Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 05-05-2013 23:39
Andriejgrad, godz. 5:45
De Sigmund został wyrwany ze snu.
-Panie kapitanie, radary wykryły znaczną grupę samolotów zmierzających w kierunku Andriejgradu z Wysp Maariennhama
-Tak, jakie?
-Dwa MIGi17 i trzy Jak-28.
-No proszę, ci amatorzy chcą nam coś zrobić tym sprzętem?
-Tak jest
-Co za głupek, nie umiesz powiedzieć po swojemu?
-Tak jest panie Kapitanie !
-Otaczają mnie idioci....
....
Walka była nerwowa, ale krótka. trzy MIGi-29 Zrobiły masakrę całkowicie niespodziewającym się przechwycenia siłom piratów. Zanim wykonały zwrot na własne lotnisko, musiały uciekać i niebawem wszystkie maszyny spadły w płomieniach na ziemię. Trzy zestrzelenia zanotował de Sigmund, jedno Diaz. Stary sprzęt radziecki nie miał szans. Dowódca Lotnictwa zastanawiał się co z resztą maszyn bandytów, w tym parą MIG-ów 21, ale stwierdził, że przyjdzie na to czas. Tymczasem zameldował przez radio von Weremanowi, że piraci nie zagrożą już raczej atakiem z powietrza.
....
kpt. mar. Christian Molders właśnie dopalał nerwowo papierosa. Ta akcja będzie chrztem bojowym dla jego jednostki ! Mają w końcu zdobyć z marszu lotnisko i opanować je w jak najlepszym stanie. Wczoraj wieczorem dostał telefon od admirała von Weremana. Miał wciąż w głowie jego słowa:
"będziecie mieli wsparcie lotnictwa. Musicie utrzymać lotnisko przez kilka godzin, zanim dojdą posiłki. Wróg na pewno będzie kontratakował, a lotnisko musi zostać opanowane. Nie będziemy go niszczyć".
....
por. lotn. Luca Ramones, dowodzący samolotami transportowymi nie mógł uwierzyć w treść meldunku i wciąż atakował pytaniami adiutanta, który doniósł mu papier z Komendy.
- Jak to mam po prostu tam wylądować?
-Tak jest, z dwóch AN-12 wyskoczą spadochroniarze, ale tylko część nowej jednostki zdążyła intensywnie się przygotować. reszta musi normalnie wylądować i od razu wejdą do walki
-Ale czy desant wcześniej opanuje płytę lotniska?
-Musi. Wasze transportowce będą non stop w ruchu. trzeba przewieść jak najwięcej oddziałów, żeby odeprzeć ataki, gdyż puraci na pewno będą chcieli odbić lotnisko. A potem użyjemy ANów do przewozu sprzętu i amunicji...
-Oby się udało....
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Osteryjskie wody terytorialne g. 2.00 (ok. 25 mil morskich od brzegu Osterii)
Transportowiec ,,Mefisto" rozwinął prędkość 10 węzłów i wedle zapewnień kapitana okrętu- więcej już nie da rady z takim obciążeniem. Cheewazz po obejrzeniu wszystkiego co zjadł i wypił w ciągu ostatnich dni, postanowił przymusić się choćby do krótkiego snu, zanim spotka się ze swoimi oficerami by ostateczne potwierdzić plan ataku na lotnisko w Hassle. Niestety, na jego nieszczęście morze było bardzo niespokojne tej nocy i jego wysiłki by choć na chwilę zmrużyć oczy zakończyły się tylko stekiem przekleństw na czym świat stoi oraz licznymi obtłuczeniami spowodowanymi licznymi wstrząsami miotanego przez fale okrętu.
Eskwilińska wyłączna strefa ekonomiczna (około 57 mil morskich od brzegu Osterii) g.5.30, kajuta Cheewazza
- Podsumowując donowie, za mniej więcej godzinę dobijemy do brzegów Hassle- Cheewazz wskazał trzymanym w lewej ręce wskaźnikiem na południowy brzeg Hassle. Prawą ręką trzymał szklankę z wodą. Zawartość naczynia wprowadziła wszystkich jego oficerów w głęboki szok, z którego jeszcze nie wyszli, mimo że spotkanie trwało już pół godziny.
-Wylądujemy na południowym brzegu wyspy, które znajduje się najbliżej naszego celu strategicznego- czyli lotniska. Brzeg ten, jest też najlepiej umocniony- piraci zrobili sobie tam małą fortecę, jednak zaletą ataku z tej strony, jest to, iż właściwie brak tam cywilów, więc możemy sobie śmiało postrzelać. Mimo to przestrzegam was donowie- jeśli tylko będzie to możliwe- bierzemy tyle jeńców ile się da. Nie chcemy masakry.
-Co z wojskami majora Rittera?- spytał kapitan Karl Thomassen, dowodzący podbatalionem saperów.
-Ritter jak zwykle jest nierychliwy. Jego transportowce ,,Miłek" i ,,Odyn" są 15 mil morskich za nami i wloką się niemiłosiernie. Niestety wychodzi na to, iż będziemy musieli poradzić sobie bez nich.
Po kajucie, wraz z wydychanym z płuc oficerów dymem cygar, rozległy się soczyste przekleństwa-.
-Strategiczne zadanie spadnie na twoich saperów- Karl. Będą musieli dokonać desantu i zabezpieczyć plaże. Dostaniecie oczywiście wsparcie z zamontowanych na Mefiście dział okrętowych, choć wiem że na chuj to się zda.
