Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 21-07-2012 22:39
(Pod tym tematem proszę o opisy manewrów)
19 lipca. Wieczór.
W Port Eagle właśnie zostaje załadowana na pokład transportowca wojskowego "Salacja" ostatni czołg T-55 Batalionu Grenadierów Pancernych. Za kilkanaście minut, po zabezpieczeniu ładunku, "Salacja" w eskorcie torpedowca "Bellona" odpłynie, by zdążyć na manewry...
Wyładowanie w Andriejgradzie szło sprawnie. W nienaganne wyglądającym mundurze Maximilian z grupą podkomendnych omawiali ważne tematy. W tle słychać było ryk zapuszczonego silnika MTLB.
-Donowie, musimy nacisnąć na Radę Rządową, żeby przyspieszyła program rozbudowy Marynarki. Mamy za mało okrętów.
-Nie tylko mało panie wiceadmirale, ale i niedoposażone. I mówię to z całym przekonaniem sir.
-Co ty taki krytyczny się zrobiłeś kapitanie Santis?-wtrącił niski oficer
-Odkąd mam ogromne ograniczenia w szkoleniu celności wystrzeliwywania pocisków woda-ziemia....
-Donowie, spokojnie, nie kłóćmy się. Trzeba działać razem.
-Może po tych manewrach...
-Może...
-A jak nie?
-Kto ich tam wie?
-Raport ich postraszy.
-Na pewno?
-Musi.
"Ostatecznym celem i istotą państwa jest potęga, a jeżeli ktoś nie potrafi zmierzyć się z tą prawdą, powinien trzymać się z dala od polityki."
Heinrich Gotthardt von Treitschke
Admirał Maximilian Wilhelm Gottlieb Alexander Reinhold Lothar Guido Theodor Hans Siegfried Albrecht Christian Friedrich Arnold Wolfgang Bernard Heinrich August Otto Freiherr von und zu Wereman
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 22-07-2012 20:07
W całych Siłach Powietrznych panował, rozbudowany do ogromnych rozmiarów bajzel. Pomimo ogólnych wytycznych generała Duarte o manewrach już jakiś czas temu, mjr. Hernandez nie przedstawił żadnych rozkazów. jeszcze 19 lipca od rana siedziałem w swoim biurze przy lotnisku, ze zdumieniem słysząc, że rozkazy otrzymał min. por. lot. Luca Ramones, który ze swoimi transportowcami miał pomóc w szybkim przeżucie Dywizjonu Artylerii kpt. bomb. Ferdinand von und zu Westerhofa.
A ja siedziałem. Czekałem.
Nie, nie mogłem tak wytrzymać. Dzwoniłem do majora Hernandeza. Bezskutecznie. Więc dodzwoniłem się do generała Duarte, z zapytaniem czy w ogóle Siły Powietrzne mają brać udział w manewrach. generał się zdenerwował i krzyczał do słuchawki, że jak to? Wydał rozkazy już trzy dni temu! Samoloty już miały być na lotnisku w Siane.
Opowiedziałem generałowi o sytuacji. Ten kazał mi dowiedzieć się w Osterii jak wygląda sytuacja i czy mogą tam przyjąć jednostki lotnicze.
Dopiłem herbatę i szybko wybiegłem z kantyny. Po drodze minąłem swojego zastępcę i pokrótce mu wszystko opowiedziałem. ten powiedział, że do Siane leci zaraz stary, transportowy Li-2 z grupą oficerów - sędziów (obserwatorów) manewrów. Szybka wizyta w łazience, doprowadziłem swój mundur do nieskazitelnej czystości i po krótkiej pogawędce poleciałem z obserwatorami do Siane. Podczas lotu ledwo co oparłem się pokusie zbratania z sędziami (wyciągnęli wódeczkę z torby), ale mówię sobie : Nie, mam tyle na głowie, niech sami sobie piją.
Na miejscu pytam gospodarzy lotniska o miejsce i instrukcje, a oni, że oczekują na samoloty transportowe i bombowe, są przygotowane hangary i mechanicy. Przeklęty major Hernandez!
Dzwonie do swojego dowódcy, ale jego sekretarka w krótkiej rozmowie telefonicznej przekazała, że jest już w domu i dziś nie pracuje. Jak to? Dziś? W czasie manewrów?
Telefon do wiceadmirała von Weremana: tak, otrzymał krótki rozkaz, że jutro ma współpracować na manewrach z lotnictwem bombowym przy ćwiczeniu wsparcia desantu. Wszystkie okręty już zacumowane od wczoraj w Andriejgradzie.
Krew mnie zalewa. Dzwonię do Andriejgradu, gdzie tymczasowo jest generał Duarte i pytam co dalej. Ten wzburzony po tym co usłyszał, powiedział, ze nie wie gdzie jest Dowodzący Siłami Powietrznymi. Dzwonię raz jeszcze do Eskwilingradu. Pytam mojego kolegę,kpt. lotn. Bakułowskiego, dowodzącego Eskadrą Myśliwców i nie biorący póki co udziału w manewrach o majora. nie widział.
Zostaje mi tylko wrócić po swoja jednostkę i szybko ją przetransportować do Siane, gdzie powinna być już od wczoraj!
Dzwonię do porucznika Szarego, czy "pożyczy mi" jakiś samolot w jedną stronę do stolicy. Zgadza się, żebym poleciał z załogą Ił-28U.
Ta maszyna, właściwie bombowiec, ale tu w wersji szkoleniowej to niewygodna i wysłużona maszyna. Ale lata. Powitało mnie dwóch pozostałych członków załogi: młody pilot i doświadczony instruktor. Po półgodziny, gdy wcisnąłem się w kombinezon i do kokpitu samolotu Ił wystartował gładko. Pilot mimo niewielu godzin oblatanych w powietrzu, prowadził samolot spokojnie. Zadowolony instruktor powtarzał co jakiś czas.
