Postów: 154 Miejscowość: Andriejgrad Data rejestracji: 17.08.11
Dodane dnia 17-05-2013 18:44
- Oczywiście, że tak, donie Khadil - odpowiedział major. - Wszystkie rozkazy można wykonać, jeśli tylko się chce - zacytował kaprala, którego poznał jesienią. - Jeśli don pozwoli, powiem wszystko swoim ludziom.
Dowódca kompanii zebrał swoich podwładnych i wszystko im wytłumaczył:
- Nasza kompania otrzymała już konkretne zadanie. Bardzo się cieszę, bo nudziło mi się siedzenie i przekładanie papierków. Pierwszy pluton ma zdobyć dwa posterunki wrogich sił, oznaczone jako Eglen-4 i Eglen-5. Dam porucznikowi mapy, gdzie to jest. Drugi i trzeci pluton będą zabezpieczać główne siły naszej armii. Pierwsza i druga sekcja z drugiego plutonu na tył kolumny, trzecia i czwarta na przód, W trzecim plutonie po dwie sekcje na skrzydło, dowódcy pilnują, żebyście się nie pogubili. Rozumiecie? - spytał.
- Tajes! - padła szybka odpowiedź jednostki.
Nigdy nie opuszczę Osterii.
książę major Michaił Andriejew
dowódca Kompanii Piechoty Morskiej
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 18-05-2013 10:53
g. 5:50
Małe kutry mocno chybotały się po falach oceanu. W głębi wyspy słychać było dym i wybuchy, co jakiś czas odrzutowce pikowały i niszczyły kolejne punkty obrony. W zachodniej części wyspy, do stromego wybrzeża trzy stateczki dopłynęły niezauważone ( kto o zdrowych zmysłach pilnowałby tak nieprzystępnej dla armii terenów?) i grupa 50 spadochroniarzy, po zrzuceniu pontonów, dopłynęła do kamienistej plaży. Zaraz za nią czekały ich do przejścia ponad 300-metrowe, strome wzgórza, skały i na koniec gęsty las. Po drodze natknęli się jedynie dwa razy na pojedynczych strażników. ich dowódca kazał im powoli. I tak przeszkody naturalne poważnie spowalniały marsz. Po godzinie natknęli się na drewnianą wieżę obserwacyjną i nie oznaczony nigdzie drobny posterunek. Schowali się w gęstych krzakach. Zaobserwowano 5 bojowników uzbrojonych w RKM. Sygnał do ataku dał snajper, który pojedynczym strzałem z Dragunova zakończył życie strzelca RKM. Zanim tamci się zorientowali, pało kilka strzałów. Następny piratów padł na ziemię skoszony serią z AK. Natychmiast trzech pozostałych, rzuciło broń. Szli dalej...
Tymczasem zaczął się zrzut spadochroniarzy. Lotnictwo bardzo dobrze po raz kolejny wykonało swoją robotę, wyrzucając wszystkich w promieniu od 0.5 do 1.2 km od bazy piratów. Już podczas opadania na spadochronach żołnierze widzieli, co ich dowódca z Diazem zrobili z bojownikami w ich melinie. Maskara ! Tym razem wszyscy prawie opadli na rozległe polany i obyło się bez zaginionych i głupich wypadków przy lądowaniu. Zebrali się razem i cała setka wyruszyła szybkim marszem w kierunku drogi Gordwig - Bergo. g. 7.40 Przy samej szosie natknęli się na kilka niezorganizowanych grup wroga. Kilkuminutowa strzelanina i mogli wyjść na drogę. Spadochroniarze mieli 4 rannych. Zabili 5 piratów, 12 wzięli do niewoli. Po wyjściu podzielili się na dwie grupy. na czas dojechały 4 pick-upy. Cztery? Miało być 10 ! Reszta jeszcze nie wyładowana... Podjęto decyzję, że musi wystarczyć to co mają. Rozdzielone grupy zaatakowały posterunki Eglen 3 i 6...
