Relacja sportowa z prawdziwej gali sportów walki
Drodzy Bialeńczycy!
Trzy tygodnie temu gościłem w miejscu gdzie boks syjamski jest sportem narodowym. Uwielbiany jest do tego stopnia że istnieje wiele szkół muai thay rekrutujących najbardziej perspektywicznych adeptów. Najlepsi z nich trafiają do Pattaya Kombat Fight Club Thailand (PKFCT) gdzie za duże pieniądze walczą przed publicznością z dużo cięższymi zawodnikami z Europy. Dodatkową atrakcją jest włączenie do rozpiski walk w formule MMA. Pierwsze wrażenie, jeszcze długo przed samą galą, było świetne a to dzięki zaangażowaniu wielkich sław sportów walki. Oparto to na trzech nazwiskach: Kaoklai, Soyer i Buakaw, których śmiało można zaliczyć z najlepszych zawodników w historii tego sportu. Wszystko to, oraz odpowiednia promocja gali zaowocowało bardzo dużym zainteresowaniem ze strony kibiców oraz mediów. Dobra była też lokalizacja chętnie odwiedzany przez turystów nadmorski kurort w Pattayi. Już na bramkach wszystko robiło dobre wrażenie a wejście otwarto półtorej godziny przed oficjalnym rozpoczęciem gali. Wystarczyło czasu aby przyszli wszyscy chętni, kolejki nie były długie a przy wejściu wszystko było załatwiane szybko. Po wejściu nie było problemu znaleźć miejsce, wszystko ładnie oznaczone a obsługa służyła pomocą. Siadłem kilkanaście metrów od areny więc widoczność była bardzo dobra. Mimo to podejrzewam, że na całej hali była dobra widoczność na ring, co jest zdecydowanie na plus, a jeżeli nie, to było kilka sporych ekranów z widokiem z kamer telewizyjnych, więc trudno było przegapić jakąkolwiek akcję. Punktualnie o dziewiętnastej nastąpiło oficjalne otwarcie gali, a konkretnie under cardu. Nastąpiła krótka prezentacja wszystkich walczących tam zawodników, po której wrócili do siebie, a po kilku minutach nastąpiło wyjście zawodników do pierwszej walki, w najlżejszej kategorii. Bohaterami pierwszej walki byli dwaj niscy i szczupli Tajowie. Pierwsza runda przebiegła w wolnym tempie, zawodnicy dość długo próbowali się wyczuwać, sporo było krótkich wymian ciosów, czasem jakieś kopnięcia. W drugiej rundzie sędzia musiał raz po raz rozdzielać obu z klinczu, który w MT jest zabroniony. W końcówce jeden trafił nawet obrotówką w twarz drugiego, jednak tylko podbiciem stopy i nie odniosło to większego efektu . W ostatniej rundzie starcia widać było u obu totalne wygazowanie i nie zarysowała się przewaga żadnego. Moim zdaniem najmniej ciekawa walka która rozstrzygnięta została niejednogłośnym werdyktem sędziowskim. W drugiej walce zmierzyli się ze Taj z Angikiem w kategorii półciężkiej. Lokalny fighter od początku narzucił swój gameplan głównie kolana na korpus i czasem próby kombinacji pięściarskich kończonych niskim kopnięciem. W połowie drugiej rundy Anglik, który nie miał w ogóle podejścia do rywala padł na deski po ciosie na korpus. Jednostronne starcie zakończone ciężkim nokautem. Następnie miejsce miała najbardziej widowiskowa i najkrótsza walka gali pomiędzy bohaterem lokalsów Kaoklaiem oraz groznie wyglądającym skoksowanym murzynem z Nigerii. Już na początku walki po krótkim wyczuwaniu się, Kaoklai rzucił się na przeciwnika z kanonadą ciosów – kolega siedzący obok naliczył w kilka sekund aż 9 z jego strony, właściwie bez odpowiedzi. Chwilę potem w podobny sposób odpowiedział Nigeryjczyk, jednak znacznie wolniej przez co nadział się na podbródkowy który nim wstrząsnął na tyle że całkowicie opuścił gardę. Arbiter chcąc oszczędzić Afrykanina podjął słuszną decyzje i przerwał walkę.
