Jesień na tropikach. Nie huczało. Nie wiało. Nazwać to można konkretnym wnerwieniem się wód Oceanu. To był po prostu bardzo mocny sztora (9 skl. Beuforta), który miał zadatki na tajfun.
Nasza łajba już wtedy wyglądała bardzo źle. Nasz szkuner bermudzki pomimo ucieczki do portu, złmał szybko jeden z dwóch masztów. Potem, miotany przez wysokie fale i ciągnięty przez prądy, przechylał się niebezpiecznie na jedną i drugą stronę, tracąc masę olinowania. Zeszliśmy pod pokład, bo i tak niczego na nim nie moglibyśmy zdziałać. A fale mogłyby zabrać ze sobą w ciemną toń wody któregoś z nas. Kapitan Royer właśnie szedł do szkafuta gdy my w forkasztelu usłyszeliśmy trzask spadajacego na pokład drugiego żagla, który zrobił dziurę na śródokręciu. "Krista: przechylia się na sterburtę.
Kilka godzin później.
Z 24 członków załogi uartowało się nas 5. Zginęli wszyscy oficerowie. Najwyższy stopniem byłe ja, młodszy nawigator. Zebtraliśmy się w koło i postanowiliśmy.
-Od tej pory zaczynamy nową epokę w naszym marynarskim życiu. Tak?
Gromkie uura było potwierdzeniem. Od rybaków dowiedzieliśmy się, że Krista zatonęła kilka mil od wybrzeży Eskwilinii, która jakiś czas temu tutaj była Osterią. Czek nas chyba ciekawa przygoda.
Pogładziłem krótki zarost i wraz z ocalałymi poszliśmy w poszukiwaniu jedzenia.
Prezes Sądu Najwyższego
"For there is none of you but will hang me, I know, whenever you can clinch me within your power."
Póki co tylko ryby i owoce leśne. To jest podtaswą naszych posiłków. Wieczorem zebrałem kompanów i zapowiedzuiałem im:
-Wychodzimy do ludzi. Musimy trafić na jakis port, zaciągnąć się, umyć, porządnie zjesć i w końcu pójść na panienki.
Nikt nie protestował przeciw tym planom.
Prezes Sądu Najwyższego
"For there is none of you but will hang me, I know, whenever you can clinch me within your power."
Stara łajba rzucała na boki w porcie. Po Kriście przyszedł czas na nowe chrzciny.
- Teraz już coś mamy! Otrzymałem obywatelstwo, tak jak wy i mam nadzieję, ze razem zbudujemy coś nowego z Blokiem Rojalistów! - wznosząc toast.
-Więc, więc nazwijmy nowy okręt po prostu "Monarchą".
Długo piliśmy.
Kilka godzin później.
-Homer, homer!
-No
-Nie no, tylko słucham dostojnie Panie. Czy nie pamiętasz, że mam nadane szlachectwo?
-No ta, ale się z tym nie afiszowałeś
-Bo majątku już nie ma, a to zwykłe nadanie coś a la "rycerz" lub "Pan" a nie jakiś hrabia czy baron. Szkoda, ale dobre i to.
-No i co z tego?
-Głupi jesteś jednak jak cholewka od używanych sandałów mnichów z Kirgistanu. Jesteśmy rojalistami, nie pamiętasz? Nieważne i tak już się ciebie nie zreformuje. Homer, masz okazję się wykazać - leć zrobić coś do jedzenia, tylko w try miga!
Prezes Sądu Najwyższego
"For there is none of you but will hang me, I know, whenever you can clinch me within your power."
*Cheewazz podążał pospiesznym, sprężystym krokiem w kierunku zacumowanej łajby Bizena. W jednej ręce trzymał flaszkę. W drugiej podobnież. Na ustach malował się uśmiech zapowiadający nadchodzące fetowanie. Jeszcze nie wiedział co będą dziś świętować z nowo poznanym kompanem. Wiedział jednak, iż uroczystość nie skończy się szybko. Kiedy dotarł pod łajbę Bizena krzyknął głośno*
Proszę o pozwolenie wejścia na pokład! *humor już mu dopisywał. A to był dopiero początek*
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Skocz do Forum:
Logowanie
Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem? Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.