-Świetnie ci idzie, prędkość 680 km/h, wysokość 4000m. Zwiększ wysokość.
Początkowo niezbyt komfortowo się czułem w tak starej maszynie odrzutowej. Widać było, że konstrukcja jest prymitywna jak na te samoloty. Ale silniki pracowały równo i cicho. Dolecieliśmy bez problemów. Lądowanie też jak na młodego adepta było naprawdę niezłe. Podziękowałem dwóm lotnikom i pobiegłem do budynku mojej jednostki. Szybko zebrałem dowódców załóg i postanowiłem natychmiast wyruszyć do Siane, przekazują ostatnie rozkazy generała Duarte. Oczywiście nic nie funkcjonuje wspaniale, więc ze względu na małe naprawy i przegląd, jeden Su-22 doleci jutro rano.
Niezadowolony, poleciałem z pozostałymi na lotnisko w Siane. Rozpoczęło się gorączkowe przezbrojenie ćwiczebne i wydawanie rozkazów.
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
21 lipca godzinie 2320 4 Kompania piechoty z pierwszego batalionu piechoty "Eskwilingradzkiego" stała na plaży. Warunki pogodowe były znośne. Księżyc bliski pełni dawał trochę cennego światła.
Dowódca kompanii, porucznik Anter sprawdzał na przenośnym urządzeniu GPS współrzędne kompanii.
Zwrócił się do żołnierza obsługującego przenośną radiostację:
- Zamelduj im że jak dobrze będzie to przed świtem dotrzemy do punktu D. I że były problemy meteorologiczne po południu i dlatego mamy spóźnienie kilku godzinne.
Po chwili operator radiostacji zdejmuje słuchawki.
-No to idziemy - Wydał rozkaz porucznik.
22 lipca godzina 0511 Było już jasno, słońce wstaje wcześnie o tej porze roku.
- Dobrze poszło - pochwalił dowódca oceniając prowizoryczne umocnienie. - Teraz szybkie śniadanko, ja spróbuję się skontaktować z innymi kompaniami i punkt ósma marszem idziecie na wzgórza Ił...(spojrzał na mapę) Ił-ży-ckie. To 25 kilometrów, w kilka godzin spokojnie tam dotrzemy.
godzina 1102
Oddział dokonujący zwiadu poruszał się wolniej niż się spodziewano. Wzgórza Iłżyckie mimo że niezbyt wysokie mają dość strome zbocza co nie ułatwiało marszu kompanii, zwłaszcza że wszyscy byli na nogach od kilkunastu godzin.
godzina 1437
-Tutaj zatrzymamy się na kilka godzin. Musimy odpocząć. A jutro dopiero zacznie się "strzelanie".
Rozległa się seria z karabinu.
-Już się zaczeło proszę donie poruczniku.
-Cholera, chyba to jest nawiązanie tego kontaktu ogniowego amunicją ćwiczebną. Sami wyruszli wcześniej, są wypoczęci to im się chce. KOMPANIA! AMUNICJA ĆWICZEBNA I DO ROBOTY!
21 lipca g.12
Trasportowiec ,,Mefisto" z odwodów Transportowej Marynarki Wojennej spokojnym dryfem zbliżał się do desantu. Kapitan Khadil przeglądał właśnie po raz enty mapę z zaznaczonymi celami na te manewry, gdy podszedł do niego kapitan okrętu.
-Don kapitanie. Moje zadanie wykonane. Dostarczyliśmy was na wybrzeże Osteryskie. Za 10 minut zarzucamy kotwice, więc może don przyszykować swoją armię do desantu- poinformował marynarz po czym nie czekając na odpowiedź, niedbałym gestem przypominającym salutowanie, pożegnał się.
Cheewazz wyjął ukrytą w wewnętrznej kieszeni swojego munduru piersiówkę i pociągnął potężny łyk. ,,To Twoja szansa by się wykazać i nareszcie awansować. Nie schrzań tego!" pomyślał Cheewazz i gromkim głosem zawołał:
Meier! Kowalecki!
Zaraz też przybyli jego dowódcy. Nie lubił ich. Zostali mu narzuceni z góry przez generała Duarte. Nie byli jego przydupasami, tak jak Flacha czy Podkówka. Byli butni i dumni. Ale musiał przyznać, iż znali się na rzeczy
-To jest wasza szansa żeby się wykazać i nareszcie awansować*,,najlepiej- przejść do innej jednostki"- dodał w myślach* Nie schrzańcie tego! Za 10 minut zarzucamy kotwice. Musimy spontonować cały nasz sprzęt i maszyny. Dopiero po tym wysadzamy ludzi. Musimy to zrobić szybko i sprawnie bo mamy jeszcze 19 km do zrobienia dzisiaj. Zrozumiano? Tak? To wykonać! 21 lipca g.13.30
Słońce piekło niemiłosiernie i aż szkoda było patrzeć, jak jego chłopcy się męczą w tym skwarze wyładowując cały osprzęt. Mimo przedłużającego się rozładunku nie kazał rozbijać obozu. W końcu mieli jeszcze sporawą trasę do pokonania. Jego oddział rozbił tylko jeden namiot- dla niego.
Mimo to temperatura dawała mu się we znaki. Toteż pił dużo płynów. Piersiówka się skończyła jako pierwsza. Cheewazz bez krępacji wyjął schowaną w swoich bagażach półlitrówkę. Ale i ta była już w połowie. Ciężkie warunki polowe.
-Jak to już wyruszyli? Mieli wyruszyć godzinę temu. Co wy myślicie? Że pokonamy te 19 km na piechotę? Szlag by was! *Cheewazz rzucił słuchawką*
-Jakieś kłopoty?- spytał jego adiutant Flacha, który tak jak go przyuczono nie wchodził do namiotu zanim nie został poproszony.
