała sobie na pytanie - czy chce stowarzyszenia? Słuchając Panów Swirydiuka, Novitusa, a ostatnio też Panów Krasnodębskiego i Faradobusa, mam wrażenie, że nie; widzę, jak z bólem (czy niechęcią) debatujecie co zrobić, by w ramach federacji czy konfederacji coś Hasselandowi i Brodrii ustąpić, ale niewiele, symbolicznie, by to Bialenia zawsze decydowała. Oficjalnie mówicie, że chcecie stowarzyszenia. Jak więc myślicie nas do tego stowarzyszenia przekonać? Czym?...
A może nie chcecie?...
Tak czy inaczej - proszę o kilka dni spokoju.