Po zebranych przeszła fala nerwowego chichotu.
-Zrobimy to w dwóch turach. Najpierw wyznaczysz oddział 100 desperarados, pod dowództwem jakiegoś kamikaze, którzy pójdą na pierwszy ogień i wylądują na plaży i przegonią ichniejszą straż. Oczywiście nasz wywiad spartolił robotę i nie wiemy dokładnie ilu ich jest, ale na podstawie ogólnych danych z tego co mamy- strażników powinno być nie więcej jak 15. Problem w tym, że tak jak mówiłem, są tam nieźle wyposażeni. 2 moździerze kalibru 60 mm, jeden kalibru 80 mm, mają też tam dwa bunkry, a nieco za plażą linę okopów, zabezpieczonych drutem kolczastym. Wyposażeni są głownie w AK47 i mają kilka RPG7. Generalnie nie będzie łatwo. Przede wszystkim pierwsza grupa uderzeniowa musi zneutralizować moździerze i wywabić lisy z nory. Druga grupa uderzeniowa, kolejna setka saperów, przybędzie, gdy wstępnie zabezpieczycie wybrzeże. Pomoże wam w walce z okopanym wrogiem. W tym czasie mogą już przybyć posiłki z lotniska. Spodziewam się, iż może to być nawet kolejnych 10 bojowników, wyposażonych podobnie. Saperzy będą mieli za zadanie związać, ich walką i zabezpieczyć flanki. Jednocześnie pomogą przy wyładunku reszty gratów. Generalnie, plan jest taki by w okopach nikogo nie zabijać. Strzelacie do nich i wywołujcie presję, ale dopóki nie spróbują czegoś głupiego- nie zabijajcie. Sprubujemy wziąć ich żywcem.
Von Eicke!-.
-Tak?-.
Po zabezpieczeniu wybrzeża przez saperów, grupa 30 twoich ludzi po rozładowaniu Ratelów, wykona nimi manewr oskrzydlający. Okopy ciągną się od stąd dotąd- Cheewazz wskazał wskaźnikiem na mapę upijając łyk wody- tak więc skurwysyny sprytnie zabezpieczyli sobie flanki wzgórzami. Ale od czego mamy naszych saperów? Wykorzystując deski ze skrzyń na ekwipunek, oraz tutejszy drzewostan, saperzy sforsują okupy w tym i w tym miejscu. Okrążymy chłopaków, i zmusimy do poddania się. Następnie będziemy ratele wykonają rajd rozpoznawczy. Jeśli napotkacie pojedyncze jednostki- strzelać bez pytania. Jeśli jednak spotkacie coś niemiłego- wracajcie. Nie wdawajcie się w poważniejsze utarczki. Gdyby jednak wam się udało- dotrzyjcie do lotniska i jeśli nie napotkacie zdecydowanego oporu- zabezpieczcie teren do lotniska, ale nie chce widzieć żadnego ostrzału jego płyty. Mamy przejąć to lotnisko, a nie je zniszczyć. Jasne?
-Tak jest.
Dobrze. W tym czasie, Twoi ludzie, Eicke, rozładują 5 T-55 i posuwając się po mostach przygotowanych dla rateli- dojadą do lotniska. Za nimi podążać będzie 200 saperów. Wtedy wkraczamy na lotnisko, likwidujemy ostatnie ogniwa oporu i kończymy sprawę. Jasne?
Tak jest. No to do roboty chłopaki.
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Edytowane przez Cheewazz Khadil dnia 07-05-2013 02:19
Adiutant Cheewazza podszedł do szyfranta i przekazał mu komunikat dla sił powietrznych ,,desant rozpocznie się o 6.30 STOP Ok. 9 powinniśmy otoczyć lotnisko STOP Lotnisko powinno być ostrzelanie z powietrza ok. 8 celem zabezpieczenia działań sił lądowych STOP Opcjonalny desant spadochroniarzy ok. 8.50 STOP"
6.30 wybrzeże Hassle
Pontony oddziału saperów płynęły cicho poruszane jedynie siłą wioseł. Niebo powoli już jaśniało, mimo, iż słońce nie zaczęło jeszcze wschodzić. Plaża Hassle zbliżało się coraz bardziej, mimo to wróg się nie ujawnił. Wielu z saperów przyłapało się na tym, iż wstrzymywali oddech. Czemu się dziwić? To była ich pierwszy chrzest bojowy od wielu lat. Manewry to jedno, a prawdziwa walka na śmierć i życie to drugie. Napięcie udzielało się wszystkim. Niech się w końcu coś stanie! Niech te skurwysyny otworzą ogień...
Nagle ciszę przerwał huk dwóch dział, jeden po drugim. Bojownicy wystrzelili dwie flary. Jedna wylądowała w pobliżu Mefisto, druga w połowie drogi pomiędzy nim a brzegiem. Płomień pocisków palił się na wodzie, oświetlając doskonale wojska desantowe.
-Ognia!- krzyknęli nara dowódcy baterii pokładowych. Mefisto oddał salwę ze swych dwóch dział. Pociski trafiły w wybrzeże zasłaniając je czarnym dymem.
Na pontonach zołnierze w pośpiechu chowali wiosła i montowali napęd motorowy.