-Wejdźcie Flacha. Ano tak. Mieli nam tu przesłać godzinę temu 10 ciężarówek, ale najwyraźniej im się nie spieszy. Jak tam rozładunek?
-Powoli do przodu, kapitanie. Meier i Kowalecki uwijają się jak w ukropie, ale mają problemy...
-Jakie?
-Jeden ZPU-4 spadł im do wody. Nie mogą go wyciągnąć.
-Kto zawinił?-zainteresował się Cheewazz i pociągnął solidnego łyka wódki.
-Kowalecki- Flacha wiedział, iż kapitan Khadil nie lubi rozwodzenia się nad szczegółami i oczekuje precyzyjnej odpowiedzi.
-Wspaniale. Jeszcze dziś napiszesz dokładny raport, co najmniej na 4 strony, o tym incydencie dla gen. Duarte.
-Tak jest.
-Dobrze. A jak obchód?
-Zgodnie z poleceniem sprawdziłem co robią żołnierze. Dwóch żołnierzy mimo wyraźnego zakazu don kapitana, przemyciło alkohol. Skonfiskowałem go?
-Co tam masz Flacha?
-Whiskey i jakieś piwo.
-Wybornie Flacha, wybornie. Awansujemy cię.- powiedział Cheewazz wyciągając ręce po trunki.
21 lipca 15
Z dużym opóźnieniem desant został zakończony. Już godzinę wcześniej Cheewazz wysłał przodem Meiera wraz z 200 żołnierzami i częścią sprzętu by dotarli do punktu F i tam rozpoczęli budowę obozu. Teraz sam przyglądał się jak jego namiot jest zwijany, a sprzęt ładowany na ciężarówki. Głowa bolała go nieco od tego słońca. Parszywe polowe warunki. 21 lipca 16
Dotarli do wyznaczonego miejsca. Meier zdążył już wyznaczyć pole obozu i postawić namioty. Cheewazz rozkazał przybyłemu z nim Kowalckiemu by zaraz zajął się ze swoją kompanią założeniem zasieków i zabezpieczeniem obozu. Nie zaszkodzi też ominowanie co bardziej odsłoniętych miejsc obozu. Reszcie swojego podbatalionu pozwolił odpocząć. Sam też udał się na spoczynek. Jutro czekał go ciężki dzień. 22 lipca g.6
Cheewazz nienawidził tak rano wstawać. Zawsze odczuwał wtedy silne zawroty głowy. Mimo to zacisnął zęby i zwlókł się ze swojego hamaka. Przyjął przygotowany przez Flachę kubek z kawą przez chwilę tępo kontemplując wschód słońca.
Po 15 minutach zjawili się jego dowódcy. Przekazał im rozkaz zwijania obozu i przygotowania się do wymarszu. W ciągu godziny cały podbatalion miał być gotowy do wymarszu, obóz zwinięty, zasieki rozmontowane, miny zdjęte. 22 lipca 7.30
Z tradycyjnym już w tej jednostce opóźnieniem, podbatalion wymaszerował w kierunku wzgórz iłżyckich. Ich celem było przeprowadzenie zwiadu. Poruszali się wolnym marszem. Cheewazz podzielił swój podbatalion na trzy części. Przodem puścił grupy zwiadowcze (10 grup po 5 żołnierzy) którzy mieli rozpoznawać teren. Nadzór nad nimi sprawował Meier i Cheewazz gorąco liczył, iż ten coś w końcu spieprzy, bo na razie nie miał na niego haka.
Drugą część, stanowiły siły główne w liczbie 300 żołnierzy, którymi dowodził on sam. Ostatni oddział jego podbatalionu, liczący sobie 50 żołnierzy pod dowództwem Dymały, zabezpieczał tyły. Mieli dzisiaj ładne 30 km do przemaszerowania. W słońcu. Dobrze więc, że łaził Cheewazza miał składany dach. Mimo to, co kapitan ze zgrozą skonstatował- zapasy napoi chłodzących szybko się wyczerpywały... 22 lipca g.12
Po 4,5 h marszu do jego wyczerpanego marszem podbatalionu dotarła wiadomość od zwiadowców, iż zauważono wrogie cele. Kazał więc swojej jednostce wycofać się o 30 minut drogi i tam rozbić prowizoryczny obóz. Jednocześnie wysłał kolejnych zwiadowców by informowali go o ruchach wroga. 22 lipca g.13
Obóz został założony. Wróg nie przemieszcza się. Najwyraźniej również rozbił obóz. Cheewazz zezwolił swojemu oddziałowi na 2 h odpoczynku. Skontaktował się również przez radiostację z 3 batalionem piechoty i Batalonem Grenadierów Pancernych w sprawie wspólnego- zmasowanego ataku na wroga o g.16. Otrzymał pozytywną odpowiedź. Jedyne co go martwiło to brak alkoholi. ,,Będę musiał wysłać Flachę po jakieś zakupy" pomyślał kładąc się w swych hamaku. Uff. Nareszcie chwila spokoju.
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
-CHYBA UCIEKLI! STOP! - krzyknął porucznik Anter. - Ilu ich było dwóch? Może trzech. To jakaś czujka wystawiona przez wroga. - Można odpoczywać. Wracać do obozu.
-Don poruczniku! - Wykrzyknął jeden z młodszych żołnierzy! -Ktoś tu był! Ona leżała o tam na lewo więc nie ci co do nas strzelali ją zostawili raczej - Żołnierz pokazał przełożonemu pustą butelkę po piwie
-"Lojangskie ciemne" - dowódca odczytał stylizowany napis. - To chyba nasi. Niedawno tu byli. Pewnie przed kilkoma godzinami - powąchał. Zapach piwa był mocny. - niedawno wypite i wyrzucone.
-Może ktoś z miejscowych?
-Żołnierzu. Tu odludzie. Nikt tu nie przyjdzie żeby wypić piwko. Poza tym w Osterii pije się lokalne wódki a nie wyroby piwopodobne z Wyspy.
