Postów: 1373 Miejscowość: Łódź Data rejestracji: 19.07.11
Dodane dnia 13-09-2011 13:47
Eadan - postacią historyczną?
O odkryciu pod Lojangiem (ściśle zaś - w ruinach Formicynowa) było ostatnio głośno w środowisku eskwilińskich historyków i archeologów. Odkopany tam garniec gliniany z napisem ,,Eadan, pan kopalni" znów ożywił spory, które, zdawało się, zostały pogrzebane przez nowoczesną szkołę historyczną w latach 30. XX wieku. Czy Eadan, którego wszyscy znamy z bajek opawiadanych nam przez nasze matki i babki w kołyskach, naprawdę mógł istnieć? Czy wspomniany garniec z, jak się przyjmuje, IV w. n.e. (na co wskazują celtyckie napisy) jest dowodem na historyczność tej postaci?
Niektórzy ekswilińscy historycy dali się ponieść fantazji i już ogłosili ,,odwrócenie historycznych teorii" o 180 stopni. Tak np. w swej popularnej pracy o historii Wyspy zdaje się czynić imć don Piotr Wtorek-Bajka, czy znany ze spiskowych teorii don hrabia Duenikan. Tymczasem znalezisko można wyjaśnić o wiele prościej, niż przypisując prawdziwość opowieściom o Eadanie.
Jak wszyscy dobrze wiemy, najdawniejsza religia Eskwinian oparta była o kult bohaterów, przepełnionych szczególną mocą (,,gaial"). Wyspa, którą zasiedlili, chociaż podupadła w porównaniu z czasami celtyckimi, nie była zupełnie bezludna. Wskazują na to przekazy ustne z czasów Przyjścia, opisujące jak Wezel (w starszej historiografii zwany tradycyjnie Witoldem) pokonuje w bitwie autochtonów. Ci pierwotni mieszkańcy mogli przekazać rozmaite opowieści o mitycznym Eadanie-Celcie, które zostały przez Eskwinian przerobione na swoją modłę, zgodnie z tradycją kultu bohaterów.
Wzmiankowany garniec z celtyckim napisem może więc być dużo młodszy, niż się dotąd przyjmuje, sporządony już przez Eskwinian. Napis celtycki da się wytłumaczyć pochodzeniem legendy, zaś samo jego umieszczenie na naczyniu nie jest oznaczeniem właściciela, ale napisem kultowym. Tak jak sam garniec, wykonany ku czci bohatera zapewne w pierwszych latach VII w., gdy alfabet celtycki mógł jeszcze pozostawać w szczątkowym użyciu.
Takie wytłumaczenie zdaje się być najprostsze i najspójniejsze. Nie wyklucza ono oczywiście, aby niejaki Eadan istotnie żył w zamierzchłej przeszłości i dał asumpt do powstania legend. Brak na to jednak dostatecznych dowodów.
O klanach i rodach
Czytających kroniki Szczepana, a znających nieco historię i mitologię dawnej Eskwilinii, może zadziwić fakt, że w zmaganiach między tendencjami centralistycznymi i odśrodkowymi występuje aż tyle klanów dawnych mieszkańców Wyspy. Wiedzieli oni bowiem dotąd, że w tamtych czasach istniało siedem klanów Eskwinian, każdy posługujący się swoim własnym totemem: klan Orła, Niedźwiedzia, Wilka, Kruka, Lisa, Konia i Dzika. Tymczasem wspomniana kronika wymienia ok. 17 rozmaitych nazw własnych klanów. Jak wyjaśnić tę, od razu powiedzmy - pozorną, sprzeczność. Otóż nazwy wymienione przez dziejopisa nie są nazwami klanów totemicznych, a nazwami szczepów w obrębie tych klanów. I tak podbici przez Szczepana Mohenowie, Voltowie i Igneici byli krewnymi Esków, innymi gałęziami tego samego klanu Orła. Dlatego m.in. ich podbicie przyszło młodemu wodzowi tak łatwo.
Dla ułatwienia, podaję poniżej najważniejsze nazwy szczepów wzmiankowanych w kronice, wraz z przyporządkowaniem ich do właściwego klanu totemicznego:
klan Niedźwiedzia - Gertowie (z siedzibą w późniejszym Formicynowie)
klan Dzika - Mastifowie, Knurlowie (okolice Limby)
klan Kruka - Krucowie (Bonia)
klan Lisa - Lethowie, Nagrowie (Kalanar)
Klany Wilków i Koni, jako najbardziej oddalone na północ od miasta klanu Orła Eskwino, są rzadko wspominani w kronice.