Tymczasem bojownicy ostrzeliwali bezlitośnie nadpływających saperów, nie decydując się na ostrzał opancerzonego okrętu. Mimo, iż ostrzał bojowników był kiepsko skalibrowany, to nim pierwsze pontony dopłynęły do brzegu, kilka z nich zajęło się ogniem, lub wprost- eksplodowało trafione pociskiem wroga. Mimo to większości z nich udało się dobić do brzegu. Tam jednak czekało na nich prawdziwe piekło. Ostrzał karabionowy ze wszystkich stron, wspierany cały czas siłą ogniową moździerzy. Saperzy padali na ziemie, szukając zaimprowizowanych schronień, w postaci głazów, czy konarów drzewa i rozpoczynając ostrzał wroga, często dość rozpaczliwy i kierowany na ślepo.
Jednak po paru minutach, oficerom udało się przywrócić ład w oddziale. żołnierze przegrupowali się i po zidentyfikowaniu pozycji wroga poczęli etapowe zdobywanie wybrzeża. Rozpoczęli od likwidacji stanowisk moźdzerzowych. Dwa celne granty posłane w stronę jednego z nich obniżyło skład osobowy jego obsługi na tyle, iż stracili oni morale do dalszej walki i po prostu uciekli. Zaraz też grupa 10 saperów zajęła i zabezpieczyła ten teren. przy pomocy wsparcia ogniowego z tak zdobytej pozycji, grupa 15 żołnierzy rozpoczęła atak frontalny z plaży na drugi z moździerzy. Niestety ich atak został skutecznie przerwany przez zdecydowany ostrzał z dwóch bunkrów, znajdujących się pomiędzy stanowiskami artyleryjskimi.
Saperzy zmienili taktykę, zgrupowali większość sił w centrum, i zintensyfikowali ostrzał bunkrów, rezygnując pozornie ze zdobycia drugiego stanowisko artyleryjskiego. Po 10 minutowej wymianie ognia, saperzy zasypali wroga granatami dymnymi, jednocześnie pozorując atak frontalny na bunkry. Jednak zamiast niego 7 żołnierzy przeprowadziło atak na stanowisko arytleryjskie, zajmując go tym samym bez walki i biorąc jego obsługę jako jeńców.
Teraz saperzy rozpoczęli jednoczesny ostrzał z obu stanowisk artyleryskich i z wybrzeża. Presja ostrzału może by wywabiła bojowników z ich bunkrów, gdyby nie wsparcie z okopów znajdujących się za linią bunkrów.
Bojownicy z okopów zaczęli częstować saperów pociskami z RPG7, co na nowo wprowadziło nieco nerwowości w działania Eskwilińczyków. Nie było możliwości, by prostym ostrzałem zmusić wroga do opuszczenia bunkrów. Trzeba wysadzać! Saperzy znów posłużyli się podstępem. Przegrupowali większość sił na lewą flankę, pozorując próbę przełamania linii okopów. Akacja taka byłaby samobójstwem, gdyż żołnierze eskwilińscy wystawili by się na ostrzał wroga od tyłu i przodu. Jednak bojownicy złapali przynętę i skupili na tym skrzydle swoją uwagę. Po 5 minutowej wymianie ognie, ponownie saperzy użyli zasłony dymnej, w głównej mierze kierując ją jednak na lewe skrzydło, a tylko część bezpośrednio pod bunkry. Wróg pewny, iż eskwilińczycy rozpoczynają szturm jeszcze bardziej zintensyfikował ostrzał na flance. Tymczasem 2 drużyny żołnierzy, po 3 każda częściowo, przebiegły a częściowo przeczołgały się pod bunkry wroga i założyły ładunki wybuchowe. Wróg nie zauważył tych działań. Po oddaleniu się na bezpieczną odległość zdetonowało ładunki. Bunkry zdobyte. Ofiar nie udało się uniknąć.
Wrogie okopy zaprzestały ostrzału. Pewnie przerażeniu bojownicy udali się po wsparcie. Albo zabrakło im amunicji? Nieważne. Saperzy na szybko zbudowali tymczasowe umocnienia za linią bunkrów a naprzeciw okopów wroga, z worków piasku i skrzyń. Jednocześnie dowódca operacji poinformował Cheewazza, o powodzeniu pierwszej części misji.
Kajuta Cheewazza, g. 7.15
-Trwało to dłużej niż przypuszczałem...Jakie straty?-.
-W tej chwili są one tylko szacunkowe. Około 20 zabitych i drugie tyle rannych- odpowiedział adiutant Cheewazza. Z ust Cheewazza popłynęła litania niewybrednych przekleństw.
Jacyś jeńcy?-.
-siedmiu. W tym trzech rannych-.
-Dobra. Przystępujemy do fazy drugiej-.
-Tak jest- powiedział adiutant spokojnym głosem profesjonalisty.
7.30 wybrzeże Hassle
Druga setka saperów właśnie dobijała do brzegu. Tymczasem bojownicy otrząsnęli się już z szoku po zdobyciu pierwszej linii umocnień i rozpoczęli ostrzał nowych pozycji eskwilińskich Sił Zbrojnych. Zgodnie z zaleceniami, saperzy nie starali się wywierać na wrogu tylko presję. Dla zwiększenia realności owej presji postanowili posłać też paru z nich do piachu. Jednak w gruncie rzeczy strzelali w powietrze. Jak stanęło w rozkazie.
Zabawą z wrogiem zajęła się grupa ok.30 saperów, reszta zaczęła rozładowywać ratele.
Akcja posuwała się sprawnie i w ciągu 25 minut udało się uruchomić silniki rateli.
Nastąpiła kolejna trudna faza planu. Trzeba było przełamać okopy wroga w dwóch miejscach i zbudować kładki dla rateli.