W pojedynku wieczoru na zasadach MMA zmierzył się Holender Soyer opisywany przez organizatorów jako największe objawienie MMA ostatnich lat oraz doświadczony Brazylijczyk Moreira. Już na wejściu Moreira zrobił spore wrażenie, wchodząc tanecznym krokiem. Soyer cały czas sprawiał wrażenie bardzo spiętego, w przeciwieństwie do Brazola. Ten był cały czas dużo luźniejszy. Holender od początku atakował bardzo mocnymi low-kickami, natomiast Moreira próbował wykorzystać mocno wysuniętą do przodu głowę rywala, kopiąc frontalnie i atakując kombinacją lewy-prawy prosty, która była całkiem skuteczna. Kilka razy Soyer starał się kopnąć na głowę lub korpus ale wszystko było blokowane. W pierwszej rundzie wyraźnie próbowali się wyczuć i nie było wiele agresji, szczególnie ze strony niderlandzkiego zawodnika. W drugiej rundzie został kilkukrotnie mocno trafiony prawym w szczękę, po dwóch takich uderzeniach chwilę plątały mu się nogi. Sam natomiast zdołał niskimi kopnięciami nawet powalić Moreire. W pewnym momencie ten przechwycił jego nogę i próbował zanurkować po obalenie, jednak skończyło się to efektownym szczupakiem na twarz. Trzecia runda nie różniła się wiele od poprzednich. W końcu przez decyzję wygrał Moreira, co kibice przyjęli z pewnym niezadowoleniem. W kolejnej walce z powrotem w formule stójkowej zaprezentowali się Taj z Rosjaninem. Całą walkę wyraźnie prowadził Moskal, który zdominował rywala fizycznie. Najbliższa sukcesu dla Taja była trzecia runda kiedy back fistem trafił czysto na brodę zaskoczonego rywala po czym nie wiadomo dlaczego poszedł w klincz z praktycznie odłączonym rywalem. Wygrał Rosjanin przez jednogłośną decyzję. W walce wieczoru najbardziej rozpoznawalny sportowiec w Tajlandii Buakaw zmierzył się z Włochem o pas organizacji PKFCT. Na początku walki zawodnicy chwilę się wyczuwali, następnie Włoch sklinczował i przycisnął Buakawa do narożnika, przy którym jakiś czas się siłowali, następnie udało mu się zajść za plecy po czym wyprowadził potężne kopnięcie okrężne. Następnie ryzykownie zaatakował przeciwnika techniką która dozwolona jest jedynie w boksie tajskim z góry łokciem w głowę. Buakaw świadomy tego że Włoch nie rozkłada właściwie sił na cała walkę uważnie się bronił i następnie stojąc w półdystansie metodycznie obijał go prawym prostym. Kiedy jego oponent ze zmęczenia oddał inicjatywe zaczynając łapczywie wciągać tlen, Taj posłał go na deski dwa razy w krótkim odstępie czasu. Kiedy wydawało się że skończy go i wygra, Włocha uratował gong. Nie miało to jednak wpływu na wynik bowiem został poddany przez swój team po konsultacji z lekarzami. Rzucony na ring ręcznik spowodował kilkuminutową owacje na stojąco dla nowego mistrza. Kibice zdecydowanie nie zawiedli, zarówno jeśli chodzi o liczebność jak i zachowanie. Co prawda hala nie pękała w szwach jednak było ich naprawdę bardzo wielu, znaczna większość miejsc była zajęta. Mocno dopingowali zawodników, także do zagranicznych odnosili się z szacunkiem, choć raz można było usłyszeć gwizdy, ale to był wyjątek. Cały event zdecydowanie można uznać ją za ogromny sukces organizacyjny i sportowy. Należy też pochwalić naprawdę piękne ring girls, zdecydowanie cieszyły oczy. Poziom sportowy stał wysoko, wszystkie walki poza tą pierwszą były naprawdę zacięte i robiły wrażenie.