O pochodzeniu Silinga Buntownika słów kilka
Zgodnie ze świadectem, jakie przekazał nam w XI w. podróżnik Golan, Siling II zwany Buntownikiem pochodzić miał z niskiego rodu. Samo w sobie nie przeszkadzało by mu to w sprawowaniu władzy na wyspie, gdzie u naczelników ceniono w szczególności ich osobiste szczęście i przymioty. Jednak zabieg, który ten zdolny wódz przedsięwziął, wskazuje o niemałym zmyśle politycznym jego samego lub jego doradców. Ponieważ Siling z pochodzenia był członkiem klanu Orła, a dokładnie Eskiem, postanowił on ,,wpiąć" się po objęciu tronu do genealogii naczelników tego bitnego szczepów, w której jako przodek obdarzony szczególną mocą figurował Szczepan (właściwie - Sipan).
W tym celu w dniu przesilenia letniego roku 998 zaprosił do siebie na ucztę ówczesnego naczelnika Esków Ulfrida. W jej trakcie sędziwy Ulfrid ,,rozpoznał" w Silingu swego własnego pierworodnego syna, rzekomo porzuconego w górach przez niegodziwą mamkę. Natychmiast przeprowadzono stosowne ceremonie religijne (przewodniczył w nich Ulfird, jako głowa rodu), ,,przywracające" Silinga na łono swego ,,prawdziwego" rodu.
Nietrudno przewidzieć, jakie korzyści uzyskał z tego tytułu Ulfrid. Zapewniono mu nietykalność jego dotychczasowych ziem, na których władał niepodzielnie do śmierci w 1007 roku, a jego synom udział w rządach nowego króla. Z tej ostatniej obietnicy Siling nie wywiązał się. Jeszcze w trakcie uroczystości żałobnych po śmierci Ulfrida, jego najstarszy syn o nieznanym imieniu został uduszony we własnym namiocie przez siepaczy króla, a pozostałych nieletnich potomków naczelnika oślepiono i uwięziono. Ich los jest nieznany. Prawdopodobnie zginęli po stłumieniu rebelii Adama.
Ciekawa historia o Silingu I, Marcinie, i pomysłowa systematyka eskwiniańskich plemion. Pamiętam, że szrajbnąłeś onegdaj szkic o religii Eskwinian. Mógłbyś go tutaj przekopiować?
Jeszcze jedno: nie zgadzam się w kwestii Eadana. Uważam, że istniał i przewodził pierwszej fali osadnictwa, nawet jeżeli wspominane przez Ciebie naczynie jest późniejsze. Kiedy powrócę do "Pocztu władców", dodam kilka słów nt. Eadana.
Havelock Jaskoviakus Anonimus -
PRN i PRR Brodę nosi się w sercu. (anonim)
Postów: 1373 Miejscowość: Łódź Data rejestracji: 19.07.11
Dodane dnia 13-09-2011 21:52
A więc mamy dwie szkoły historyczne spierające się Eadana To dobrze, spory w doktrynie nie są przecież tylko mikronacyjną specyfiką. Religię już wrzucam.
Postów: 197 Miejscowość: Eskwilingrad Data rejestracji: 17.02.12
Dodane dnia 22-02-2012 01:15
Moim zdaniem Eadan żył naprawdę, lecz jak to bywa, w ciągu wielu stuleci ludzie podkoloryzowali znacznie prawdziwą historię tej postaci. Zapewne był to człowiek który znalazł się w nie odpowiednim miejscu w nie odpowiednim czasie, pewnie był górnikiem, wiec można wnioskować, że w kopalni wydarzyła się jakaś potworna tragedia(np. zawalenie się stropu), a on w obliczu niebezpieczeństwa wykazał się bohaterstwem ratując ludzi uwiezionych w kopalni. Czemu sądzę, że najprawdopodobniej był górnikiem? A to dlatego, że ceramika, która została odnaleziona w ruinach Formicynowa została ozdobiona napisem w języku Celtyckim, który oznaczał "Eadan, pan kopalni". Po tym bohaterskim uczynku został najprawdopodobniej nagrodzony, ale nie jak podaje legenda, że zostaje władcą Wyspy, ale najprawdopodobniej dostaje ziemie pod uprawę i/lub kopalnie która uratował. Więc podsumowując. Eadan istniał naprawdę, lecz przez wieki ludzie zmieniali znacząco treść owej legendy, dodając np. władzę nad Wyspą. Wracając do ceramiki Lojangiemskiej nie mogę się zgodzić z tym, ze została wytworzona za życia Eadana, lecz 100 lub 300 lat po jego śmierci. Dlaczego tak uważam? ponieważ zostało tam napisane "Eadan, pan kopalni". Powiecie, a jaki to dowód? Taki, ze jakby został napisy wiele wieków po śmierci Eadana byłoby na pewno napisane coś bardziej "epickiego" np. "Eadan najwyższy władca Wyspy", więc owy napis, jak i ceramika musiał powstać, gdy legenda o Eadanie była mnie zniekształcona lub gdy jeszcze pamiętano owe zdarzenia. Następnym dowodem może być, to, ze napis został napisany w języku Celtyckim. Możliwe także, ze ceramika mogła być ofiara dla Eadana. Dlaczego ofiarą? Ponieważ dawno temu uznawano kult bohaterów i herosów, co jest ostatnim moim argumentem na to, że Eadan żył i także na to, że ceramika pochodzi z okresu niedawnej śmierci Eadana(tzn. max 300 lat o0d jego śmierci).