Realizacja jednak tej części operacji poszła nadzwyczaj gładko. Zaimprowizowane umocnienia saperów w centrum sciągnęły na siebie większość sił wroga nie spodziewających się rajdu rateli na skrzydła. Toteż widok zbliżających się grup rateli(po 3 na każde ze skrzydeł), wspieranych od tyłu przez grupy żołnierzy (ok. 20 na każde ze skrzydeł), było tak wielkim zaskoczeniem dla skromnych sił bojowników zgromadzonych w tych miejscach, iż oddawszy zaledwie parę strzałów, zaczęli uciekać w panice zostawiając puste okopy. Saperzy szybko zabezpieczyli zdobyte pozycje i rozpoczęli budowę kładki.
Tymczasem siły bojowników zgromadzone w centrum, po zarejestrowaniu nowego manewru wroga, podzieliły się. Zdając sobie sprawę z przewagi liczebnej sił eskwilińskich, zdecydowały się na skierowanie 4 bojowników, z granatami przeciwpancernymi tylko na lewą flankę, na prawą wysyłając tylko jednego bojownika z dwoma granatami ręcznymi, który miał przeszkadzać jak tylko może zgromadzonym tam eskwilińczyką.
Prawa flanka dość szybko zestrzeliła wroga, tak, iż ten zdołał tylko chybić pierwszym grantem.
Sytuacja na lewej flance była gorsza. Bojownicy nie tylko skutecznie wstrzymali pracę nad kładką, ale także jeden z grantów nieprzyjaciela skutecznie uszkodził jednego z rateli, powodując, jego nieprzydatność w dalszej części operacji.
Wymiana ognia z wrogiem w okopach przeciągała się. Eskwilińczycy postanowili zasypać wrogą pozycję ostrzałem z dział rateli oraz granatów ręcznych. Działanie przyniosło efekt. Bojownicy wycofali się w panice i tak zmarnowawszy wcześniej cały zapas grantów przeciwpancernych.
Kładki zostały ukończone, i ratele sforsowały okopy. Okrążone siły wroga poddały swoje pozycje.
Zbliżała się godzina 9.
8.30 mostek kapitański
Adiutant Cheewazza przekazał kolejną wiadomość szyfrantowi do Sił Powietrznych ,,Akcję spadochroniarzy opóźnić do g.10 STOP Wybrzeże zdobyte STOP"
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Edytowane przez Cheewazz Khadil dnia 07-05-2013 02:12
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 07-05-2013 12:08
godzina 10:15
Setka spadochroniarzy która przeszła kurs skoków i miała odpowiedni ekwipunek właśnie przygotowywała się do skoków z samolotów AN-26. BYły zapchane po brzegi.
De Sigmund sam był w pilotce i kombinezonie. Wszyscy czekali w zdenerwowaniu. Zapaliła się zielona lampka.
-Skaczemy !
Setka spadochroniarzy na raz zaczęła opadać w rejonie lądowania.
Po chwili okazało się, że rozsiało ich około 500 metrów przed głównym wjazdem na lotnisko, więc stosunkowo celny zrzut.
De Sigmund po kilku minutach zebrał wszystkich. Nie było 6 spadochroniarzy, ale sądzono, że mogło ich trochę znieść. Wysłano kogoś po nich i ta część spadochroniarzy zaatakowała główne wejście i wartownię z przodu. Słychać było od południa odgłosy ostrej strzelaniny. To pewnie saperzy Khadila...
No, ale trzeba oczyścić pas dla transportów i reszty jednostki.
Jednak już wartownie, chociaż zaskoczone, starały się zatrzymać spadochroniarzy. Krótka wymiana ognia i już oddział przedarł się przez bramę, przy dwóch rannych. Zabito siedmiu bojowników. Gdy weszli na teren za siatkami, było już ciężej. Bojownicy ustawili kilka stanowiska ckm, ochronionych workami z piaskiem na trawie wokół pasa i z dwóch z nich zaczęli strzelać. De Sigmund dał znać, żeby schować się do dowu przeciwpożarowego. jednocześnie wysłał trzy drużyny po czterech żołnierzy, w której były po dwa granatniki RPG-7 do niszczenia gniazd oporu. Po 10 minutach i stratach jednego zabitego przez obsługę ckm, udało się zniszczyć uciążliwe punkty oporu. Ruszyli do ataku. Posuwali się w bezpośrednim sąsiedztwie pasa. De Sigmund rozpoznawał kolejne sylwetki samolotów - Li-2, Ił-28, Jak-11...
W chwili gdy dopadali budynku lotniska, rozległy się strzały. Trzeba było oczyścić wszystkie budowle ze strażników. Wysłał też grupę 20 spadochroniarzy do opanowania wieży kontrolnej. Sam wyjął swój Browning HP i ruszył do terminalu przylotów.
Po 40 minutach strzały na terenie lotniska ucichły. Kapitan de Sigmund wysłał meldunek majorowi Khadilowi i admirałowi von Weremanowi tej samej treści:
"Budynki i pas zdobyty, ale brakuje ludzi do efektywnej obrony całego kompleksu. Potrzebne wsparcie. Lotnisko przejęte w dobrym stanie. Zdobyto 7 samolotów. Wzięto do niewoli i zamknięto 22 bojowników, połowa z nich ranna. Straty wroga: 24 zabitych. Straty własne: 6 zabitych i 10 rannych. 2 spadochroniarzy nadal nie odnaleziono".