-Don poruczniku! - do dowódcy przybiegł dowódca jednego z plutonów zwiadu i przerwał rozmowę - Grupa kilkudziesięciu ludzi obozuje w odległości 400 metrów na północ. To chyba nasi ale głowy nie dam.
Porucznik cisnął butelkę w krzaki i wyciągnął mapę. - To chyba od Cheewazza ale głowy nie dam, bo chyba powinni być dalej. Leć po radiostacjowego i niech się spyta dowództwa co to za ludzie i jak działać. I do tego czasu niech żaden debil nie próbuje tam łazić.
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 23-07-2012 20:47
22 Lipca.
godz. 14. kpt. von Eicke oddzwonił do Khadila i zameldował, że na 15.30 zaatakuje pozycje na których najwyraźniej siedzi wróg. Zasugerował, że atak frontalny byłby ciężki, gdyż ta droga jest wąska i odkryta - obrońca z najwyższego szczytu wzgórz - wzniesienia Iłżą (178 metrów), miałby ich na widelcu. Zamiast tego, spróbuje obejść ich z boku, z lewej, na mapie jest coś co wygląda na starą, nieużywaną drogę, powinni dać radę. Dzwonił do de Sigmunda- poprosił go o zamarkowanie uderzenia od czoła przez bombardowanie pierwszej linii okopów. O ile tam są?
1 Batalion KSR na własna rękę postanowił poszukać luki w obronie pasma wzgórz. o 14.15 wyrwało wszystkich z podbatalionu saperów i 3 Batalionu piechoty ostrzał moździerzowy i baterii kal. 75 mm. Wyczekujący żołnierze patrzyli jak 1 i 4 Kompania Piechoty KSR biegnie w kierunku frontowego podejścia do szczytu Iłży. Rozległy się liczne serie broni maszynowej. Niedługo potem atakujący wycofali się, mając duże straty. Wielu żołnierzy mieli czerwone plamy na mundurach od kul ćwiczebnych- zostali wyłączeni z manewrów...
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 23-07-2012 21:46
Obserwując wskaźniki podawałem stale swojemu pilotowi dane, które pokazywały mi kontrolki. Dochodziła na zegarze 14:20. jeszcze myślami byłem nad bezsenną nocą, w trakcie której jakimś cudem moim dzielnym mechanikom udało się to ogarnąć i przezbroić. Oj, będę musiał im dać jakieś przepustki, spisali się...
-Zbliżamy się do celu. Uwaga, ostrzeliwujemy szczyt wzgórza i strome podejście z północnego stoku od drogi. Pilot kiwnął głową i przekręcił ster na lewo. prowadzący szyk Su 24M zaczął zmniejszać wysokość. Kolejny, taki sam bombowiec, tuż za nim. trochę za nimi ciągnęły się starsze szturmowo-bombowe Su-22.
Pociłem się jak nigdy. Temperatura w Osterii w Lipcu to ok. 35 stopni, duża wilgotność. Klimatyzacja i inne dodatki w tym starym sprzęcie lepiej nie uruchamiać, bo jeszcze się przeciąży system... Mimo cienkiej koszuli typu tropik z lnu, było mi duszno i gorąco. Ufff.....
Z tej nie za wesołej chwili wyrwały mnie znów kontrolki.
- Dobra grubasy (tak nazywałem przez radio bombowce z pełnym ładunkiem), trzeba zrzucić trochę sadła. Kierunek 14 stopni, zmniejszamy prędkość do 800 km/h, położenie samolotu: - 10 stopni, opadać do 3000 metrów.
W radio słychać gromkie:
-Zrozumiano.
Z kabiny wypatrywałem tego wzgórza, żeby rozpoznać linie Khadila, Eickego, Kyriełki i Adibe.
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
22 lipca 14.10
Kapitanie-obudził mnie głos mego adiutanta. Nie na tyle głośny by go zbluzgać za zakłócanie spokoju oficera, ale też nie na tyle cichy by go zignorować.
-Co jest, Flacha?-.
-Rozkaz ze sztabu.
-Czego chce ten dorobkiewicz, Duarte?-.
-Mamy zaatakować o 15.30, a nie o 16.
-Eh, jak ten coś wymyśli. Dobra- przekaż chłopakom zmianę planów. I nie zapomnij dodać czyj to pomysł. Duarte, psiakrew...
-Tak jest.
Cheewazz odwrócił się na drugi bok, próbując przespać się jeszcze pół godzinki. 22 lipca g 15.00
Cały podbatalion został postawiony w stan gotowości. Cheewazz zarządził wymarsz z obozu i zajęcie strategicznych miejsc. Wyciągając wnioski z efektów szaleńczego ataku 1 batalionu KSR, Cheewazz zrezygnował z ataku frontalnego. Zdecydował się na podejście z boku- z prawej strony wzgórza. Jeśli by mu się to udało wraz z uderzeniem von Eicke okrążyliby wroga. Teren który chciał zając był zalesiony, co ułatwiało mu pozostanie niezauważonym. Jednak wzgórze z tej strony wznosiło się niezwykle stromo. Musiał więc pozostawić w obozie swoje transportery opancerzone, oraz armatę przeciwlotniczą, które mogłyby się przydać przy frontalnym ataku. Do pilnowania obozu wyznaczył 100 osobowy odział, składający się z połowy kompani inżynierów. Reszta jego podbatalionu pod jego dowództwem zaczęła zajmować wyznaczone pozycje. 22 lipca g.15.45
Atak von Eicka trwał już od 15 minut, a jego oddziały wciąż nie w pełni zajęły pozycję. Może decyzja o podejściu pod taką stromiznę była błędem? Żałował że nie może teraz gromko skląć swoich żołnierzy. Byli jednak tak blisko wroga, iż nie mogli sobie pozwolić na donośnie okrzyki
22. lipca g.15.55 W końcu z 25 minutowym opóźnieniem Batalion Saperów rozpoczął swój atak. Cheewazz podzielił swoje siła na 3 grupy. Lewe skrzydło pod dowództwem Meiera liczyło 80 żołnierzy i to oni wraz z prawym skrzydłem pod dowództwem Podkówki, liczącym 100 żołnierzy rozpoczęli atak jego sił. Mieli związać wroga walką przez 30 minut po czym zacząć pozorować odwrót, wciągając siły wroga wprost na doskonale zamaskowane siły główne w centrum, pod dowództwem samego Cheewazza. To właśnie jego oddział, w sile 120 chłopa mieli rozprawić się z wrogiem. 22 lipca g.16
Odwrót wyszedł oddziałom Meiera niezwykle dobrze. Cheewazz nie wątpił, iż Meier ma duże doświadczenie w sprawnym wykonywaniu odwrotu. Szkoda tylko, iż odwrót ten był tak sprawny, iż Meier nie zauważył, iż nastąpił on po 15 a nie 30 minutach. Udawanie paniki i dezorganizacji też wyszło im świetnie. Cheewazz był wręcz wzruszony aktorskimi umiejętnościami Meiere.
