Nie jestem specjalistą od gospodarki, aczkolwiek ja przychylałbym się do wydobywania ropy. Rząd musi skądś brać pieniądze. Oczywiste jest, że podatki nie wystarczą, bo przecież nie możemy co miesiąc wszystkiego wszystkim zabierać, żeby przysłowiowego "pierwszego" to oddać. W stałym planie gospodarczym trzeba będzie ustalić jakie zyski państwo uzyskuje miesięcznie, i w oparciu o to budować naszą gospodarkę. Z tych środków brać na pensje, konkursy, wspieranie inicjatyw.
Oczywiście nie mogą to być kwoty olbrzymie, np. takie jak w Sarmacji, że rząd choćby stanął na głowie to tego nie wyda (a nawet jak jacyś analfabeci gospodarczy wydadzą: to się dodrukuje). Muszą to być kwoty rozsądne, które rząd musiałby odpowiednio dysponować, żeby państwo nie zbankrutowało, tzn. nie musiało znacznie podwyższać podatków, co hamuje gospodarkę.