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Postów: 61 Miejscowość: Jeziorno Data rejestracji: 03.12.12
Dodane dnia 07-05-2013 12:28
De Sigmund zszedł na ziemię do Khadila a mi kazali obserwować co się dzieje z powietrza.
Okrążyłem z dużej wysokości Osadę portową Hassle. Nadałem do Cheewazza:
-Panie majorze, widzę przy molo trzy uzbrojone kutry, jest ruch w miejscowości, ale to nie cywile. Rozpoznaję dwie ciężarówki i co najmniej dwa inne pojazdy z wbudowanym km.
Poleciałem kawałek dalej, na niewielkie wzgórze na północ od osady i na 6 km na zachód od lotniska. Tam zauważyłem grupkę żołnierzy kopiących stanowiska strzeleckie na łagodnym zboczu. I to nie byli nasi. Wystrzeliłem dwa pociski niekierowane i spoglądałem jak kilku uciekło w panice, a na miejscu oprócz dziur leży pięć ciał.
Zawróciłem do Andriejgradu.
Kajuta Cheewazza, g.8.40
-Panie majorze, melduje że ciągle nie mamy żadnej odpowiedzi od Sił Powietrznych. Łączność szwankuje. Nie jesteśmy pewni czy nasza prośba wsparcia lotniczego do nich dotarła-.
Cheewazz normalnie wpadł by w szał, ale wykończony przeżytą parę godzin wcześniej chorobą morską oraz nieprzespaną nocą, machnął tylko ręką.
-Jakieś rozkazy ze sztabu generalnego?-.
-Tak. Mamy dać sobie spokój z wyładunkiem czołgów. Sztab stwierdził, że ratele wystarczą do opanowania wyspy-.
-Ta- wystarczą. Ja tu już 20 ludzi straciłem.
-Nowe wieści mówią o 17...-.
-Jeden pies- to dużo za dużo.
-Mam odwołać czołgi kapitanie-.
-Nie. Mam gdzieś co myśli Wereman- te skurczybki są zbyt dobrze wyekwipowane, by ryzykować zajęcie lotniska samą piechotą. Coś jeszcze?
- Tak. Batalion Eskwiliński w końcu dotarł. Są 2 mile morskie od nas.
- Niech się zatrzymają gdzieś na bezpiecznych wodach i czekają. Nic tu po nich w tej chwili. Kontynuować operację wg wcześniejszych ustaleń.
-Tak jest-.
-I poinformuj mnie, gdy nadjedzie jakaś wiadomość od Sił Powietrznych.
-Tak jest-.
-Odmaszerować.
Wyspa Hassle, g.9.00
Po zabezpieczeniu przez saperów wybrzeża (którzy wykorzystali umocnione pozycje wroga, wzmacniając je dodatkowo ustawionym na szybko drutem kolczastym zabezpieczającym okopy od strony lotniska, oraz 3 stacjami karabinów maszynowych na przedpolu okopów, wzmocnionymi workami z piaskiem), na plaży rozładowano czołgi T-55, które czekały na wynik zwiadu rateli.
Tymczasem 5 ratelów, eksplorowała wyspę. Z uwagi na gęste zalesienie wyspy, mogli posuwać się tylko piaszczystą drogą wiodącą do lotniska, która ciągnęła się przez 3 km. Ratele, posuwały się w kolumnie, jadąc ostrożnie z prędkością 30 km/h, obserwując czujnie okolice. Gdy przed mieli już lotnisko w zasięgu wzroku, ogłuszający huk, zatrzymał kolumnę. Ratel znajdujący się na czele kolumny stanął w płomieniach, a chmura czarnego dymu objęła całą kolumnę wozów. Załoga nie miała szansy przeżycia.
Dowódca drugiego z rateli dał szybki komunikat do reszty wozów- ,,Miny! Wycofujemy się! Natychmiast! Powtarzam! Miny! Wycofujemy się! Natychmiast!" Ratele poczęły zawracać, co było trudnym manewrem na wąskiej piaszczystej dróżce. Tymczasem z wielu stron naraz zaczęły trafiać w nich pociski granatników. Mimo, iż cały manewr trwał dobre dwie minuty, jakiś cudem pancerze wozów wytrzymały i udało się dokonać odwrotu bez strat.
Dowódca drugiego ratela, przesłał w międzyczasie komunikat o odwrocie do ,,Mefista". Zaraz też usłyszał odpowiedź głównodowodzącego- majora Khadila ,,Wycofać się do połowy drogi do lotniska. Ustawić wozy w poprzek drogi i ustawiając blokadę dla ewentualnego kontruderzenia wroga. Grupy po trzech żołnierzy, niech zabezpieczą flanki, umacniając pozycje w lesie po obu stronach drogi. Wytrzymać do czasu przybycia pozostałych sił".
Rozkaz został wykonany. Po zaledwie 10 minutach, do rateli dotarło 5 człogów T-55, a za nim grupa 200 saperów. Dowodzący nimi osobiście von Eicke, uśmiechnął się do dowódcy drugiego z rateli. Dowódca odpowiedział również uśmiechem w którym jednak czaiła się wielkie pokłady ulgi. To było najgorsze 10 minut jego życia.
-Co chłopaki, macie problem z minami, hę?-.
-Tak. Rozpieprzcie to dziadostwo!-.
-Spokojnie, spokojnie- już my się tym zajmiemy- rzucił wesoło von Eicke.