-Niech go szlag. Flacha- nadawaj do Podkówki. Zmiana planów. Centrum wycofa się jeszcze nieco. Za wszelką cenę Podkówka ma utrzymywać swoje pozycje. Wciągniemy wroga pomiędzy odział mój a Podkówki i zgnieciemy ich. Jeśli się uda zreorganizować oddział Meiera, wykona on dodatkowe uderzenie z lewej.
Jak przekażesz ten rozkaz, postaraj się połączyć z Meierem. 22 lipca g.16.30
Cheewazzowi szło jak po grudzie. Jego siły związały się z wrogiem, jednak stawiały zacięty opór, przez który nie mogli się przebić. Meier reorganizował swoje siły i wciąż odwlekał czas ataku. Tymczasem Podkówka na wysuniętej pozycji sam znajdował się w okrążeniu i meldował o coraz większych stratach. Trzeba było go jak najszybciej wspomóc.
Flacha- przyprowadź mi tu Zdąży.
Chorąży Zdąży pojawił się po 5 minutach.
-Zdąży- musimy rozciągnąć siły i koniecznie zaatakować z lewej. Weźcie 40 żołnierzy i za 20 minut ma Cię zaatakować o tu *Cheewazz wskazał niedawne pozycje Meiera* Tylko bez żadnych strzelanin- to ma być atak na przełamanie frontu. My zrobimy to samo. Rozkażę także Podkówce by wsparł nas ogniowo jak się da. Musimy okrażyć i zniszczyć skurczybyków.
-Tak jest!
-Flacha. Masz powiedzieć Meierowi, by brał te oddziały które ma i uderzył o tu *Cheewazz wskazał palcem na punkt leżący na prawo od aktualnej pozycji sił głównych pod jego dowództwem* Ma 20 minut na zajęcie owej pozycji. Atak ma nastąpić za 25 minut. Jasne?
-Tak jest 22 lipca g 17
Nareszcie efekty. Zmasowany atak przyniósł rezultaty. Siły wroga ostrzeliwane ze wszystkich stron zaczęły się cofać, a żelazny uścisk okrążenia zaczął się zacieśniać. 22 lipca g.17.20
Wróg zrozumiał, iż jest zgubiony. 94 osobowy oddział wroga (po odliczeniu tych którzy zostali wyłączeni z manewrów, w liczbie ok 60 żołnierzy) się poddał.
Nasze straty wyniosły 50 żołnierzy. Z czego aż 22 to tchórze Meiera, a reszta to głównie bohaterscy żołnierze Podkówki.
W ciągu niespełna 2 godzinnej akcji pełnej dramatyzmu udało nam się zająć wschodnie zbocze Iłży.
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Edytowane przez Cheewazz Khadil dnia 23-07-2012 22:08
-Żołnierze. Ustalono że o 15:30 atakujemy te wzgórze razem z ludzmi kapitana Khadila. Na razie czekamy co zrobi lotnictwo przez te kilkanaście minut. Miejmy nadzieję że zmiękną po tym i pójdzie bez większych cyrków. Wykorzystamy markowane bombardowanie pierwszej linii i ruszymy na nich. Raczej nie od frontu tylko z boku, generał Duarte wspominał o jakiejś drodze z boku. Spróbujemy z tej strony. Wysłałem Brzeskiego i Stępniewicza żeby ustaliły jaki punkt jest dogodny do wejścia na drogę.
Podszedł do kuchenki polowej. W dużym kotle właśnie studziła się zawartość całego kartonu zupek chińskich.
-Nałóżcie mi z miskę, ale tak z półtora porcji.
Rozległy się strzały a po minucie wrócił Brzeski - z twarzą całą w czerwonej farbie.
-Oberwałem. Stępniewicz uciekł gdzieś. Pełno ich się kręci tam.
-Cholerka. Już jeden "stacony". Miejmy nadzieję że Stępniewicz poradzi sobie.
Po chwili przybiegł Stępniewicz.
-Uciekłem im! Ale oni tu będą zaraz! Biegną tu! Gonią mnie!
-KOMPANIA! - porucznik odłożył zupkę. - Do broni!
Niestety, część żołnierzy została zaskoczona, jednak udało się odeprzeć atak i wrogowie wycofali się w kierunku bocznej drogi, sami zaliczając 2 straty.
-Są w odwrocie! Za nimi! Przeliczyli się! Może uda się zabezpieczyć dolny odcinek drogi.