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Postów: 154 Miejscowość: Andriejgrad Data rejestracji: 17.08.11
Dodane dnia 18-05-2013 14:20
18 maja 2013 r., godz. 5.28, około 500 m od posterunku Eglen-4
Mały stateczek powoli sunął po tafli wody. Nie był to kolejny kuter patrolowy. Na pokładzie znajdował się 23-osobowy pluton piechoty morskiej. Jego zadanie było proste - desantować się na brzegu, po czym sekcja pierwsza zaatakowałaby pobliski posterunek Eglen-4, a reszta, to jest sekcje druga i trzecia oraz dowódca plutonu, zaczekałaby na kompanów.
Wszystko szło zgodnie z planem - po desancie sekcja pierwsza wyruszyła w stronę posterunku. Były to małe siły, zaledwie dziewięciu piechociarzy, ponieważ zgodnie z informacjami, w placówce znajdowało się ośmiu obrońców bez ciężkiego sprzętu.
Dwadzieścia metrów od posterunku zostali zauważeni. Otwarto do nich ogień z dwóch karabinów maszynowych i paru pistoletów maszynowych. Desantowcy padli na ziemię i zaczęli się czołgać, z trudem unikając gradu pocisków.
- Kurwa mać! - wrzasnął dowódca sekcji, sierżant Morozow. - Mówili nam, że te chuje nie mają nic dobrego!
Po krótkiej chwili pierwszy żołnierz, jeden z szeregowych, został trafiony i zmarł. Zostało to jednak kilkukrotnie odwzajemnione, bowiem rozemocjonowany pododdział również podjął walkę i wkrótce na ziemię osunęli się strzelec km-u, jego amunicyjny oraz dwóch obrońców z pm-ami.
Opuszczony karabin został jednak szybko przejęty i nowy strzelec co prawda wyraźnie nie był specjalistą od strzelania z takie broni, jednak mimo wszystko utrudnił szturmowcom atak na budynek. W międzyczasie trafiono kolejnych trzech Eskwilińczyków,w tym sierżanta Morozowa, zatem sekcja liczyła już tylko pięciu ludzi dowodzonych przez kaprala.
Rozpaleni wolą zemsty za poległych towarzyszy jeszcze odważniej strzelali do broniącej się obsady posterunku, zaś ta, licząca już tylko czterech ludzi (dwóch kaemistów i dwóch amunicyjnych), nadal starała się zniszczyć atakujące siły.
Wkrótce zastrzelono obu strzelców, zaś ich pomocnicy szybko doskoczyli do zostawionej broni. Bardzo to zaskoczyło pozostających jeszcze czterech piechociarzy (dwóch kaprali i dwóch starszych szeregowych), liczących na poddanie się w i tak przesądzonej walce.
Niewykwalifikowani z zakresu strzelectwa amunicyjni nie stanowili problemu dla eskwilińskiego desantu, który szybko pozbawił ich życia i wszedł do środka posterunku. Po nieznalezieniu niczego przydatnego poza karabinami maszynowymi pododdział powrócił na wybrzeże.
- Co się stało? - spytał przerażony dowódca plutonu. - Poszło dziewięciu, wróciło czterech? Co tam takiego było?
- Dwa kaemy, a co? - odparł kapral de Chalette.
Niezbyt dobrze mi wyszło, ale pisałem to, co mi w danej chwili przyszło do głowy.