Na czoło kolumny wysunął się T-55, na którym zamontowano trał przeciwminowy. Za nim posuwał się kolejne T-55 asekurujących pierwszego. Dalej ratele i piechota. Kolumna poruszała się powoli- około 5 km/h. Saperzy woleli nie ryzykować kolejnego utraconego wozu.
Dotarli ponownie do dymiącego jeszcze zniszczonego ratela. Póki co obyło się bez min. Nie napotkali też żadnego oporu wroga. Nadszedł newralgiczny punkt tej części operacji. Trzeba było usunąć zniszczony wóz bojowy, tarasujący drogę.
Von Eicke wysłał w tym celu grupę 4 saperów. Mieli oni zgasić płomień w ratelu i sprawdzić czy działa w nim napęd, albo przynajmniej system kierowania. Jednak gdy tylko grupa żołnierzy wychyliła się zza osłony człogów, z wielu stron naraz zostały posłane w ich kierunku pociski karabinów maszynowych i granaty. Tylko refleks, zdecydował, iż żaden z nich nie zginął. T-55 od razu przystąpiły do działań. Zaczęły kalibrować swoje działa na wrogie pozycje. Tymczasem saperzy, wkroczyli do lasu i posuwając się ostrożnie (bojąc się umieszczonych tam min), zaczęli wspierać ogniowo działania czołgów. Eskwilińczycy znów mieli szczęście. I to podwójne. Po pierwsze, oddziały saperów nie napotkały w lesie min. Po drugie- po zaledwie 2 minutowej walce, spanikowane ostrzałem czołgów oddziały wroga, rzuciły się do kolejnej w tym dniu ucieczki. Wykorzystując tą chwile grupa saperów, poczęła gasić pożar ratela. Niestety okazało się, iż jest całkowicie niesprawny. Jeden z T-55 wziął więc ratela na hol i tak wóz, częściowo ciągnięty przez czołg, częściowo kierowany siłą rąk ludzkich 10 saperów, przesuwających go, został usunięty na pobocze drogi.
Do akcji wkroczył T-55 wyposażony w trał przeciwminowy. Miał o tyle ułatwione zadanie, iż pozycje min widać było bardzo wyraźnie, gdyż zostały one zasypane dopiero dzisiaj, zapewne po desancie sił eskwilińskich i w dużym pośpiechu. W ten sposób zdetonowano około 20 min. Dalej droga wydawała się czysta, jednak von Eicke zdecydował, iż kolumna cały czas będzie się posuwała za trałem, aż dotrą do lotniska.
-Lepiej nie ryzykować. Skubańcy mogli wcześniej zabezpieczyć nieco lotnisko, a te umocnienia mogły stanowić tylko przedpole walki, co tłumaczyłoby ich szybką ucieczkę.
Kajuta Cheewazza, g. 9.50
-Von Eicke melduje, iż udało się usunąć ratele i rozminować teren. Za parę minut powinni osiągnąć teren lotniska-.
-Jeńcy?-.
-Udało im się schwytać, 3 bojowników, 2 ciężko rannych.
-To razem mamy dziesięciu... Ilu ich dotychczas padło?-.
-Z tego co wiem na tę chwilę to 30-.
-Naszych?-.
-17 zabitych i 23 rannych.
-Za duże straty...-Cheewazz walną pięścią w stół uniesiony swoją bezsilnością.
-Jakieś wieści z Sił Powietrznych?-.
-Tak. Są blisko. Za 10 minut powinien rozpocząć się zrzut.-.
-Wstrzymaj naszych do czasu kiedy tamci zameldują nam zajęcie lotniska. Nie chcemu chaosu w tej operacji- inaczej możemy zacząć w zamieszaniu strzelać do naszych. Kiedy tylko zameldują zakonczenie zrzutu- wkarczamy tam ratelami, czołgami i resztą tałatajstwa i zabezpieczamy obiekt. Kto dowodzić będzie spadochroniarzami?
-De Sigmund osobiście-.
-Taki kozak? No, no. Dobrze. Poinformuj mnie, gdy lotnisko zostanie ostatecznie zdobyte-.
Lotnisko w Hassle, g. 10.30
Wojska lądowe pod dowództwem von Eicke, wkroczyły na lotnisko. Niedobitki bojowników, którzy nie były dość mądre by uciec od razu zostały wyłapane przez zmechanizowane jednostki. Wzięto jeszcze 10 jeńców.
-Kapitanie de Sigmund, jestem kapitan von Eicke- dowódca batalionu grenadierów pancernych. Lotnisko zostało zdobyte i zabezpieczone. Major Khadil przekazał mi właśnie, że zwiad lotniczy przekazał nam, iż piraci uciekają z wyspy trzema kutrami. Cześć z nich, zapewnie jacyś radykałowie, w liczbie nie wyższej niż 7 próbowali zaimprowizować jakieś umocnienia na wzgórzu, oddalonego 6 km od lotniska. Nasz zwiad lotniczy ostrzelał ich pozycję. Wysłałem już ratele by wyłapali tych niedobitków. Major Cheewazz rozkazał puścić uciekających kutrami wolno, z braku możliwości pościgu.
Wygląda na to, iż operacja została zakończona sukcesem. Oczywiście cały jeszcze przeczeszemy wyspę, ale nie mamy już wiadomości o zorganizowanym oporze.
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Edytowane przez Cheewazz Khadil dnia 07-05-2013 13:00
W tej samej chwili jako pierwszy samolot na opanowanym pasie wylądował mały An-2. Wyskoczył z niego spocony ppłk Martin Hacke-Kleissberg, Szef Sztabu Armii.