Postów: 1373 Miejscowość: Łódź Data rejestracji: 19.07.11
Dodane dnia 23-02-2012 20:32
Zgadzam się, częściowo, że Eadan mógł istnieć naprawdę i tylko potomni wyolbrzymili jego postać. Ale podtrzymuję swoją datację ceramiki - napisy kultowe niekoniecznie muszą być napuszone i nie należy mierzyć wieku inskrypcji o Eadanie szumnościa tytułów, jakie mu się przyznaje. Dość przypomnieć, że wielu bogów eskwińskich nie miało przydomków, tylko imiona, co nie wykluczało kultu.
Wstawał nowy dzień, czternasty września 1627 roku. Wojna handlowa ze zmiennym natężeniem, a nawet okresami rozejmu trwała już od trzydziestu siedmiu lat i nieuchronnie zbliżała się do rozstrzygnięcia. Jednak sytuacja na Wyspie pozostawała niejednoznaczna.
Tylko pozornie linia frontu dzieliła Eskwilinię na duczańską północ i ispalskie południe. Rzeczywistość była bardziej skomplikowana: w toku trwania konfliktu siły obu nacji zapuszczały się daleko na terytoria teoretycznie należące do strony przeciwnej (w 1601 roku, na skutek błyskotliwego desantu, Port Eagle było przez dwa tygodnie w rękach ispalskich). Konsul Fryderyk, działając z Lojangu, starał się mediować pomiędzy stronami konfliktu. W każdym eskwilińskim mieście patrycjat starał się prowadzić własną politykę, a choć były to w dużej mierze puste gesty, wzmagały chaos panujący na Wyspie.
Duczanie oblegali Bonię, główne ispalskie miasto handlowe. Na czele wojsk duczańskich stał generał Van Zeuid, arystokrata, który ze zmiennym szczęściem walczył w wojnie handlowej od piętnastu lat.
Świt czternastego września generał Van Zeuid powitał na stanowisku dowodzenia. Od ośmiu godzin nadzorował szturm trzydziestu tysięcy swoich podkomendnych. Szturm r11; jak do tej pory r11; bezowocny.
Do skruszenia oporu Boni zaangażowano duże siły. Generał Van Zeuid zabrał się do rzeczy fachowo i starannie. Jego wojska przybyły pod Bonię 30 sierpnia i przez dwa dni stawiały obóz. 2 września rozpoczął się ostrzał miasta z niespotykanej wcześniej ilości dział r11; wg zapisków armii duczańskiej w kierunku miasta pluło ogniem 110 luf. Miasto r11; ważny przystanek na wielu kontrolowanych przez Ispalię szlakach handlowych r11; systematycznie obracano w perzynę.
A jednak Bonia wciąż się broniła. Rotmistrz Diego Felipe Rovellas, Ispalczyk rodem z Grodna, miał do dyspozycji zaledwie tysiąc pięciuset żołnierzy armii ispalskiej i zapewne drugie tyle mieszkańców miasta powołanych pod broń, a jednak stawiał Duczanom zaciekły opór, broniąc się z gruzów w oczekiwaniu na odsiecz.