Cała kompania ruszyła do przodu, jednak tuż przed drogą odpowiedział im ogień maszynowy. Kilku żołnierzy zostało trafionych
-O cholera! GLEBA! - wszyscy padli. - NIECH DZIUBIŃSKI I JEGO PLUTON WEZMĄ ICH Z BOKU! - krzyknął dowódca przekrzykując strzały,
Grupa pilnująca bocznej drogi wycofała się w końcu pod ostrzałem z dwóch stron, zaliczając ogromne straty. Straty po stronie atakujących też były ogromne, co gorsza kilku żołnierzy w przypływie adrenaliny wyskoczyło na drogę, wystawiając się.
-Gdzie ! Wracać debile!
Niestety, jeden z żołnierzy wrócił z czerwoną twarzą, a reszta została opryskana markowanym moździerzem.
-Zameldujcie dowództwu że mamy świetny dostęp do drogi prowadzącej do wzgórza ale bronią go strzelcy wyborowi i moździerze. I że mieliśmy wielkie straty. 31 ludzi poszło w cholerę. A oni stracili chyba tylko koło 10-ciu. - rozkazał radiooperatorowi.
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 23-07-2012 22:54
Von Eicke miał mnóstwo problemów. Tuż po 15 jego zastępca, porucznik Herman Greif zgłosił, że masę pojazdów ma problemy techniczne. Ja pie..... Poczerwieniały ze złości, wygrażał jak najgorzej serwisantom i musiał przełożyć atak. Nie chciał atakować tylko częścią sił.
O 15.50 już prawie wszyscy byli gotowi. Dał znak do ataku. Ruszyli.
Przodem, opancerzone transportery z Fizylierami dla osłony, zaraz za nimi powolnie ruszały się czołgi. Gdzieś z tyłu z daleka widział Bm-21 Grad. Gdy dojechali do drogi, dowódca Batalionu przeżył szok. Polna droga była tak naprawdę chyba z 20 lat temu. Teraz tylko skały i drzewa.... Nie, nie mogą się wycofać. Batalion był w długiej linii i mógł zostać zdziesiątkowany w każdej chwili. Szybka decyzja: fizylierzy zsiadają i prowadzą rozpoznanie wraz z natarciem u podnóża wzgórza, ale z drugiej strony. Okrążymy obrońców! Poszły rozkazy. Kołowe Ratele i BTR-y zawyły i z szarozielonymi sylwetkami obchodzili wzgórze.
W tym samym czasie trwał dramat 1 Batalionu KSR. kpt. Vitalij Kyriełko źle ocenił i nie czekając na wsparcie postanowił sam zdobyć laury zwycięscy. Zaatakował w najgorszym miejscu. Po kompletnie nieudanym natarciu, ponowił je dwukrotnie, ponosząc jeszcze większe straty. 1 i 2 Kompania Piechoty do dalszej części manewrów miały jedynie około 30% stanu osobowego. Dowódca 3 Komapnii, ppor. Lothar Brechmann postanowił zmienić kierunek natarcia sprzeciwiając się Kyriełce- wsparł prawe skrzydło Khadila osłaniając go podczas pozoracji Meiera i w pewien sposób pomógł w opanowaniu zbocza. Za to dowódca 4 Kompanii, ppor. Olegs Ljukjanovs, postanowił całym oddziałem podejść z prawej strony i spotkać się z czołgami von Eickego na tyłach. Oddział zignorował niejasne rozkazy Kyriełki i chciał dobrze, ale nie udało mu się to ostatecznie. W tym samym czasie Obrońcy ze wzgórza odpierali ataki z różnych stron.
O 16.20 dostali się pod silny ostrzał bombowców de Sigmunda. Odwodem 4 Kompanii por. Tantera była 2 Kompania por. Hieronima Klimeckiego. Widząc co się dzieje, mjr. Ferdinand von Ritter-Kremenhof, trafnie odczytał trudne położenie i nakazał odwrót na wzgórze Świerczynę. Póki co wysłał o 16.40 2 Kompanię, by pomogła wydostać się 4 ze szczytu. Kompania por. Klimeckiego przy wsparciu dział 120 mm Dyw. Art. znienacka gwałtownie zaatakowała 4 Kompanię KSR ppor. Laizansa i zmusiła go do wycofania się.
Zauważył to kpt. von Eicke. Rozpoczął ostrzeliwywać 4 Kompanię Klimeckiego z dział samobieżnych. Rozwinął oddziały i o 17.00 zaatakował. W tym czasie oddziały ze stoku wycofywały się na dół.
W tym samym czasie 3 Batalion Piechoty czekał na oddziały Khadila 6 km dalej, gdzie mieli się spotkać. Niestety ten nawiązał kontakt ogniowy z przeciwnikiem wcześniej. mjr. Mamadou Adibe miał właśnie zebrać część sił i wesprzeć kpt. Khadila, gdy na jego tyły wpadł przypadkowo wrogi 2 Batalion Piechoty KSR kpt. Bernarda van der Liechtenera, który szybciej zorienował się w sytuacji i mimo słabszej siły, zaatakował oddziały Adibe wszystkimi kompaniami. Straty w 3 były duże. Niedługo potem por. Iwan Denisow musiał salwować się ucieczka jego oddziału w las...