Nigdy nie opuszczę Osterii.
książę major Michaił Andriejew
dowódca Kompanii Piechoty Morskiej
Edytowane przez MichailA dnia 19-05-2013 15:19
Wyszło naprawdę dobrze Jeszcze napisz o zdobywania drugiego posterunku
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Postów: 61 Miejscowość: Jeziorno Data rejestracji: 03.12.12
Dodane dnia 21-05-2013 22:46
Kolejne dwa loty i ostrzał. Wyszukiwałem w pobliży drogi samochody, posterunki lub grupki piratów i bez ostrzeżenia strzelałem z działka lub z lekkich rakiet. Każdy taki ostrzał zmniejszał ich liczbę i nasze ewentualne straty. Walki o tę Bergo ciągnęły się już za długo. A ja już w swoim Il-e nie miałem co bombardować, bo wszyscy pochowali się w lasach albo nie miałem pewności, czy to nasi, czy oni. Pomyślałem, że jak wróci de Sigmund na lotnisko, to spytam go, czy nie mógłbym już atakować celów na Maariennnhamie. Tam jest dużo do niszczenia.
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 22-05-2013 23:48
Don Adam de Sigmund właśnie zastanawiał się jak poczynają sobie jego spadochroniarze. Niebawem chyba do nich dołączy. Tymczasem otrzymał gratulacje od admirała von Weremana, gdyż znaleziono szczątki piątego strąconego przed dwoma dniami przez niego samolotu wroga tuż przed zajęciem lotniska Hassle. Oznaczało to, że od tej pory otrzymuje on tytuł "asa" i ma prawo do własnego, osobistego godła na samolocie myśliwskim. Po Godzinie spędzonej na malowaniu powstało odpowiednie godło pod kokpitem:
Na zegarze w kantynie na lotnisku wskazówki wskazywały godzinę 6:21
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Edytowane przez Adam de Sigmund dnia 22-05-2013 23:48
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 24-05-2013 00:53
g. 6:39
Spadochroniarze de Sigmunda zebrali się w jedną grupę i wtargnęli do bazy. Kompletnie porozbijane mury, zawalone budynki i zburzone ściany wraz z płonącymi samochodami na dziedzińcu przedstawiały okropny widok. Mnóstwo ciał, porozrzucanych, pokaleczonych i trudnych do zidentyfikowania. Lotnictwo trochę dało czadu, nie ma co... Przeszukano wszystkie budowle i magazyny. Mimo wielu zniszczeń, ocalało większość sprzętu, gdyż był w garażu, który był dobrze zabezpieczony. Przejęto osiem ciężarówek, pięć pick-upów, trzy inne samochody osobowe, dwa BTR-70 oraz nietknięte dwa T-55 (niestety wymagające małej naprawy) i dwa BMP-1. Spod gruzów wydobyto kilkanaście KM,trzy moździerze, kilka granatników, oraz sprawne dwie haubice D-30 kal. 122 mm ! Mnóstwo pocisków, amunicji i paliwa. Było tego tyle, że nie opłacało się tego wywozić, bo nie byłoby gdzie to składować. Szybko przetrząśnięto cały kompleks, wyłapując ostatnich 6 maruderów, którzy się poddali bez walki i ugaszono pożary. Dowódca spadochroniarzy nakazała w miarę możliwości naprawić i sprawdzić pojazdy oraz przemalować je na eskwilińskie. g. 7:47
Musiano zostawić liczny garnizon, który broniłby bazy. Na szczęście, akurat dotarła grupa spadochroniarzy którzy przebrnęli przez bagna oraz oddział Wallenrode. Zmontowano pośpiesznie 80-osobowy oddział, który wyruszył drogą okrążyć i podjąć atak na Gordwig. Jadąc z 1 BTR-70, 5 pick-upami i 1 BMP-1. Zaraz za nimi oprócz szybko maszerującej piechoty zebrano doraźnie obsługę działa i zabrano jedną ze zdobytych haubic ciągniętą przez ciężarówkę. Do Gordwig zostały cztery kilometry...
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 24-05-2013 01:25
De Sigmund uważnie zrzuca bomby...