-Ale narobiliście bigosu. Kapitanie von Eicke, nie jest tak różowo. Wróg jest pobity, ale jeszcze całkiem nie oczyściliście wyspy. Próba utrzymania wzgórza wskazuje na to, że jest jakaś większa grupa bojowników w lesie, po drugiej stronie wzniesienia. Aha, no i póki co nie mam meldunków, żeby chcieli stąd się ewakuować. Pilnować tego będzie kanonierka "Król Siling II" kpt. mar. Mario Santisa. W samej osadzie może być nawet 40 bandytów, ale nie mają już raczej broni ciężkiej.
"Ostatecznym celem i istotą państwa jest potęga, a jeżeli ktoś nie potrafi zmierzyć się z tą prawdą, powinien trzymać się z dala od polityki."
Heinrich Gotthardt von Treitschke
Admirał Maximilian Wilhelm Gottlieb Alexander Reinhold Lothar Guido Theodor Hans Siegfried Albrecht Christian Friedrich Arnold Wolfgang Bernard Heinrich August Otto Freiherr von und zu Wereman
-Tak jest donie podpułkowniku! Zaraz wyślę ludzi w tym kierunku- powiedział von Eicke, a żądny chwały po raz kolejny osobiście poprowadził działaniami. Uznał, iż najlepiej będzie wziąć do tej misji 4 ratele, które dotąd ocalały. Do rateli wsiadło łącznie z nim 24 żołnierzy i ruszyli w wskazanym przez Kleissberga kierunku. W lesie napotkali grupę 15 bojowników. Po krótkim ostrzale z 20 mm działek rateli, oraz staranowaniu barykad wroga, grupa bojowników poddała się. Wynik- 5 rannych, reszta bez szkód poddała się. Po rozbrojeniu i związaniu jeńców, von Eicke, zostawił 4 żołnierzy na ich straży i wezwał wsparcie grenadierów pancernych by odprowadzili jeńców na lotnisko. Resta oddziału wyruszyła ponownie przeszukiwać lasy.
Kajuta Cheewazza, g.10.45
-Majorze Khadil- zwiad lotniczy zauważył trzy kutry rybackie które uciekają z wyspy-.
-I co ja mam niby z tym zrobić? Gonić je transportowcami? Weźcie mi dupy nie zawracajcie. Przekażcie to naszej marynarce. Jeśli są gdzieś w pobliży- mogą pobawić się w kotka i myszkę-.
Wzgórze opodal wioski rybackiej Hassle, g 12.30
Niemal dwie godziny poszukiwań nie przyniosło rezultatu. Wyspa była całkowicie opanowana. Tak wydawało się von Eickowi, do czasu gdy nie skontaktował się z nim Cheewazz ,,Mamy problem... Grupa bojowników, nie będzie ich więcej jak dziesięciu przedostała się do wioski i wzięła 15 tamtejszych rybaków jako zakładników. Żądają przerwania ognia i podwózki na wyspę Bergo". ,,I co jeszcze?"- pomyślał von Eicke. ,,Jakie rozkazy?" spytał głośno. ,,Podjedźcie ratelami pod wioskę i zabezpieczcie drogę ucieczki z niej. Tym razem damy się wykazać Thomassenowi". Jak kazali- tak zrobił.
Wioska Hassle g.00.30
Kapitan Thomassen zawsze wiedział, iż saperzy to najbardziej parszywy z możliwych przydziałów. Od dawien dawna, podbatalion ten zawsze był wystawiany na pierwszy ogień, czego dowodem była choćby właśnie operacja na Hassle. A teraz jego podbatalion miał się zabawić w komandosów i odbić zakładników. Cheewazz na godzinę ataku wyznaczył 01.00. Nie dość więc, że jego chłopcy odwalili całą robotę tego dnia, to mieli jeszcze walczyć w nocy- cudnie.
Cheewazz, przez cały dzień mydlił oczy bojownikom. Przekazał, im zapasy żywności i medykamenty, oraz zapewniał, iż łodzie, którymi przedostaną się na Bergo- są już w drodze. Nie można powiedzieć, by bojownicy mu zaufali, ale na pewno ich czujność nieco osłabła.
Thomassen co chwila spoglądał na zegarek. Chciał to mieć już za sobą. Jednocześnie oczy mu się kleiły ze zmęczenia, a serce waliło ze zdenerwowania.
Około. g.00.45 trzy grupki po dwóch saperów podkradły się pod wejścia z trzech różnych stron domu wójta, gdzie zabarykadowali się piraci. Szybko i precyzyjnie podłożyli zdalnie odpalane ładunki wybuchowe i wycofali się. Do akcji przygotowywały się, starając się nie zwracać na siebie uwagi, trzy grupy uderzeniowe, po 3 osoby każda. Thomassen wybrał do tej misji największych kozaków ze swojego podbatalionu. Misja była prosta. Równo o pierwszej odpalone zostaną ładunki. Grupy uderzeniowe, pod dowództwem kolejno, Bródki, Calue i Rodrigeza, wkraczają do budynku. I starają się jak najszybciej przedostać do gabinetu wójta, który znajdował się na pierwszym piętrze i w którym prawdopodobnie byli przetrzymywani zakładnicy. Calue, miał za zadanie sprawdzić także piwnice- drugie prawdopodobne miejsce w którym mogli się oni znajdować. Niestety bojownicy dość uważnie kamuflowali swoje poczynania wewnątrz rezydencji wójta. Żółnierze mieli nie brać jeńców jeśli chodzi o bojowników. Mieli działać szybko i starać się ocalić jak najwięcej cywilów.