Odsiecz r11; czego generał Van Zeuid był świadom r11; stanowiła realne zagrożenie dla Duczan. Od jesieni poprzedniego roku Pedro Gomelez, przywódca Ispalczyków w Eskwilinii i późniejszy Konsul Wyspy przebywał a południu, gdzie r11; jak powiadano r11; formował siłę zdolną skruszyć wojska Duczan. Tak było w istocie: Gomelez zaciekle werbował do swego wojska (branka obejmowała wszystkich: zarówno jego rodaków, jak i Eskwilińczyków) i słał rozpaczliwe prośby do króla Ispalii, od którego otrzymał w kwietniu 1627 roku kontyngent wojska liczący półtora tysiąca żołnierzy. Ostatecznie udało mu się zebrać armię liczącą prawie pięćdziesiąt tysięcy ludzi, co było największa liczbą, jaką udało się zgromadzić Ispalczykom od początku wojny.
Generał Van Zeuid udał się na spoczynek w południe, jednak spokojny sen nie był mu dany. Pod wieczór do duczańskiego obozu przybyli zwiadowcy z wieściami iście Hiobowymi: Gomelez nadciąga z całą potęgą.
Van Zeuid stanął przed trudnym dylematem. Stawiać wszystko na jedną kartę i wydać przeważającym siłom wroga ostateczną bitwę o wątpliwym wyniku, w której zwycięzca bierze wszystko czy odstąpić od zrujnowanej Boni, obsadzić swoimi wojskami duczańskie twierdze na północy i czekać na śniegi, które sprzyjały obronie raczej niż ofensywie. Innymi słowy: musiał wybrać pomiędzy wariantem ryzykownym a zachowawczym.
Zdecydował się nie ryzykować. Piętnastego września znacznie uszczuplone powtarzającymi się szturmami wojska duczańskie rozpoczęły odwrót. Następnego dnia do Boni przybył Gomelez ze wszystkimi siłami. Dołączyły do niego niedobitki rotmistrza Rovellasa i Ispalowie ruszyli w pogoń za generałem Van Zeuidem.
Generał szybko zdał sobie sprawę, że nie zdoła doprowadzić swoich wojsk na północ, zaś rozpuszczenie ich byłoby krokiem samobójczym. W tej sytuacji zdecydował się skierować całą armię do najbliższej twierdzy r11; był to konsularny Lojang. Plan jego miał jednak wadę: Lojang leżał po drugiej stronie Wyspy, a żeby do niego dotrzeć należało przekroczyć Bystrą.
Pomimo tego jednak Duczanie skierowali się na zachód. Dystans pomiędzy dwoma armiami skracał się. Osiemnastego września siły Van Zeuiga stanęły nad Bystą. Tego samego dnia znaleźli się tam Ispalowie. Bitwa była nieunikniona.
Przyparci do rzeki Duczanie przygotowali się do obrony. Ich sto dziesięć wielkokalibrowych dział, które zniszczyły Bonię, miało wszakże małe zastosowanie w otwartej bitwie, gdzie potrzebne były raczej falkonety niż kolubryny. Tych pierwszych nie brakowało u Gomeleza.
Zanim jednak trębacze otrąbili sygnał do ataku, miały miejsce dwa zdarzenia, odnotowane później w kronikach. Rankiem dziewiętnastego września do zgromadzonych nad Bystrą wojsk Gomeleza i Van Zeuiga dołączyły siły nikogo innego, jak tylko konsula Fryderyka. Przywiódł on ze sobą pięć tysięcy ludzi, przeważnie Eskwilińczyków, naprędce zebranych z okolic Lojangu. Parlametariusze wysłani przez niego do obu armii, wezwali je do rozproszenia się i podporządkowania władzy konsularnej. Niestety, nie był to już czas, kiedy głos konsula Wyspy miał jakiekolwiek znaczenie.
Drugim epizodem było zamordowanie poselstwa, jakie Duczanie wysłali do Ispalów. Był to tylko kurtuazyjny gest, gdyż żadna ze stron nie brała już wówczas na poważnie żadnego innego rozwiązania konfliktu prócz walnej, generalnej rzezi, jednak Gomelez rozkazał powiesić wszystkich trzech oficerów przysłanych przez Van Zeuiga, obiecując, że to samo zrobi ze wszystkimi eskwilińskimi Duczanami. Historia pokazuje, że spełnił swe słowa.
Bitwa rozpoczęła się około południa dziewiętnastego września od salwy dział generała Van Zeuiga. Równocześnie ze wszystkich stron ruszyła na Duczan ciężka ispalska piechota. Gomelez, wbrew radom swego sztabu, nie zdecydował się na żaden manewr swoimi wojskami; po prostu nakazał ruszyć do przodu, ufając w swą przewagę liczebną.