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Edytowane przez Adam de Sigmund dnia 24-05-2013 01:37
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 24-05-2013 01:49
A tu z drogi koło Bergo (zniszczona kolumna pojazdów bandytów):
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Edytowane przez Adam de Sigmund dnia 24-05-2013 01:50
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 25-05-2013 15:41
Kolumna uważnie poruszała się wolnym tempem. Po obu stronach rosły drzewa, wysokie krzaki. Były też rowy melioracyjne i nierówności terenu, które sprzyjały różnego rodzaju zasadzkom. Nic jednak się nie wydarzyło. Raz mijali dwa palące się wraki rozbitych pickup-ów z widocznymi oznakami ataku z powietrza. W środku pojazdów i obok naliczono pięć ciał...
O godzinie 7:53 pojawiły się w oddali zarysy małej osady. To Gordwig. Odczepiono zdobyczne ZPU-4 i wraz z grupą kilkunastu piechurów, toczono sprzężony karabin przeciwlotniczy w małym sadzie na skraju wsi ze strony wschodniej. Jeden pick-up z takim samym liczebnie oddziałem zabezpieczył stronę zachodnią, która była zupełnie odkrytym teren pola kapusty i ziemniaków. BTR wraz z dwa samochodami terenowymi objechali teren lasem, żeby byli niewidoczni i zatarasowali jedyną drogę wyjazdową z osady. Główna grupa, składała się z 40 żołnierzy, BMP-1 i dwóch pick-upów.
Pięć minut po godzinie ósmej ruszył atak. Wszędzie panowała cisza, co dało do zrozumienia, że obrońcy nie zauważyli przygotowań. Pojazdy grupy uderzeniowej szybko zbliżały się do zabudowań. Dopiero gdy prowadzący oddział pick-up był o zaledwie 200 metrów o pierwszego zabudowania, stojący przed domem bojownik krzyknął coś. Kierowca nie zwolnił. Tamten ściągnął karabin, ale nie zdążył nic zrobić, bo z paki otworzył strzelec otworzył ogień z ckmu, ścinając krótką serią wartownika. Strzały podziałały jak alarm. Z domu oddalonego o 400 metrów wybiegło trzech piratów. Pick up zjechał na bok. Drugi skręcił za domem chcąc okrążyć budynki będące po prawej stronie. Piechota na chwilę położyła się przy zaroślach, ale zaraz nadjechał BMP-1. Do trzech piratów z rowu dołączył też jeden ze wschodniej części, strzelający z CKM., z okolic dużej stodoły. Padło kilka głośnych komend. W tym czasie BMP-1 z ponad 20 żołnierzami za sobą otworzył ogień z armaty 73mm w okolice rowu. Mimo małego kalibru działa, stanowisko strzeleckie nie było niczym osłonięte i dwójka bojowników zginęła na miejscu. Z okolic strzelającego ckm-u na atakujących spadły dwa granaty, chwilowo zatrzymując atak. Dobrze zamaskowany ckm nie dawał zbyt wielkiej swobody. W obawie przed granatnikami, BMP-1 też się cofnął. I z tamtego kierunku wybiegło nagle czterech piratów strzelających z bliskiej odległości. Zaskoczyli atakujących i szybko skosili jednego żołnierza, dwóch następnych leżało rannych we krwi. Na szczęście obsługa ZPu-4 była czujna i otworzyła ogień. Grad kul kal. 14,5 mm dosłownie rozerwał na strzępy wszystkich śmiałków. Z północy nadjechał BRT ze swoją grupą. Tamci dostali się pod symboliczny ogień i bez strat zabili 2 bojowników, 5 im się poddało. Pozostał problem ckm-u i rozproszonych grupek obrońców. Stanowisko wrogiego KM znajdowało się na tyłach dużej stodoły i murowanego budynku gospodarczego jakiegoś rolnika. oprócz obsługi gniazda KM, było tam co najmniej 4 innych piechurów w murowanym budynku strzelającym z okien. Podchody o zbliżenie się do nich trwały 20 minut. Podjechał BRT, ale tamci rzucili granaty przeciwpancerne, które wybuchły bardzo blisko, więc atak pojazdami wykluczony. A podczas kolejnych skoków, trzech żołnierzy zostało trafionych, jeden wkrótce zmarł... Strzelali długi seriami, nie pozwalając za wiele i irytując dowódcę grupy. W końcu, o 8.40 jeden z szeregowych celnie rzucił granat i zlikwidował uporczywy CKM. Gordwig zajęte. Eskwilińczycy stracili 2 zabitych i 9 rannych. Jeden z pick-upów został poważnie uszkodzony ogniem z CKM-u. Naliczono 11 zabitych piratów, 26 wzięto do niewoli, w tym 10 rannych. Zdobyto trzy CKM, broń strzelecką i ciekawy mapnik....