//Jako, iż sporawo się stało postanowiłem przygotować na szybko poglądową mapkę w Paincie. Starałem się możliwie jak najlepiej odwzorować ruchy wojsk. Mapa oczywiście jest zgodna z różą wiatrów- na górze północ, na prawej wschód itp. Za jakiś czas wstawię też mapę wyjaśniającą meandry walki jakie odbył Batalion Cheewazza//
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 23-07-2012 23:53
Dzięki,
Okolice wzgórza Iłżyckiego, godz. 17.05
Do ostrzału prawego skrzydła atakujących przyłączyły się ciężka bateria kal. 203 mm. Ostrzał się celny. Ogromne wybuchy pocisków ćwiczebnych robiły masę huku i osnuwały w promieniu 100 metrów niebieskim pyłem, co oznaczało wyłączenie z manewrów. ppor. Olegs Ljukjanovs miał spore straty i musiał się cofnąć o kilkaset metrów. Poprosił o posiłki kpt. Kyriełki, ale jego oddziały były póki co rozbite. Doslał na prawe skrzydło do Ljukjanovsa resztki 1 i 2 Kompanii. Oddziały te nie były w stanie atakować, ale ppor. Ljukjanovs nakazał okopanie się, by chociaż zabezpieczyć tę cześć oddziałów. W tę lukę wpadła 2 Kompania por. H. Klimeckiego z 2 Batalionu Piech. i połaczya się z mocno poturbowaną Kompanią por. Tantera. Osłaniali oni ich odwrót. najwyższy czas gdyż część oddziałów Tantera ze szczytu wzgórza była tak oszołomiona ostrzałem i bombardowaniem, że się poddała. Za wzgórzem natarcie rozpoczął von Eicke. Szybko posuwał się do przodu, ale po niemal dotarciu do pozycji Kompanii Klimeckiego i bycia blisko przerwania akcji przebicia się z kotła jednostki Tantera, na skrzydło Gernadierów mjr. Ferdinand von Ritter-Kremenhof sprytnie rzucił świeżą, 1 Kompanię kpt. Juliusz Słowiński. To spowolniło Batalion czołgistów. przynajmniej na razie. Von Eicke zbierał fizylierów, by odepchnąć 1 Kompanię Słowińskiego, gdy dostał wiadomość o strasznej klęsce majora Adibe. Połączył się z Khadile i przedstawił, że musi zabrać większość oddziałów i jechać mu na pomoc, zostawi 1 Kompanię i niech to jakoś poustawia.
Tymczasem kpt. Bernard van der Liechtener z 2 Batalionu KSR robił z Adibe siekę. W pierwszej fali szaleńczego ataku kompletnie rozbił Kompanię por. Denisowa. przejmują min. baterię dział 75 mm i dwa BTR-y. por. Amdou Gassawe także się nie popisał- wobec niemożliwości utrzymania pozycji nakazał generalny odwrót, ale nie podał wytycznych. Kilka jego plutonów wymieszało się z Kompanią por. Bernarda Immenheimera, który jako jedyny utrzymywał oddział w akcji w rownorzędnej walce. Część z KOmpanii Gassawe uciekła i wycofała się do lasu, aż 7 kilometrów na północ od walki.
Dwóch poruczników rozmawiało pochylonych nad mapą.
-Słuchaj Hieronim. Musimy się połączyć ze Słowińskim - powiedział Tanter. Ponoć Von Eicke gdzieś zwiewa, czegoś się może wystraszył, albo coś go podrajcowało. Chyba już pół moich ludzie gdzieś poszlo, część się poddała.
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 24-07-2012 00:29
godz. 18.00 wzgórze Iłżyckie
Dowódca zostawionego przez kpt. von Eicke jednostki 1 Kompanii Fizylierów - kpt. Mindaugas Laizans próbował poderwać swoich żołnierzy do walki, ale wobec przewagi wroga nie mógł zamknąć okrążenia wokół wzgórza. Wspierana przez artylerię 1 i 2 Kompania 2 Batalionu Piech. utrzymywała jego jednostkę na dystans. Z drugiej strony próbował to zrobić ppor. Olegs Ljukjanovs mając pod komendą 4 Kompanię oraz przejmując tymczasowo dowództwo nad 1 i 2 Kompanię KSR (nominalny dowódca kpt. Vitalij Kyriełko nie panował nad oddziałami), ale były zbyt osłabione. Mjr. Ferdinand von Ritter-Kremenhof pomógł wyjść z okrążenia 4 Kompanii rzucając kolejne świeże odwody- 3 Kompanię - por. Albrechta Leidenberga. To ostatecznie przesądziło o udanej ewakuacji. Wszystkie jednostki wycofały się na linię wzgórza Świerczyna i rzeki Narwy. Widząc manewr von Eickego, mjr. Ferdinand von Ritter-Kremenhof zastanawiał się nad atakiem z boku, ale własnie odezwał się ogień ze wzgórza. Khadil... Cholera... I gdzie te odwody? Szlag by tę 3 i 4 z 1 Batalionu... Nie ryzykujemy, wyciągamy ludzi z okrążenia. 18.10
Na północy działo się sporo. 1 Kompania 2 Batalionu KSR kpt. Dalibora Svetnego prowadził walkę, czy też właściwie eliminowanie już tylko pojedynczych punktów oporu 2 i 3 Kompanii 3 Batalionu. Ok. 18.15 dali za wygraną żołnierze 1 Kompanii - kpt. Konstantyna Badzlewskiego, którzy wzięci pod ostrzał dwóch Kompanii KSR - Dusana Uzhorodnego i Klemensa Majchrzaka musieli się wycofać ze sporymi stratami.
Jedynie 4 Kompania - por. Bernarda Immenheimera trzymała się dzielnie i dzięki temu póki co całkiem 3 Batalion się nie rozsypał. Widać jednak było, że nie wytrzymają długo. I właśnie w tej chwili na horyzoncie żołnierze 2 Bat. KSR zobaczyli sunące drogą na pełnym gazie czołgi von Eickego. będąca odwodem KSr-u, 3 Kompania - por. Christian van der Moewe zajęła w pośpiechu pozycje i na chwilę zatrzymała czołgi, eliminując celnymi strzałami dwa T-55 i jeden BTR. Jednak Eicke zaatakował pełną parą i kpt. Bernard van der Liechtener wiedział, że sytuacja się zmieniła. Z niechęcią przestał dobijać jednostki Adibe i nakazał oderwać się od przeciwnika, wycofując się na wcześniej założone pozycje obronne na zachód. Von Eicke postanowił zebrać 3 Batalion i z powodu chwilowego braku paliwa, zaniechał pościgu.
Koniec walk 22 lipca.