Rozpoczęło się krwawe starcie. Wymiana ognia trwała krótko; wkrótce obie armie zwarły się w walce wręcz.
W tym samym momencie dał rozkaz do ataku konsul Ferdynand. Jego siły zaatakowały północną flankę obu walczących wojsk, nie miały jednak żadnego wpływy na przebieg bitwy. Większość konsularnych żołnierzy, także sam konsul, zginęło w bitwie.
Tymczasem walka trwała. Impet uderzenia Ispalczyków był tak duży, że tylne szeregi Duczan znajdowały się już po pas w wodach Bystrej. Generał van Zeuig nie miał żadnej możliwości manewru. W kilku miejscach pola bitwy Duczanie rzucali broń, jednak nie robiło to wrażenia na żołnierzach Gomeleza. Wg Pedra z Grodna, który bitwę znał z opisów swego ojca, rotmistrza Rovellasa, wojska duczańskie stawiały Ispalom opór przez dwie godziny. Później rozpoczęła się rzeź. Część wojsk Van Zeuiga i on sam salwowała się ucieczką przez rzeką. Reszta (ok. dziewięćdziesiąt pięć procent) zginęła na brzegu. Straty Gomeleza również były znaczne, różne źródła podają dwanaście, piętnaście, a nawet dwadzieścia jeden tysięcy.
Van Zeuig wraz z kilkoma setkami żołnierzy dotarł do Lojangu, gdzie objął obowiązki konsula i podjął przygotowania do obrony miasta. Wkrótce jednak zmarł z odniesionych ran. Wojna handlowa trwała jeszcze prawie rok, do czasu gdy ostatnie miasto na Wyspie, Port Eagle, poddało się Ispalom. Miało to miejsce w październiku 1628 roku. Nastąpiły następnie na całej Wyspie pogromy ludności Duczańskiej; ci którzy ich uniknęli wyruszyli w podróż od kraju swoich przodków. Nieliczni pozostali na Wyspie.
W Boże Narodzenie 1628 roku Pedro Gomelez został ogłoszony konuslem. Wojna handlowa została zakończona.
Havelock Jaskoviakus Anonimus -
PRN i PRR Brodę nosi się w sercu. (anonim)
Fajny opis. Ale coś nie mogę uwierzyć, iż konsul Fryderyk był tak głupi, iż uderzył na oba wojska (duczańskie i ispalskie). Już samo uderzenie na Ispalów byłoby totalną głupotą (5 000 nieprzeszkolonych Eskwilińczyków przeciw 50 000 żołnierzy?) a atak na obie armie- bez celowy. Co chciał osiągnąć Fryderyk tym aktem?
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Wydaje mi się, że ten specyfczny rodzaj głupoty zwie się romantyzmem: wolał zginąć, niż przyjąć do wiadomość, że jako konsul nie ma nic do powiedzenia na Wyspie
A wgl, to był jedyny przypadek, gdy w wojnie handlowej wzięły udział wojska pod flagą Eskwilinii. Tzn. Eskwilińczycy walczyli w niej, ale w armiach Duczan i Ispalów.
Havelock Jaskoviakus Anonimus -
PRN i PRR Brodę nosi się w sercu. (anonim)
I tak ów akt nasuwa pewne wątpliwości. Nawet jeśli przyjmiemy skrajną głupotę konsula (co jest trudne, gdyż myślę, iż tytuł ten piastowali jednak ludzi z głową nie od parady) to Eskwilińczycy zebrani pod jego sztandarem, widząc ponad 10-krotną przewagę wroga (jeśli jako wroga uznamy obie armie razem wzięte) powinni zwyczajnie odmówić wykonania rozkazu, a nawet zabić głupiego konsula.
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Postów: 1373 Miejscowość: Łódź Data rejestracji: 19.07.11
Dodane dnia 19-12-2012 21:10
Powinni uciec, choć ich wnukowi przedstawiali to pewnie inaczej, stąd tradycja ,,straczeńczej szarży na Ispalów" Zastanawia mnie sprawa liczebności wojsk - skoro obecnie mamy ok. 280 tys. mieszkańców, to ile mogło ich być w XVII w.? Moim zdaniem nie więcej niż 40-70 tys. Pięciotysięczna armia to duzo jak na taką wysepkę.
Opis natchnąl mnie do odegrania tej bitwy w Medievalu Do czego zaraz przystąpię.
Salus Rei publicae suprema lex esto.
Skocz do Forum:
Logowanie
Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem? Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.