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Armia Khadila dotarła do Gordwig z dużym opóźnieniem. Powodem były powolne działanie piechoty morskiej, która długo zwlekała ze zdobyciem drugiego z posterunków, którym przejęcie było niezbędne do bezpiecznego przejścia przez drogę.
Kiedy więc kapitan de Sigmund przekazał, iż spadochroniarza mają wystarczająco sił by uderzyć na Gordwig, Khadil zdecydował o zmianie dotychczasowych planów. Zamiast zdobywać Gordwig wszystkimi siłami, zostawił pod miasteczkiem oddział 40 żołnierzy piechoty, który miał wspierać atak spadochroniarzy, skupiając część wrogich oddziałów na sobie.
Reszta armii minęła Gordwig i skierowała się do portu Bergo, który miał być ostatecznym celem operacji.
Godzina 7.30 okolice bazy Eglen-1
W tym samym czasie porucznik Wallenrode przemiarzał wraz ze swoim oddziałem pustkowia pozostałe po bombowym nalocie eskadry de Sigmunda. Jego celem było wzięcie do niewoli jak największej ilości piratów i zabezpieczenie tyłów wojsk Cheewazza. Zabezpieczać nie było przed czym, gdyż baza została niemal zmieciona z powierzchni wyspy. Nieliczni żołnierze, który przetrwali zostali szybko wzięci do niewoli. Jeszcze bardziej nieliczni, którzy zdołali się przegrupować, zostali rozbici przez siły dodatkowego desantu zachodniego, wspartego ostrzełem z rateli pod dowództwem Wallenrode.
Jednak liczba 23 jeńców nie robiła wrażenia, w obliczu tego, iż trzy razy większa liczba bojowników została zabita przez bomby burzące i zapalające lotnictwa...
Godzina 9.16 droga wiodąca do Bergo- 2 km od centrum miasta
Armii Khadila udało się w końcu osiągnąć Bergo. Wrogie oddziały trzymające ten port, przerażone rozmiarami swojej klęski posunęły się jednak do niegodziwości. Awangardę wojsk Khadila powitała 10-osobowa delegacja piratów. Każdy z nich trzymał jednego zakładnika- cywila. Na oczach żołnierzy 5 cywilów zostało pozbawionych życia jako demonstracja determinacji bojowników. Piraci oznajmili, iż armia eskwilińska ma się wycofać z wyspy, inaczej co godzina będzie ginęło kolejnych 5 cywili.
Khadili po szybkich konsultacjach z dowództwem oraz po krótkich negocjacjach z piratami ustalił, iż wojska eskwilińskie wycofają się w przeciągu 3h, jeśli piraci nie uśmiercą w tym czasie żadnego cywila. Wróg przystał na układ. Wojska eskwilińskie faktycznie wycofały się w tym czasie z wyspy, kierując się zasadą, iż dobro cywilów jest najważniejsze.
Dzień 4, 7.05.2013r, g.01.27 przestrzeń powietrza nad Bergo
Jednak armia wcale nie postanowiła dać za wygraną! Czas przekazany na wycofanie wykorzystała na zebranie informacji o wrogu od cywilów wyzwolonych w Gordwig. Uzyskała dzięki temu dokładne informacje o położeniu kwater oficerskich piratów w porcie Bergo. W tym kwatery samego przywódcę lokalnych oddziałów Hugo Alvareza. Teraz, zasłużony podbatalion spadochroniarzy dona de Sigmunda szykował się do wypełnienia trudnej i newralgicznej misji, której stawką było opanowanie wyspy...