Podsumowanie: Oddziały Khadila odniosły zwycięstwo, wspierane przez 3 Kompanię KSR por. Brachmanna, lotnictwo i przez długi czas Batalion Pancerny, zdobywając wzgórze. Poprzez błędy kpt. Kyriełki nie udało się zamknąć okrążenia wzgórza i odnotowano duże straty. Pomimo start także strat po stronie 2 Bat. piechoty, przy wsparciu Artylerii udało się jej wycofać tracąc relatywnie nie aż tak dużo żołnierzy.
3 batalion mjr. Adibe został kompletnie rozbity przez oddziały 2 Batalionu KSR kpt. Bernarda van der Liechtenera. Tylko dzięki ofiarnemu przybyciu kpt. von Eicke udało się uratować część oddziałów.
Błąd nawigacyjny spowodował, że tego dnia nie brały udział odwody obrońców: 3 i 4 Kompania 1 Batalionu łódzkiego. Pozostałe jednostki zostały na Wyspie. Mjr. Ferdinand von Ritter-Kremenhof nie mógł ich użyć 22 lipca, gdyż zgubiły drogę i nie dotarły w porę na stanowiska.
gen. Giovanni Ngobo Duarte
Edytowane przez Giovanni Duarte dnia 24-07-2012 00:36
22 lipca g.17.30
Po zdobyciu wschodniej ściany Iłży Cheewazz myślał, iż całą robotę ma już za sobą. Jakież było jego zdziwienie kiedy nagle dostał wiadomość od von Eicke, który poinformował go, iż ma się zająć spuszczającym im łomot od 2 godzin oddziałom mjr. Ferdinand von Ritter-Kremenhof, w tym świeżuteńkiej 1kompanii Słowińskiego, von Eicke chce zaatakować od tyłu ścigające 3 Batalion oddziały wroga.
Zwołał swoich dowódców z ostatniej potyczki- Meiera, Podkówkę i Zdąży.
-Chłopaki...*żołnierze spojrzeli na nim z napięciem. Nigdy jeszcze nie zwrócił się do nich per ,,chłopaki". Obeserańcy, gamonie itp- jak najbardziej, ale ,,chłopaki"? Coś wyraźnie się kroiło...*...wiem, że daliście z siebie wiele...Po za tobą, Meier *Cheewazz zgromił podoficera wzrokiem* Ale musimy się jeszcze trochę wysilić. Przed nami stoją oddziały wroga. Moglibyśmy zamknąć je w okrążeniu, gdyby nie fakt, iż 3 Batalion dał nogę po pierwszym spotkaniu z wrogiem. Von Eicke przemieszcza swoje oddziały na północ, a my mamy zająć się majorem Ferdinandem von Ritter-Kremenhof.
Musimy działać szybko, bo zmiana kierunku natarcia go zaskoczy i to może być naszym atutem. Spróbujemy wykorzystać to na maksa. Zaatakujemy z dwóch stron. Mocniejszy atak od północnego-wschodu poprowadzę ja na czele 200 osobowego oddziału. Moim celem będzie zabezpieczenie manewru von Eicke, by wróg nie atakował jego flanki.
Natomiast Podkówka na czele 50 osobowego oddziału zaatakuje ze wschodu. Mój atak nastąpi o 18. Podkówka zaatakuje o 18.20. Celem naszego manewru jest odrzucenie wroga od von Eicka i jak najlepsze wykorzystanie zaskoczenia. Tak więc chłopcy- nie bawimy się w krycie po lasach tylko atakujemy z poświęceniem- musimy ich solidnie odepchąć, tak byśmy to my znaleźli się na szczycie a oni na zboczu. Wtedy zyskamy strategiczną przewagę.
Wykonać!
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Edytowane przez Cheewazz Khadil dnia 24-07-2012 00:30
Tanter dopijał kawę siedząc na polowym krzesełku w na obozowisku Batalionu.
-K***a. Ale akcja.
-Ledwo uciekliśmy - powiedział porucznik Klimecki stojący oparty o drzewo 2 metry dalej - Po co się pchaliście tam?
-Byliśmy pewni że mamy dobrą sytuację. Teraz trzeba się szykować na kontratak.
Porucznik Tanter wstał i pdoszedł do miejsca gdzie siedzieli pozostali żołnierze jego kompanii.
-Żołnierze! Było ciężko, ale mocnośmy ich ogryźli, teraz się wycofaliśmy, ale zaraz wracamy do gry i pomożemy Słowińskiemu. Połączcie mnie z majorem. Potrzebuję rozkazów.
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 24-07-2012 01:11
-Tu major von Ritter-Kremenhof, tak? Jakie rozkazy? przecież dopiero uratowaliśmy wam tyłki. Zebrać wszystkich, poustawiać i okopać, bo saperzy Khadila mogą knuć jakiś kontratak. Dobrze się przygotuj. z boku pilnuje cię porucznik Leidenberg i pilnuje tych mięczaków Kyriełki. Słowiński już się prawie stamtąd zebrał.
gen. Giovanni Ngobo Duarte
Edytowane przez Giovanni Duarte dnia 24-07-2012 01:13
Porucznik Tanter z grymasem odłożył słuchawki radiostacji. Wstał.
-Trzeba się przygotować na ewentualny kontratak! Rozstawić moździerze! Okopać się! I wykorzystać ten wyschnięty rów z lewa! Niech siedzą tam UKM-y. Z prawa spróbujcie wykorzystać przy obronie te drzewa. Niech pluton Dziubińskiego stoi z tyłu. I niech do Dziubińskiego pójdą wyborowi. Musimy odeprzeć ten atak. A w tych co w tych kępach rosną, nie wiem jak to się zwie, krzakach niech siedzą ludzie z RPG.
Porucznik usiadł na trawie.
-A wy idźcie i powiedzcie Klimeckiemu że lepiej żeby się okopali tutaj obok to łatwiej będzie się bronić. - Zwrócił się do 2-ki szeregowych.