Kiedy wreszcie nadeszła godzina X, wszystko potoczyło się bardzo szybko. Wybuch, krzyki wbiegających grup uderzeniowych. Bródka i jego grupa, wkroczyli drzwiami frontowymi i zaraz po wkroczeniu do mieszkania, powitała ich rzęsista seria z ckm, która w całości wziął na siebie jeden z dwójki podlegających Bródce żołnierzy.
Bródka wydał z siebie nieratykułowany krzyk ściskając spust swojego karabinu tak mocno, jakby chciał go urwać. Jego ostrzał trafił co prawda śmiertelnie bojownika obsługującego ckm, ale ogarnięty szałem żołnierz, wystawił się pięknie na ogień przeciwnika. Wykorzystał to jeden z bojowników na schodach trafiając Bródkę w okolice klarki piersiowej. Drugi z jego żołnierzy również został trafiony. Atak od frontu od początku był skazany na porażkę.
Więcej szczęścia miał Rodrigez. Mu przypadło w udziale wejście od kuchni. Trzeba przyznać, iż wybuch ten całkowicie zaskoczył bojwników. Rodrigez po wkroczeniu do kuchni zastał dwóch z nich podczas posiłku. Dwie kulki prosto w głowy załatwiło sprawę. Rodrigez ze swoją grupą rzucił się w kierunku schodów na piętro. Pewnie by zdążył wesprzeć Bródkę atakującego frontu, gdyby nie zatrzymał go na korytarzu jeden z piratów, który po usłyszeniu wybuchów szybko domyślił się co się święci. Słysząc odgłosy strzału w kuchni, przewrócił stojący w korytarzy sekretarzyk, i z tej niezbyd wygodniej, bo niezwykle niskiej barykady, począł ostrzeliwać korytarz ze swojego pistoletu. Rodrigez nie był tak w gorącej wodzie kompany jak Bródka. Nie zaryzykował forntalnego ataku, tylko rzucił w kierunku wroga granat dymny. Następnie wykorzystując oszołomenie pirata, skinął na jednego ze swych ludzi. W pół sekundy później wyznaczony żołnierz rzucił się w kierunku ostatniej pozycji wroga. Kilka uderzeń kolby karabinu w głowę pirata załatwiło sprawę. Rodrigez rzucił się do schodów, szybko zdejmując pirata, który parę sekund wcześniej trafił Bródkę. Rodrigez zaczął wbiegać po schodach, gdy nagle trzech bojowników wyskoczyło z pokoju wójta. Każdy z nich trzymał pistolet na głowie jakiegoś dziecka. Rodrigez, nie wachał się ani sekundy. Uniósł swój pistolet i oddał jedne strzał, drugi i... trzeciego oddać nie zdążył. Jeden z bojowników, który właśnie wybiegł z toalety na parterze, oddał dość rozpaczliwą serię z AK47. Seria pocisków przeryła ściany budynków nie trafiając nikogo. Jednak zły los chciał, iż jeden z nich sięgnął jakimś cudem głowy Rodrigeza. ,,Prawie udało mi się zostać bohaterem" pomyślał, i była to jego ostatnia myśl w życiu.
,,Rzucić broń" krzyknął bojownik do dwóch towarzyszy Rodrigeza. W tym samym czasie trzeci z bojowników, którzy trzymali dzieci (po strzały Rodrigeza, skutecznie zdjęły dwóch z nich), odepchnął wyjące i płaczące ze strachu dziecko i zaczął mierzyć w żołnierzy. Nie mieli wyjścia musieli rzucić broń...
Już mieli to zrobić, gdy nagle los znowu się odwrócił. Calue wraz ze swoimi towarzyszami, wybiegli z komórki, gdzie faktycznie była przetrzymywana część zakładników, i wykorzystując efekt zaskoczenia oddali strzały w kierunku bojownika-z-toalety. Gdy ten padł, żołnierze Rodrigeza rzucili się z pięściami na osłupiałego pirata, który przed chwilą ściskał dziecko. Nie czekając na wynik ich szarpaniny, Calue i jego towarzysze wbiegli po schodach i kopniakiem otworzyli drzwi gabinetu wójta.
-Wszyscy na ziemie- krzyknął Calue. Zakładnicy posłuchali, 2 bojowników również, tylko jeden z nich w akcie desperacji oddał strzał w kierunku Calue. Trafił, ale kamizelka wytrzymała strzał. Szkoda, iż pirat nie miał kamizelki. Przeszyło go 6 kul, które wyszły z 3 karabinów jednocześnie w niego wycelowanych.
Dom wójta został zdobyty. Wynik: 1 żołnierz Bródki (ten rozerwany przez ckm)- oraz Rodrigez- martwi. Bródka i drugi z jego żołnierzy- ciężko ranni. Calue- lekko ranny.
4 bojowników poddało się, 6 zabitych. Żaden z zakładników nie został zabitych. Dzieci były ranne od pocisków, ale nie było zagrożenia dla życia.
Mimo to, wszyscy saperzy po tej akcji mówili, iż była to najtrudniejsza misja. Dużo trudniejsza, niż desant i zabezpieczanie plaży. Tam bili się uzbrojeni po zęby mężczyźni. Tutaj śmierć groziła kobietom i dzieciom.
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Skocz do Forum:
Logowanie
Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem? Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.