Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 20-03-2012 22:00
Czułem się już świeżo. Wyspany, doprowadzony do porządku. Od czasu odbicia z rąk terrorystów minęły trzy dni. Jak zapowiedziałem, jeden odpoczywałem, a potem już tylko praca, praca... Szczerze mówiąc, to mimo kolejnej kadencji, jeszcze nie brałem urlopu jako Prezydent. Wziąłbym go, ale nie zaraz po wyborach. Tyle się dzieje.
Spojrzałem na biurko. Właśnie zacząłem na laptopie pisać artykuł dla dona Lipunusa do Monitora. Dawno nie komentowałem bieżących wydarzeń...
Po chwili postanowiłem, że skończę jutro. Na zegarku wskazówka wskazał godzinę osiemnastą piętnaście. Za kwadrans przyjedzie don Velicky. Trzeba ustalić kilka kwestii dotyczących absolutorium dla Rządu Lupinusa. Zajrzałem do eleganckiego kalendarza obitego w skórę. No tak, potem o dwudziestej przyjedzie generał von Wereman. Czeka mnie ostra rozmowa z oficerem. Ale to potem.
Otworzyłem barek. Obok szklaneczek z alkoholami stał mały humidor. Oprócz ogromnego zapasu cygar w specjalnym pomieszczeniu na dole, miałem zawsze "coś" pod ręką. Wyjąłem grubego Jese L. Piedra Esplendidosa. Otworzyłem okno. Miły, ciepły, kwietniowy wieczór. Tylko gdzie jest moja gilotyna?
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Skocz do Forum:
Logowanie
Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem? Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.