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 30-05-2013 18:58
g. 1:12
Lotnisko Hassle. Na pasie startowym w równym rządku stało 150 spadochroniarzy. Tylko tylu można było z czystym sumieniem póki co powierzyć desant z powietrza. Wszyscy walczą bardzo dobrze, ale pozostała setka nie ma jeszcze takiej wprawy. A to za delikatna i skomplikowana akcja, by ryzykować. De Sigmund dostał od Admirała wyraźny rozkaz - zaatakować najpierw dowództwo obrony, w razie problemów, utworzyć obronę pierścieniową i podjąć walkę z wrogiem. Wszystkich bojowników może być około 250. Spadochroniarze nie mogli liczyć niestety na ciężki sprzęt i także raczej tez nie na wsparcie lotnicze, w końcu walki tuż obok i w samym mieście.... Ale na wszelki wypadek Diaz będzie krążył. De Sigmund liczył na to, że wróg rozproszył oddziały po całej wyspie. W razie czego Diaz będzie ich atakował z góry i opóźniał marsz, niszczył kolumny. Tylko żeby nie mieli pod ręką zbyt wielu transporterów i nie daj Bóg jakiś czołgów czy dział ! Sami spadochroniarze nie będą mogli czym im odpowiedzieć...
Na pasie startowym stały dwie grupy samolotów. Najpierw miały wystartować siły, które miały zająć kwaterę ich dowództwa i system łączności, który znajdował się dwa kilometry za miastem, na wzgórzu przy starym, opuszczonym osiedlu rybackim. Do tego zadania De Sigmund wyznaczył dwa Iły-14 i jeden AN-2. 55 najlepszych spadochroniarzy. Pozostała setka miała lądować w dwóch miejscach tuż pod Bergo, lecąc w ogromnym AN-12 i tymi dwoma IŁ-ami 14, które wrócą. Dowódca Sił Powietrznych osobiście wybrał się pierwszą grupą. Osobiście skręci kark tym łotrom, którzy rozkazali strzelać do cywili... Ubrał mundur polowy kapitana, oprócz pistoletu zabrał AK_74 i wsiadł do AN-2. O 1:30 ruszamy, jeszcze kilka chwil...
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 03-06-2013 12:30
Zbliżała się godzina dotarcia. Samoloty leciały równo na małej wysokości. De Sigmund dał wcześniej znak pilotom, którzy tuż przed miejscem skoku wyłączyli silniki, by nie hałasować. Zapaliła się zielona lampka. Kapitan otworzył drzwi. Do środka wpadło ciepłe, majowe powietrze. Spojrzał na doświadczonego plutonowego Witecha. On otwierał zrzut. Zaczęło się...
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Edytowane przez Adam de Sigmund dnia 03-06-2013 12:41
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 07-06-2013 09:29
g. 1:44
Kilka chwil po wylądowaniu de Sigmunda zalała krew. "Oczywiście piloci musieli spartaczyć sprawę"! Jego grupa została zrzucona jeszcze blisko kwater dowództwa bojowników, na wzgórzu. Ale reszta Kompanii w pozostałych samolotach została zrzucona w jakieś dziwne miejsca !
Adam dowodził bezpośrednio 1 plutonem. 2 pluton został zrzucony w lesie po przeciwległej stronie wyspy, z 3 nie było łączności, a 4 jest rozproszony w małych grupkach gdzieś pod Gordvig. Cudownie !
Nie ma czasu, żeby narzekać. Czas działa na niekorzyść. Na szczęście póki co obrona wyspy nie zorientowała się chyba, że mieli desant powietrzny. Kapitan de Sigmund zebrał cały swój pluton (50 ludzi), plus kilku z 3 plutonu (8 spadochroniarzy wylądowało jakimś cudem tam gdzie oni !) i ruszyli zboczem w kierunku kwater.
g.2:04
dotarli do kompleksu budynków. Mimo małej liczebności, de Sigmund zdecydował się zaatakować i licząc na efekt zaskoczenia - wtargnąć do środka i pojmać lub zabić ich dowództwo. Przed umówionym sygnałem ataku powiedział do wszystkich jeszcze kilka zdań.
-Panowie, jest nas niewielu, póki co nie możemy liczyć na pomoc. Przy ataku róbcie najwięcej hałasu jak się da. Strzelajcie, podpalajcie, róbcie chaos i zamęt - nie mogę wiedzieć, że jest nasz ledwo 60. Musimy stworzyć wrażenie, jakby atakował cały batalion. Nie oszczędzajcie granatów, zróbcie im bajzel !
O 2;15 rozpoczął się atak. O jednoczesnej porze w dwóch miejscach cienkiego muru zostały wybite duże dziury z granatników przeciwpancernych. Na raz zaatakowano w tych miejscach. De Sigmund biegł z AK-74 wraz ze swoimi spadochroniarzami. Jego żołnierze rzucali granaty przez szyby i szybkim tempem posuwali się w kierunku największego budynku. Po drodze zastrzelili kilku wartowników i zupełnie zaskoczonych żołnierzy w baraku. Przy jednym z budynków stały dwa puste pick-upy z ckm. De Sigmund dał rozkaz.
-Niech sześciu ludzi idzie do tych aut i wystrzela całą amunicję jaką znajdziecie. Macie zrobić wielki hałas. Okrzyk zadowolenia, gdy dotarli na miejsce, świadczył, że znaleźli dodatkowe skrzynie z taśmami. Zaczęła się niesamowita strzelanina, przerywana wybuchami. Grupa de Sigmunda dotarła do budynku dowództwa. W tym czasie druga grupa podpaliła budynek wartowników przy wejściu. Jeden z żołnierzy wycelował RPG-7 w wieżę satelitarną. Chwilę później spadła na ziemię, rozpadając się na kawałki. Czyli na razie łączności nie będzie...
Kapitan wpadł ze swoimi do budynku. W pierwszym pokoju otworzył drzwi i zauważył wrogiego żołnierza. Obaj wyciągnęli km, ale de Sigmund był lepiej przygotowany. Krótka seria trafiła przeciwnika w korpus i padł na ziemię. Z okna widać było nasilającą się strzelaninę na dziedzińcu. Trzeba się śpieszyć....
C.D.N
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 08-06-2013 01:24
g. 2:22
De Sigmund prowadził grupę wgłąb korytarzy. Co chwila wyskakiwali zza rogu pojedynczy przeciwnicy, zazwyczaj kończyło się na szybkiej eliminacji wroga celnymi seriami. Kapitan miał ten komfort, że jego ludzie byli naprawdę nieźle wyszkoleni. Kilka minut później jego oddział dotarł do dużego pomieszczenia, które prawdopodobnie było kantyną/ świetlicą. Rozgorzałą dłuższa wymiana ognia, gdyż w środku było 4 bojowników. W ciasnych pomieszczeniach ilość i przewaga nie ma aż takiego znaczenia, trudniej ją wykorzystać. By nie tracić ludzi musieli poczekać i metodycznie eliminować każdego stojącego na przeszkodzie. Poszły w ruch granaty...
Dwóch spadochroniarzy rannych, ale 4 trupy i wolna droga stałą już przed wszystkimi...
.....
g. 2:41
Z dziedzińca dobiegała ich coraz gwałtowniejsza strzelanina. Zostały im jeszcze dwa piętra do sprawdzenia. Zrobił krótki postój, włączył mikrofalówkę.
-Tu oszczep, tu oszczep, gdzie jesteś - pluton 3?
Brak sygnału
Powtórzył z plutonem 2
Najpierw słyszał trzaski, potem cichą odpowiedź:
-Panie kapitanie, pluton 2 natknął się na wroga w okolicy ruin bazy.
-Przecież to 12 kilometrów stąd!
-Wiem Panie kapitanie, ale niewiele mogę zrobić
-Wezwij Diaza, nich ich sieknie z góry jak da radę... Ilu ich jest? Jakie straty?
-Około 50-70. Mamy jednego zabitego i czterech rannych. Zauważyliśmy ich jak jechali w waszą stronę, zrobiliśmy zasadzkę. Na drodze leży ze dwadzieścia ciał
-Dobrze. Wstrzymuj ich. Oszczędzaj ludzi.
-Tak jest.
Próba z plutonem 4
-Porucznik Sudowski przy radiu
-Tu de Sigmund, co z wami? Gdzie jesteście?
-Omijamy właśnie Bergo.
-Przenieś meldowaliście mi, że widzicie zabudowania Gordvig?
-Okazało się, ze to Bergo
-To zupełnie zmienia postać rzeczy... Co tam się dzieje?
-Sporo bojowników się kręci po mieście, chyba zbierają się do was. Widziałem ciężarówki i inne auta. Raczej nas wyprzedzą.
-Kurcze blade.... A dalibyście radę zająć port i magazyny?
-Może z zaskoczenia...Ale co potem?
-Wiem ! Zdobądźcie port, doki i magazyny. Rozpalcie w kilu miejscach na przedmieściach ogniska, wyślijcie kilku ludzi, żeby zrobili zamieszanie w mieście. Potem podpalcie kilka stosów opon w porcie.
-yyyyy... Po co panie kapitanie, jeśli można spytać?
-Spalone opony widać z daleka. Zanim to zrobicie, bezie świtać. Wszyscy będą widzieć, że nad Bergo unosi się dym. Zbajerujemy ich. Musimy wprowadzić chaos. Na razie nasze oddziały są rozproszone i zagrożone eliminacją. Potrzeba nam forteli, by przetrwać.
-Tak jest !
De Sigmund oddał żołnierzowi radio. Zostały dwa piętra. Na najwyższym - gabinet dowódcy. Kapitan z niezadowoleniem zauważył, ze brakło mu amunicji do AK. Odłożył broń i wyciągnął z kabury Berettę. Idziemy dalej....
C.D.N.
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Walki trwały krótko. Po niewielkich startach de Sigmund i inne oddziały opanowały wyspę. Zdecydowana większość bojowników poddała się, reszta uciekła. Tylko nieliczni stawiali symboliczny opór.
Na wyspie Maarienhamm tamtejsi dowódcy stwierdzili, że nie mają szans. W nocy z 20 na 21 maja próbowali uciec statkiem, ale został przejęty, przez korwetę Tur. Na wieść o tym liczni bojownicy podjęli próbę ucieczki z wyspy, zazwyczaj w kierunku Skarlandu. Wsiedli na statki i wypłynęli 22 maja. Zostali jednak dostrzeżeni o świcie przez dona Diaza na północ od Osterii. Konwój został doścignięty przez flotę i po krótkiej walce przejęty.
Archipelag był wolny. Armia w celu normalizacji sytuacji zostawiła tam część oddziałów i przyjęła zbuntowane terytorium do państwa. Operacja "Goliat" zakończyła się całkowitym sukcesem
"Ostatecznym celem i istotą państwa jest potęga, a jeżeli ktoś nie potrafi zmierzyć się z tą prawdą, powinien trzymać się z dala od polityki."
Heinrich Gotthardt von Treitschke
Admirał Maximilian Wilhelm Gottlieb Alexander Reinhold Lothar Guido Theodor Hans Siegfried Albrecht Christian Friedrich Arnold Wolfgang Bernard Heinrich August Otto Freiherr von und zu Wereman